vargtimmen / Tystnaden – wieczór z Bergmanem


„Godzina wilka ” –  film o  tajemnicy i męce artystycznej kreacji. Jakże mocno przypomniał mi ten film Kalkwerk T. Bernharda. Jak na ironię losu obejrzałam spektakl K. Lupy kilka dni temu. Czy to zbieg okoliczności, że obie sytuacje dzieją się w odosobnionych przestrzeniach z dala od reszty świata. Tutaj podobnie jak u Bernharda żona jest świadkiem narastającego obłędu męża. Jego niemocy twórczej, a może raczej niemożności wyrażenia siebie w sposób zadowalający samego artystę.

Od niepamiętnych czasów zastanawiam się nad tym co w największym stopniu kształtuje wrażliwość człowieka. To pytanie wraca jak bumerang zawsze wtedy, gdy moja dusza styka się z dziełem trudnym do sklasyfikowania, pełnym znaczeń, o niekonwencjonalnym przekazie. 

Myślę o tym patrząc na dotychczasowe dokonania Mariny Abramović,  fotografie Claude Cahun, filmy Tarkowskiego, teatr tańca Piny.
Czy na twórczość Bergmana wpłynęło jego dzieciństwo, podobnie jak M. Abramović?
Bergman wspomina, że jego wychowanie w dużym stopniu opierało się na  pojęciach grzechu i winy, wybaczeniu i łaski. „Kary były czymś naturalnym, co nigdy nie było kwestionowane” . Ale przyznaje też, że brat miał o wiele gorzej, ponieważ ” matka nie raz siedziała przy łóżku i okładała kompresami plecy, na których trzcina przecinała skórę pozostawiła krwawe pręgi”.
„Istniała też spontaniczna kara[…] dłuższe lub krótsze zamknięcie w garderobie. Kucharka Alma opowiadała, że właśnie w tej garderobie mieszka małe stworzenie, które 
odgryza palce u nóg  niegrzecznym dzieciom. „


Nietrudno dostrzec, że w Godzinie wilka przejawia się coś z cech osobowościowych samego reżysera.
Czy demony pojawiające się w tym filmie to te same demony, które dręczyły Bergmana…? 

 

Jak sam Bergman przyznaje „Milczenie” ( Tystnaden) miało nazywać się Tiomka -przynależny katu. Zapamiętałam: oniryczny klimat, przestrzenie – pierwsza scena – podróż sióstr pociągiem, chłopiec – syn jednej z nich, półmrok i cienie poruszające się we wnętrzu przedziału kolejowego, miasto, w którym słychać niepokojące odgłosy, i wyrastający jak z pod ziemi czołg..lęki zagnieżdżają si ę w duszy. 

Ten obraz rodzi wiele pytań…

Konflikt sióstr to jakby tylko pretekst do budowania czegoś istotniejszego, czegoś co wylewa się poza ściany tych pomieszczeń, poza ten budynek…poza to miasto.
Jedna z nich to typ intelektualistki, druga jest uosobieniem kobiecości i seksualności. Obie mają sobie czego zazdrościć. Żadnej z nich nie pomaga to kim są. Nie potrafią się odnaleźć ani w komunikacji i emocjach je łączących, ani ze światem zewnętrznym. Nie mniej interesująca jest postać chłopca, który żyje jakby poza tym wszystkim. Przechadzając się razem z nim po hotelowym korytarzu, widz odkrywa inny świat. Nie wiem czy lepszy, może równie niepokojący, ale zaiste – ciekawy!
Wszystkie role doskonale zagrane.
To co kocham w kinie i teatrze, to ten moment kiedy budowane jest napięcie. Bergmanowi udaje się to doskonale. Nawet wtedy, gdy aktor zostaje sam, czujemy nadejście czegoś ważnego. Nawet wtedy, gdy milczy.