Uczucie wzajemnej przenikalności


 Zawsze!

Właśnie tam, gdzie za oknami promienie słońca tulą się do zimnych tafli okien, gdzie unosi się zapach cynamonu, a czas miarowo odmierza tylko bicie serc. Wśród gałązek pachnącej bazylii, rozmarynu, i mięty na niewielkim okrągłym stole stoją dwie filiżanki z parującą, ciepłą herbatą. Kobiety siedzą obok siebie, głowa jednej z nich spoczywa na ramieniu drugiej.
Patrzy na jej skupioną twarz i dłonie, które z taką troską dotykają kolejnych stron książki. Nieobecna, jakby obce światy przebiegały przed jej oczami. Siada czasami naprzeciwko niej i długo patrzy, wsłuchana w szelest kartek, uśmiechając się nieśmiało.
Ich twarze oświetla snop światła wpadający przez wąską szparę niedomkniętych drzwi. Ciszę osładza ciepły, nostalgiczny głos Cheta Baker’a śpiewającego ‘my Funny Valentine’.
Na jednej ze ścian wisi kilka starych fotografii. Za każdym razem, gdy patrzą na nie, odwracają twarze ku sobie i uśmiechają się do siebie łagodnie. Pamiętają przecież każdą z minionych chwil, chociaż ich dłonie są dzisiaj kruche, a palce przeczą młodzieńczej zwinności. W tych dłoniach pełnych wyżłobień, pokrytych naskórkiem cieniutkim jak papier, kryje się historia ich życia…
Wciąż powierzają sobie niecierpliwe myśli, bez zbędnej kalkulacji, bez dobierania słów i gestów, zatracając poczucie czasu, jakby łączyło je uczucie wzajemnej przenikalności, ubrane we wszystkie możliwe kolory jesieni.

MrsDalloway