Virginia Woolf’s birthday


czytając V. Wollf

„One bird chirped high up; there was a pause; another chirped lower down.  The sun sharpened the walls of the house, and rested like the tip of a fan upon a white blind and made a blue finger-print of shadow under the leaf by the bedroom window.”

virginia-woolf

25 stycznia 1915

„Moje urodziny – niech no wyliczę wszystko, co dziś dostałam. L. przysiągł, że nic mi nie ofiaruje, a ja, jako dobra żona, uwierzyłam mu bez zastrzeżeń. Tymczasem podkradł się do mojego łóżka z niewielką paczuszką, w której była prześliczna zielona portmonetka. I przyniósł mi śniadanie i gazetę z wiadomością o zwycięstwie na morzu (zatopiliśmy niemiecki okręt wojenny), i prostokątna paczkę owiniętą w szary papier, w której znajdował się “Opat” – śliczne pierwsze wydanie. Miałam więc bardzo wesoły i przyjemny poranek – który jednakże nie dorównał przyjemnościom popołudnia. Zabrano mnie do miasta, zupełnie za darmo, i zafundowano mi najpierw kinematograf, a następnie podwieczorek w herbaciarni u Buszarda. Chyba od dziesięciu lat nikt nie świętował moich urodzin. A to naprawdę był urodzinowy dzień – ładny, mroźny, wszystko świeże i wesołe, tak jak powinno być, a nigdy nie bywa (…)” V. Woolf

for Virginia

fot. A. Bober

PIĄTEK, 25 STYCZNIA 1918 
Moje urodziny. L. wsunął mi dziś w rękę prześliczny nożyk z kościaną rączką. Nelly wydziergała parę czerwonych skarpetek zapinanych przy kostce — idealnie odpowiadających mojemu porannemu samopoczuciu. Przyjechała
\Barbara; razem rozsypałyśmy cztery strony, a L. wydrukował cztery kolejne u drukarza — w sumie niezła dniówka. W tym tempie”

fot. A. Bober

fot. A. Bober

SOBOTA, 26 STYCZNIA  1920 

Wczoraj — w swoje urodziny, gdy na dodatek dzień był jasny i czysty, a na drzewach błyskały raz po raz zielone i żółte refleksy — wybrałam się do South Kensington posłuchać Mozarta i Beethovena.

 

fot. A. Bober

fot. A. Bober

WTOREK, 25 STYCZNIA 1921
No więc odczekałam dwadzieścia pięć dni z rozpoczęciem nowego roku; a ten dwudziesty piąty dzień nie jest, niestety, dniem moich dwudziestych
piątych, ale trzydziestych dziewiątych urodzin; wypiłam herbatę i obliczyłam koszta wydania Czechowa; a teraz L. zgina kartki swojej książki,
a Ralph już poszedł. W pracy nad „Jakubem” mam kryzys: chcę skończyć całość w dwadzieścia tysięcy słów, napisanych bez przerw, w stanie rozgorączkowania.
I muszę się zebrać w sobie, żeby tego dokonać. Lytton zapytał, czy może mi zadedykować ,Wiktorię”, co jest dla mnie bardzo miłe, a z próżności zastrzegłam sobie, żeby dał pełne imię i nazwisko.

fot. A. bober

fot. A. bober

NIEDZIELA, 26 STYCZNIA 1930
Mam czterdzieści osiem lat. Byliśmy w Rodmell — kolejny mokry, wietrzny dzień. Ale w moje urodziny poszliśmy na spacer między wzgórza —jak między złożone szare ptasie skrzydła; zobaczyliśmy lisa, bardzo długiego,
z wyciągniętą kitą, potem drugiego, który szczekał, bo słońce mocno przygrzewało; lekko przeskoczył przez ogrodzenie i zniknął wjanowcach — to bardzo rzadki widok. Ile jest lisów w Anglii?”

fot. A. Bober

fot. A. Bober