„A summer breeze begun of air that leaves the breathing sun”


CZYTELNICY

Niedojedzeni Niedośnieni Niedokochani
Mają zazwyczaj czerwone nosy i dłonie
I wpadają w stronicę jak ćmy
I wymachują wielkimi głowami
Zapadli w studnię czasu w korytarze
Elsynoru Katakumb Pałacu Hrabiego Rogera
Błądzą i mówią do Hioba „ty”
I jeżdżą samotnie na tłustych ogierach
Z Antygoną nad zwłokami. Z Odysem na masztach
z Dawidem Copperfieldem nad nędzą i śledziem
Oooo umierają z Werterem i szaleją z Villonem
Na przedzie
A życie im umyka ucieka z bibliotecznej ciszy
I tylko wszechświat dymi molami molami
Niedojedzeni Niedośnieni Niedokochani
Jeźdźcy bez głowy w galopadzie myszy.

                                             STANISŁAW GROCHOWIAK

tutaj

fot. A. Bober

cóż za rzecz przedziwna
C z y t a n i e ! – jako gałązka oliwna
Lub migdałowy kwiat.

CYPRIAN KAMIL NORWID

      Zamknęłam oczy i próbowałam sobie wyobrazić wszystkie chwile, gdy dane mi było obcować z książkami. Przypomniałam sobie zapach, szelest kartek, kurz strzepywany z tych dawno nieczytanych. Z przyczyn mi nieznanych, a jedynie wynikających z domysłów, nieustannie śledzę wzrokiem półki
z książkami, gdziekolwiek bym się znalazła. Czasami są to biblioteczki moich przyjaciół i bliskich znajomych. Szukam wtedy okazji, nie mogąc opanować pragnienia, by prześledzić tytuły, dłonią dotknąć opraw. Zaledwie musnąć, zanim poproszę o zgodę, by przewertować te, które szczególnie przykuły moją uwagę.

Próbowałam sobie przypomnieć też chwile z dzieciństwa, tytuły, oprawy, kolory.  Może ta miłość do książek nie miałaby miejsca, gdyby nie biblioteczka rodziców. Dziś, gdy myślę o tym oglądaniu, wertowaniu tych skądinąd mądrych książek, bo tak o nich wtedy myślałam, uśmiecham się do siebie serdecznie. Te tytuły, nazwiska, pojęcia nic mi przecież wtedy nie mówiły, ale ja siadałam na podłodze i czasami kilka dni pod rząd wracałam do kilku z nich, ni w ząb nie rozumiejąc o co w nich „chodzi” . Pamiętam książkę o nauce pływania, encyklopedię, w której najciekawsze były czarno-białe zdjęcia egzotycznych zwierząt, w zdumienie wprawiał mnie album z obrazami Witkacego, ale za najciekawsze uznawałam wtedy Małą Encyklopedię Zdrowia – czego tam nie było!!! Czułam się bardziej chora z każdą przewertowaną stronnicą.

      Lubię ten moment, gdy promienie słońca ogrzewają moją twarz, wędruję wtedy od księgarni do księgarni. Lubię te dyskretne, niepozorne, ukryte w wąskich uliczkach.
Nie szukam czegoś określonego, konkretnego. Przechadzam się od regału do regału. I czuję te wewnętrzne nawoływania…Czytam tytuły, zastanawiam się co niesie za sobą ich brzmienie. Za każdą okładką kryje się jakaś postać, mniej lub bardziej wciągająca fabuła. Tęsknoty, marzenia, twarze, myśli…Wyczuwam ich obecność.
Oczywiście mam swoje ulubione działy. Z nieskrywaną przyjemnością  jakby
z namaszczeniem biorę w dłoń tomik mało znanego poety, czytam kilka wierszy, chłonę, chcę coś zapamiętać…odkładam, jeszcze nie wiem co wybiorę. Każda z nich kusi mnie, przywołuje, namawia. Czasami przyglądam się i z rezygnacją – tak wielu z nich przecież mój wzrok i dłonie nie obejmą… Czas to zdrajca, już się o to postara.

Są książki, które traktuję z namaszczeniem, z miłością. Stoją na honorowej półce z dala od wścibskich zaglądaczy.


Czytam chaotycznie, czasami uciekam myślami. Czytam kilka książek naraz- leżą wtedy na biurku, pod nim, na łóżku, podłodze, stoliku- słowem panoszą się i są wszechobecne. zatykam pomiędzy strony najróżniejsze rzeczy, by zapamiętać, zapisać, zaznaczyć. 

     I lubię patrzeć na czytających,  na ich skupione twarze, dłonie, które z taką troską dotykają kart książki. Zdają się być nieobecni, jakby obce światy przebiegały przed ich oczami.  Siadam czasami na przeciwko nich, i długo patrzę w słuchana w ciszę i szelest kartek. (bywa, że spotykam po kilku dniach te same twarze). To miłe
i budujące uczucie. Może trzeba byłoby ich klonować za ich miłość do książek.
Są takie miejsca, w których śledzę ich między regałami, sama chcąc upolować coś do czytania.
Siedzą na podłodze, opierają się o ściany, albo zasiadają w wygodnych fotelach maniacy czytania – cudne mole książkowe. 

      Technologia jak to ludzie mówią: „ poszła na przód”  i mamy teraz „czytniki” , długo nie mogłam się przekonać do tego mało skomplikowanego urządzenia, bo jak zamienić zapachi  i szelest kartek pod opuszkami palców na zwykłe ciche kliknięcie.
A jednak uległam, mam  nadzieję, że „zdrada” ta zostanie mi wybaczona, bo od kiedy czas stał się dla mnie łaskawszy, czytam więcej , z niegasnącym uporem
i miłością.

 I like to look at reading people , be a focused on their faces, hands that so carefully touching pages of a book. They seem to be absent, as if alien worlds was carried out before their eyes. Sometimes I sit in front of them, and a long look in silence, listened to the rustling of papers. (it happens that I meet a few days later the same faces). It’s nice
and uplifting feeling. Maybe you would need to clone them for their love of books.

MrsDalloway

 Emily Dickinson
Unto my Books -so good to turn 

Unto my Books — so good to turn —
Far ends of tired Days —
It half endears the Abstinence —
And Pain — is missed — in Praise —

As Flavors — cheer Retarded Guests
With Banquettings to be —
So Spices — stimulate the time
Till my small Library —

It may be Wilderness — without —
Far feet of failing Men —
But Holiday — excludes the night —
And it is Bells — within —

I thank these Kinsmen of the Shelf —
Their Countenances Kid
Enamor — in Prospective —
And satisfy — obtained –