Koń turyński B. Tarry – Film o śmierci i godności istnienia/ film about death and dignity of existence


Ana, thank you very much!!

DSC09526k

.

DSC09272

 

.

DSC09476

 

fot. A. Bober

For death is no more than a turning of us over from time to eternity. William Penn 

.

E. E. Cummings

* * *

śmierć jest czymś więcej niż
te sto czy ileś
dźwięków tłumów zapachów ona
ona się spieszy
prześcigając każdą
taksówkę uśmiech czy punkt widzenia

sprzedajemy i nie kupujemy
niczego tak niezbędnego jak
śmierć i w przeciwieństwie do koszul
krawatów spodni
ona jest nie do zdarcia

nie panie szanowny i właśnie dlatego
choć jest naturalne że odkrywca
Ameryki eteru kina
może mieć pretensje do powszechnej doniosłości

dla mnie dla ciebie nie ma nic
takiego co by miało szczególne
znaczenie a więc póki jest

trochę słońca i troszkę
księżyca my wbrew robakom

nienawidzimy śmiejemy się tańczymy shimmy

z tomu „Is 5”, 1926

tłum. Stanisław Barańczak

„Na planie „Konia…” mówię do kobiety, która waży 42 kilogramy: bierzesz to wiadro, które samo w sobie waży 10 kilo, tam masz studnię, nabierasz wody i przenosisz. Co by ta kobieta sobie pomyślała, gdybym zaczął z nią w tym momencie rozmawiać o sztuce? To jest sztuka: iść z wiadrem po wodę. Reszta jest wypisana na twarzy, ma swój los w oczach, w dłoniach. Ale mówić o tym nawet nie wypada.” B. Tarr

Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75475,11438804,_Kon_turynski___Ostatni_film_B%C3%A9li_Tarra.html#ixzz2jhGRVXYa

Od pierwszych kadrów i dźwięków czułam ból w skroniach, każdy kolejny kadr wywoływał niesamowite emocje. I tak muzyka…przypomniałam sobie utwór Góreckiego – koncert na klawesyn i partię smyczków. Nieustannie powracający ten sam motyw, jak toczące się koło wozu..

Muzykę do filmu skomponował Mihaly Vig, sięgnęłam z nieskrywaną przyjemnością do innych kompozycji tego muzyka i poety. 

Film Bela Tarry nawiązuje do incydentu jaki przydarzył się niemieckiemu filozofowi F. Nietzsche. Pewnego dnia wyszedł ze swojego hotelu w Turynie i zobaczył na ulicy woźnicę, który bił konia. Nietzsche podszedł do zwierzęcia i płacząc, objął go za szyję. Od tego zdarzenia już nigdy nie odzyskał pełni władz umysłowych.

Nie wiem czy ten film jest próbą oswajania się reżysera ze śmiercią. A może apoteozą walki człowieka o godne życie. Każdy kadr filmu jest niezwykle wysublimowany, czerń i biel współgra z wiatrem, który jak diabeł w tańcu odbiera ludziom siły  i czyni ich egzystencję jeszcze trudniejszą.
Każdy dzień starca i jego córki jest sumą mechanicznie powtarzanych czynności.  Dziewczyna wychodzi po wodę do studni, potem pomaga ubrać się ojcu, wreszcie zaprzęgają do wozu konia – istotę, dzięki życiu której udaje im się przeżyć…
Oboje są nader milczący, w całym filmie pada między nimi tylko kilka kwestii.
Marność ich egzystencji jest przytłaczająca. Kolejne kadry są zapowiedzią najgorszego. Przypomniałam sobie słowa:” nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być jeszcze gorzej” .
Po obejrzeniu tego dzieła czułam się tak samo jak wtedy, gdy zobaczyłam filipiński film ” Florentina Hubaldo CTE” . Już wtedy zdawałam sobie pytanie o sens cierpienia. Nie znalazłam  w Filmie Diaza odpowiedzi na to pytanie. Może Diaz, podobnie jak B. Tarr stawia pytanie o istnienie Boga.
Kiedy koń przestaje jeść, a w studni zaczyna brakować wody, widz już wie koniec jest nieuchronny, a zatem po co była ta dotychczasowa męka…
B. Tarr jest minimalistą, film jest nad wyraz ascetycznym obrazem,  szalenie smutnym i melancholijnym, a jednak czuję satysfakcję, że się z nim zmierzyłam.

Uwielbiam te kadry, gdy kamera skupia się na przedmiotach, pustej , zszarzałej przestrzeni, dłoniach obierających ziemniaki. I niewiarygodny dźwięk wiatru, który podsyca nastrój smutku i opuszczenia. Jakby ludzie i bóg zapomnieli o tych istotach, i tym miejscu na zawsze. 

Za każdym razem, gdy targa moimi trzewiami, po obejrzeniu takich obrazów wiem, że już nie będzie tak samo, że coś zostało, zapisało się w głowie i duszy, na zawsze.