Babcia / grandmother


 DSC01193

fot. A. Bober

Dzisiaj dowiedziałam się o śmierci mojego ulubionego poety Tadeusza Różewicz. 

Napisałam to opowiadanie, dziękując za jego wiersz  „Koncert życzeń. Opowiadanie babuni z kraju chrześcijańskiego” 

Siedziała zamyślona, nieobecna, krople wody miarowo uderzały o metalowy zlew, ten nieznośny dźwięk przerywało miarowe tykanie zegara. Jej oczy, pozbawione wyrazu zdawały się patrzeć w jakąś odległą przestrzeń. Skłębione, nieznośne myśli nie dawały jej spokoju. Ta chwila zdawała się nie mieć końca.

Nie wiedziała, czy może wyjść. Nerwowo, w szczupłych, pomarszczonych dłoniach mięła kuchenny fartuch. Tam istniał przecież całkiem inny świat… Zza lekko uchylonych drzwi jej pokoju dobiegał ją śmiech, wstała i na palcach podeszła do wyjścia, drżącymi dłońmi dotknęła klamki, a policzek oparła delikatnie o framugę drzwi- choć przez chwilę chciała poczuć tę radość: prawdziwą, nieudawaną, spontaniczną.

Przez moment myślała nawet o tym, aby przekroczyć próg. Ale zaraz potem przypomniała sobie, że ilekroć to czyniła zawsze skutek był ten sam.

Tym razem chęć bliskości wzięła górę nad strachem. Przez głowę przemknęła jej myśl, że może przemieści się na czworakach, wtedy nie będzie tak widoczna, może nawet uda jej się niczego nie dotknąć i nie przewróci się. Widziała, że ma do pokonania długi hall, a skrzypiąca podłoga nie ułatwi jej zadania.

Czuła jak klamka”parzy” ją w palce. To uczucie- chęć spotkania z nimi było tak dominujące, że nie zdołała go opanować i zrobiła pierwszy krok. Przestrzeń zdawała się wirować, czuła jakby stąpała po cienkim lodzie.

Wczoraj kiedy siedziała z nimi przy kuchennym stole przez nieuwagę włożyła palec do kubka z miodem- zza jej pleców zaraz odezwały się „głosy trąb”. Poczuła złość, ale nie na nich, raczej na swoje ciało, które nie chciało się oprzeć czasowi i co jakiś czas dawało się jej we znaki swoją kruchością i nieporadnością. Co jakiś czas szklanka wypadała jej z rąk, a przemieszczając się po pokoju potykała się o różne przedmioty.

Wszystko w tym domu zdawało się mieć „zęby i pazury”.

Przez chwilę ukryła twarz w dłoniach, a zaraz potem z prawej kieszeni fartucha wyciągnęła pomiętą chusteczkę, jej brzegi wyhaftowała niebieską włóczką, zawsze miała ją przy sobie, od tak, na wszelki wypadek…

Kiedy pokonała połowę drogi ściągnęła z wieszaka pelerynę. Może to dobry pomysł, aby się pod nią ukryć. Może stanie się mniej widoczna, jak parasol wciśnięty w kąt albo płaszcz odwieszony na wieszak.

Może dziś będzie inaczej…To jej 90 urodziny. Może chociaż dziś, nie będą jej przestawiać z kąta w kąt jak niepotrzebne krzesło. 

MrsDalloway vel A. Bober

DSC04401

fot. A. Bober

Today I learnt about the death of my favourite poet T. Różewicz
I wrote this short story in thanks for his poem – ” Koncert życzeń”

She sat looking pensively into the distance, absent; drops of water evenly butted against the metal sink, rhythmical touching the clock stopped this unbearable sound. For her the eyes, deprived of the word seemed to look into some distant space. Tangled, unbearable thoughts didn’t give her the peace. This moment seemed not to have an end.
She didn’t know, whether he could leave. Nervously, in slim, creased hands, she crumpled the kitchen apron. There after all quite other world existed… From behind the door lightly opened slightly for her he reached the room, their laughter, she got up and on fingers came up to the exit, touched the door handle with shivering hands, and leaned the cheek gently against the casing of the door- although for a moment wanted to feel this joy: real, unaffected, spontaneous.
For a moment, she intended even about it to cross the threshold. But right away then she reminded herself, that whenever has always made it the effect was the same.
This time willingness of the closeness got the upper hand over fear. A thought crossed her mind, that perhaps will move on all fours, then won’t be so visible, perhaps even she will manage to touch nothing and won’t fall down. She could see that for defeating a lobby had debts, and the creaking floor won’t make her task easier.
She felt the as ” door handle burning ” her into fingers. It is emotion- willingness of the meeting with them it was so dominating didn’t manage to overcome him and made the first footstep. The space seemed to whirl, felt as if was treading on thin ice.
Yesterday when sat with them by the kitchen table through carelessness put the finger into the mug with honey- from behind her back right away the ” sounds of horns called „. She felt anger, but not on them, rather her body which it not resist a time. she can’t to bear one’s brittleness and the ineptitude. every now and then, the glass has slipped out of her grasp, and moving around the room had stumbled over different objects.
Everything in this house seemed to have- „ teeth and ” claws.
For a moment she hid her face in her hands, and right away then took the crumpled headscarf out of the right pocket of the apron, for her embroidered edges with blue wool, has always had her at her side, from this way, just in case…
When she defeated the half of the road took the cape down from the stand. Perhaps it is a good to be in hiding. Becoming less visible can, like the umbrella pushed into the angle or the coat hung up to the stand.
Perhaps today , maybe will be differently… it is her 90 birthday. Becoming less visible, as the umbrella standing in a corner, or the as coat, puting away on the stand

MrsDalloway vel A. Bober