„She is happy that the wall is there” / „Ona jest szczęśliwa, że ściana tam jest”


„Wszyscy byliśmy ogłuszeni nudą. Było rzeczą niemożliwą uciec przed nią, przed jej nieustannym dudnieniem i migotaniem. Niczemu już się nie dziwię. Może ściana była także tylko ostatnią rozpaczliwą próbą jakiegoś umęczonego człowieka, który musiał wybuchnąć albo popaść w obłąkanie.”  Marlen Haushofer

Adapted from Marlen Haushofer’s 1962 novel of the same name, The Wall (Die Wand, 2012)

Nie miałam przyjemności przeczytać książki M. Haushofer, ale po obejrzeniu tego filmu skłaniam się ku takiej decyzji. Czytając opis filmu obawiałam się, że trafię na film  z pokroju tych fantastycznych, nie zawsze z interesującą fabułą i dobrą grą aktorską. tym razem miło się rozczarowałam, jeśli mogę to potraktować takim oksymoronem.
Nagle, z bliżej nieokreślonych i niewyjaśnionych przyczyn kobieta zostaje oddzielona od świata zewnętrznego szklaną ścianą. W zasadzie to wyjaśnienie nie jest mi zupełnie potrzebne.
Potraktowałam ten fakt jako metaforę i to pomogło mi zrozumieć intencje reżysera i pisarki.
Nasza bohaterka trafia do małej alpejskiej wioski, któregoś dnia budzi się i dowiaduje się, że wokół niej na określonej przestrzeni pojawiła się szklana ścian, za którą reszta świata zastygła.
Życie toczy się wewnątrz przestrzeni, w której ona się znajduje i tylko dzięki  jej motywacji i woli przeżycia. Film jest zapisem jej doświadczeń. Narracja toczy się przy dźwiękach koncertu skrzypcowego J. S. Bacha, co doskonale podkreśla klimat zdarzeń. Trudno określić czym ma być dla niej to niespodziewane doświadczenie. Może rodzajem psychodramy, próbą poszukiwania własnego „ja”, formą wyleczenia jej z depresji…pewnie wszystkim po trochu.
Kobieta w szczególny sposób buduje z biegiem czasu ciepłe relacje z otoczeniem – naturą. Rytm jej życia wyznaczają prace w ogrodzie i polu, a także dbanie o swoich podopiecznych.
Nagle zaczyna rozumieć mechanizmy jakie obowiązują w naturze i w pełni je respektuje.
Prowadzone przez nią zapiski pozwalają dać upust słowom, emocjom, lękom, ratują przed szaleństwem.
Dlaczego kobieta nie szuka wyjścia? Może wyraziła zgodę na taki z stan rzeczy, pogodziła się z tym kim jest i gdzie jest.  A może została z konieczności, by się dokonało ostateczne katharsis. Czasami brak kontaktu i informacji ze świata zewnętrznego pozwala osiągnąć większy spokój. Nagle człowiek siada na wystających ponad ziemię konarach i zaczyna słyszeć ciszę. Pochłania go spokój, zapach i podmuch wiatru.
Świadome podjęcie decyzji o byciu samotnym jest zapewne czymś innym niż znalezienie się w pułapce zdarzeń, których efektem jest nasze odosobnienie. Zaciekawiła mnie mimo to ta historia.
Obserwowanie tej kobiety skłania do wielu przemyśleń, może nawet po chwili zaczynamy jej zazdrościć. Czy chciałabym znaleźć się na jej miejscu? Nie wiem…być może.

Myślę, że ten film to  fascynujący portret kondycji ludzkiej. Okazuje się raz kolejny, że człowiek ma niebywałą zdolność do adoptowania się nawet w najbardziej skrajnych warunkach. Kobieta sama bowiem przyznaje, że troska o zwierzęta, o ich los jest siłą napędową. Jest nieustannie zajęta,więc nie ma czasu na roztrząsanie własnych słabości. Jeśli czegoś się lęka, to jedynie nocy. Poranek zawsze zwiastuje nadzieję.  Nawet wtedy, gdy ze smutkiem żegna swoje umierające zwierzęta. 

To co przykuwa uwagę, to doskonała gra aktorska i krajobrazy, wobec urody których trudno pozostać obojętnym. To bardzo melancholijny, wyciszony i poetycki film. 

Może każdy z nas powinien na moment znaleźć się w takim miejscu – kryjówce, przestrzeni,  która stała by się czymś w rodzaju oazy spokoju, wyciszenia i zatrzymania.