Człowiek z Londynu – corners of the human soul


(dziękuję Ana)

Béla Tarr jest moim absolutnym numerem jeden jeśli chodzi o kino. Po obejrzeniu Potępienia  (Kárhozat) 1987,  Szatańskiego tanga (Sátántangu) 1994, Harmonie (Werckmeister harmuniák) 2000 i  Konia turyńskigo (A torinui lu) 2011,  czekał na mnie  Człowiek z Londynu (L’homme de Londres) 2007. Tego reżysera kocha się za hipnotyzującą atmosferę, za unikalne kadry, grę światła i cienia ale przede wszystkim za trudne tematy. Świat jego filmu, choć bardzo realistyczny przenosi mnie w zupełnie inne przestrzenie myślenia i odczuwania. Każda postać, nawet ta drugoplanowa przyciąga uwagę. I myślę, że to nie tylko za sprawą doskonałej gry aktorskiej, ale także kompozycji obrazu, wzajemnego współistnienia bohaterów, ich uzupełniania się. To dziwne, że udaje mu się doprecyzować tak doskonale wszystkie elementy, choć nie korzysta nigdy ze scenariusza. Jak sam przyznaje zależy mu na tym, by kino opisywało pewną złożoność świata.
Dominuje w jego poprzednich obrazach, w tym także, skrupulatny minimalizm estetyczny. Odnoszę wrażenie, że poza ludźmi dwie najważniejsze role spełniają światło i cień. Postacie wyłaniają się z mroku, są nie do końca odgadnione, wciąż coś ukrywają. 

Gdy patrzę na obrazy Tarra jestem raczej skupiona na detalach, na twarzach aktorów, na przedmiotach, na grze światła i cienia, bo oprócz  zdarzeń, hipnotyzują nas długie ujęcia i dźwięki, w trakcie których mamy czas na refleksję. 

Człowiek z Londynu to  kryminał, i choć przyznać  muszę, że widziałam już lepsze filmy w tym gatunku, to chyba ambicją reżysera było raczej skupienie naszej uwagi na emocjach ludzkich, na motywacjach i zdarzeniach je powodujących oraz  otoczeniu, które potęguje ten pesymistyczny nastrój.
Każdy człowiek uwikłany w tę historię przeżywa swój własny dramat.  
 To historia człowieka tkwiącego w marazmie codzienności,  człowieka pozbawionego sensu życia. I tylko przypadek sprawia, że jego życie nagle nabiera tempa. Zaczyna podejmować decyzje, wobec których wczesniej pozostawał obojętny. 

Wiele kadrów w obrazie B. Tarra zapadło w mojej pamięci, przestrzeń jest doskonale zaaranżowana, zbliżenia, i kadry zza głowy bohatera(chyba ulubione ujęcie reżysera). Podobnie jak w poprzednich jego filmach,  miejsca rozgrywania się scen są w stanie rozkładu, rozpadu, degradacji, zniszczenia. Najważniejsze kryje się wewnątrz postaci, w ich twarzach, oczach, gestach, wymownym milczeniu. Słowa są zbędne, bo dramat rozgrywa się tak naprawdę w duszy człowieka, w niedopowiedzeniach, ciszy , blasku światła. Najistotniejsze sceny to te, gdy bohater bije się sam na sam ze swoimi myślami.