understanding between two completely different people affected by loneliness


Amador reż. Fernando León de Aranoa

Lubię kiedy gra  Magaly Solier.  Może dzieje się tak za sprawą subtelnego głosu, ascetycznej mimiki…sama nie wiem, coś frapuje w jej kreacjach. Ujęła mnie swoją rolą w „Gorzkim mleku” i „Madeinusa”.
Obraz „Amador” różni się od pozostałych, może nie jest to kino, które targa trzewiami, ale atmosfera i specyfika wydarzeń dają do myślenia. To raczej kino społeczne.

Nelson – chłopak Marceli  jest biednym imigrantem z  Boliwii,  mieszka w slumsach Madrytu. Byt ma mu zapewnić sprzedaż   kwiatów wyrzuconych wcześniej na wysypisko śmieci. W jego mieszkaniu odbywa się „reanimacja” : kwiaty są myte, potem przechowywane w lodówce, by na koniec trafić w ręce klienta. Marceli nie zadowala takie życie, czuje się zmęczona, zniechęcona i pozbawiona energii.
W jej życiu pojawia się jednak szansa na zmianę…dowiaduje się, że jest w ciąży, fakt ten zaczyna determinować jej zachowanie. Kiedy podejmuje się pracy opiekunki nad obłożnie chorym Amadorem nie wie jeszcze, że to spotkanie silnie zaciąży na jej decyzjach. Ich krótkie spotkanie odkrywa wzajemne lęki i tajemnice. Z czasem zaczyna ich łączyć ta niezwykła nić porozumienia, która już na na zawsze odciśnie piętno na duszy. 

Fabuła nie jest skomplikowana, ale urokliwość tego filmu kryje się raczej w zabawnych acz subtelnych dialogach między samotnym i schorowanym Amadorem a opiekującym się nim Marcelą:

– Jak robi się coś samemu, to wychodzi inaczej.Tak w puzzlach, jak i innych rzeczach. We wszystkim.Tak samo bywa w życiu. Przed twoim urodzeniem przekazano ci wszystkie elementy. Nawet o tym nie wiesz, ale one tam są, a twoim zadaniem jest połączyć je w całość. Na tym polega życie. Umieścić wszystkie elementy we właściwych miejscach. Żadna filozofia.

-Nikt mi nie dał żadnych elementów.
-Wręcz przeciwnie. Nie zdajesz sobie z tego sprawy. Masz wszystkie elementy. Ale to ty musisz odkryć w sobie, co z nimi zrobisz.”

Punkt kulminacyjny filmu jest zaskakujący, zachowanie Marceli nieprzewidywalne i wielce nietypowe. To ciepły, łagodny obraz w kolorach zachodu słońca, choć poruszający przykre tematy.