„O tańcu nie da się pisać […] taniec trzeba tańczyć.”


Po przeczytaniu  „Tańcząc w stronę mroku” , jeszcze wiele razy wracałam do zapisków z lekcji tańca buto Kasai:
” […] Doznania twojego ciała muszą sięgać daleko. Przez twoje ciało biegnie oś. Zawsze się z nią obracasz. Twoje ciało jest obrotem. […] Twój taniec nie ma żadnego początku. Już się zaczął i nie ma końca. Nie sprzeciwiamy się sile ciężkości, wypływamy na powierzchnię. Gdyby istniała tylko grawitacja, nie moglibyśmy utrzymać się w pionie. Istnieje także energia wznoszenia się. Kiedy coś przetnie tę siłę, upadamy.”

dancing with wind fot. A. Bober

 

Z nieskrywaną przyjemnością  patrzę na tańczących  i  zaczynam rozumieć, że taniec jest dla nich oczyszczeniem, wyzwoleniem.  Może jest to ten jedyny moment, który daje poczucie swobody, gdy wyzwala się w nas energia, moc, nieposkromione żywioły, płyniemy wolno, by po chwili wzniecić ogień, a pod zamkniętymi powiekami jest ten nasz mały, prywatny świat, kompletnie niedostępny, pełen nieuświadomionych emocji, nieskrępowany- tylko rytm i bicie serca.