Tarr jest trudnym, wymagającym artystą


satantango2Sátántangó (1994)

Reżyseria: Béla Tarr

Obsada: Mihály Vig, Peter Berling, Erika Bok, László Lugossy

Czas trwania: 420 minut

„The doctor sat sourly beside the window, his shoulders and back resting against the cold and damp wall, and he did not even have to turn is head to be able to look out onto the squalid run-down group of houses through the gap between the rotting window-sash and the filthy sprigged curtains come down to him from his mother; he had only to look up from his book, a single glance sufficed to note the slightest change and though every once in a while it did chance to happen that something escaped his attention–either he was deep in thought or because he was abiding in a more distant part of the premises–even on such occasions his excellent hearing always came to his aid: but he was rarely, if ever, deep in thought and left his arm-chair padded wth blankets and his fur coat, even more rarely, the position of which had been determined by the accumulated experience of everyday activities–for he had succeeded in reducing the incidents forcing him to forsake his look-out post beside the window to the barest minimum. This was of course by no means an easy task of the sort that can be accomplished overnight. On the contrary: he had had to amass and arrange, in the most serviceable positions possible, the objects indispensable for eating, drinking, smoking, diary-writing, reading and countless other trifling tasks, and even had to renounce allowing the occasional error to go unpunished out of self-indulgence pure and simple.

Laszlo Krasznahorkai, “Knowing Something,” Satantango

„In that briefest of moments the rosy glow of health vanishes, the muscles tighten and once more the body begins to reflect light rather than absorb it, glittering and silvery, and the finely arched nose, the delicately chiseled cheekbones and the microscopically thin wrinkles are replaced by a new nose, new bones, new wrinkles that wipe away all memory of what had preceded them to preserve in a single mass everything which, years from now, will find itself interred six feet under.”
Laszlo Krasznahorkai , Satantango.

Zaraziłam się estetyką Tarra, hipnotyzują mnie obrazy, jego sposób patrzenia na rzeczywistość, dotykanie najczulszych, a jednocześnie najprostszych struktur budujących życie człowieka. Zdobył moją sympatię filmem ” Koń Turyński”, teraz zakochałam się w Szatańskim tangu. 
To film nawiązujący, dosyć wiernie, do najnowszej powieści węgierskiego pisarza  Laszlo Krasznahorkai. Historia toczy się w małej, zatęchłej i biednej węgierskiej wiosce.
Takie rzeczy zdarzają się lub zdarzyły w różnych miejscach tego świata. Ta społeczność nie różni się zapewne od innych, obok których przychodzi nam czasami żyć. To ludzie zmęczeni i zniechęceni, choć niektórzy próbują zorganizować sobie lepszą przyszłość. To co jednak buduje nastrój tego dzieła to nie fabuła, która tak naprawdę nie jest skomplikowana, ale długie, powolne, wręcz majestatyczne kadry. Pamiętam, że jak zahipnotyzowana oglądałam pierwszy kadr, w którym bydło wolno przemieszcza się po błotnistej ziemi, by wreszcie zniknąć po kilkunastu minutach  za zaułkiem, pozostawiając mnie z myślami i pustką tego miejsca.
Od pierwszych chwil doskonale wyczuwa się atmosferę tej przestrzeni. Tarr jest bardzo wierny realiom, zapewne dlatego obraz jest tak bliski prawdy.
Kamera towarzyszy  bardzo subtelnie, nie tylko dialogom postaci, ale także ich myślom. Śledzimy bardzo wolno drobne przedmioty, twarze, czasami widzimy tylko plecy postaci, która milczy – to swoista kontemplacja przestrzeni i ludzi, z ogromną dbałością o realizm, pozbawiony sztucznych przerysowań. 

I ten wiatr… znowu jest w jego filmie obecny, jakby zaprzyjaźnił się z reżyserem, tak jak w „Koniu Turyńskim” szaleje,  zamiatając sterty ulicznych śmieci.
Ujęcia kamery budują duże napięcie między postaciami, ale także między aktorem i widzem.
Mamy też okazję oglądać, podobnie jak w Słoniu –  Gusa Van Santa, to samo zdarzenie z perspektywy kilku bohaterów. 

Satantango

O czym jest film Tarra? 
O niezgłębionych lękach i nadziejach. O chciwości, miłości oraz duchowej i seksualnej małostkowości.
Na pewno trzeba cierpliwości, by sprostać jego dziełu, ale nie mam żadnej wątpliwości, że warto dla jego ascetycznego piękna i czarujących kadrów. Dla głębi spojrzenia w naturę ludzką i jej uwikłanie.  Dla tego wiatru i
dźwięków, które cudownie budują nastrój. 

satantango1