to prepare for death…


 

Japón- Carlos Reygadas

 

Japón Carlosa Reygadasa był pierwszym filmem tego reżysera, który zobaczyłam. Od tego czasu ulubiłam sobie jego sposób patrzenia na świat, ludzi i naturę. Reżyser zaciekawia,bo w dosyć surowy, realistyczny sposób, wykorzystując doskonale przestrzeń i naturę porusza ważne dla człowieka tematy. Jest w jego filmach wiele odcieni kina Tarkowskiego, czuć podskórnie tę fascynajcę kinem egzystencjalnym, poetyckim.
To kino wymagające cierpliwości, skłonnności do kontemplacji, ale dające także możliwość wyciszenia, przedyskutowania z samym sobą.
Nie tylko obraz, ale także muzyka buduje znakomicie emocje i klimat filmu. Widz ulega tej mistycznej atmosferze przy dźwiękach muzyki Shostakovicha, by za chwilę zatopić się w myślach przy Cantus  –  Arvo Pärta czy J.S. Bacha. I nie wiem  czy natura potęguje odbiór muzki, czy muzyka rozbudowuje i  rozprzestrzenia odbiór kadrowanych miejsc.

 

Bohater przemieszcza się nieśpiesznie, przygotowując się na własną śmierć. Miejscem, które wybrał jest odległa, majestatyczna dolina. Ale paradoskalnie po spotkaniu z miejscową staruszką, kobietą żyjącą z dala od cywilizjacji, niewykształconą, mężczyzna zaczyna dostrzegać uroki życia. To za jej sprawą rozbudzają się w nim życiodajne instynkty. Staje się nie tylko silniejszy, ale także spragniony doznań i kontaktu fizycznego z kobietą.
To co zasługuje na uwagę to fakt, że 
Reygadas niezwykle pięknie obchodzi się w tym filmie ze strarością.
Odnoszę też wrażenie, że celowo poszukuje prawdy w tym co pierwotne, proste, blisko natury. Szacunek budzi także to, że nagrał ten film, czyniąc najwżniejszymi aktorami  mieszkanców wioski. 

Warto zobaczyć ten film dla klimatu, naturalnego światła, surowych acz niezwykle pięknych przestrzeni i próby odpowiedzenia na ważne ogólnoludzkie kwestie.