GIRI(POWINNOŚCI) CZY NINJO (UCZUCIA) . Tao jie/ A Simple Life, 2011


Życie to nieustanne dokonywanie wyborów. Nie wiemy czy podporządkować się społecznym normom, czy iść za głosem serca i osobistymi pragnieniami Każdy z nas w jakimś stopniu zmuszony jest do rezygnacji z osobistych zamierzeń, by realizować zobowiązania wobec bliskich, społeczeństwa, kraju…
Nie potrafimy wielokrotnie znaleźć tego złotego środka. Jak zachować tę równowagę pomiędzy dokuczliwą codziennością a tym co wyrywa się z piersi. To rozdarcie wydaje się być z człowiekiem od tak dawna. Jakże uciążliwie zaczyna być życie, gdy zaczynamy się zamykać  w kręgu tych codziennych prostych czynności. Otoczenie wywiera presję, by pozostać w tym kieracie, a tu przecież dusza wyrywa się ku sprawom wyższym, niedoścignionych marzeniom i celom. Co zrobić, by nie zboczyć z obranej drogi, nie zdradzić siebie w imię jakiś spisanych zasad i norm.
Walczymy o ten skrawek ziemi tylko dla siebie. Śnimy o miłości, dla której porzucilibyśmy wszystko i wszystkich, chcemy się realizować artystycznie albo zamieszkać gdzieś w odległej krainie, w której mamy nadzieję odnaleźć własną arkadię. Bywają chwile, gdy czujemy jak oplata nas ta pajęcza sieć różnych obowiązków i za nic nie potrafimy się wyzwolić.
Dla jednych o naszej sile świadczy trwanie  na stanowisku, bez względu na własne szczęście, dla innych oznaką naszego „męstwa’ jest wyrywanie się z sideł obowiązków i więzów krwi, przypisanych nam jedynie z racji urodzenia.

Poznałam wielu ludzi niezadowolonych ze swojego życia – kobiet, które chętnie porzuciłyby dotychczasowe życie, oddając się namiętnej miłości i takich, które żądza uczuć pchnęła do zdrady.Ludzi, zmęczonych wyznaczonymi im rolami opiekunów, domowych kucht i pielęgniarek. Mężczyzn zabieganych, z obłędem w oczach chcących zaspokoić materialne pragnienia swoich kobiet, ludzi starych zdanych na łaskę swoich bliskich. Młodych uciekających od roli grzecznych córek i synów. Ciągle coś każe nam stać na straży wyznaczonych nam ról, nie koniecznie zgodnych z naszymi oczekiwaniami…

I tak tkwiłam do tej pory gąszczu pytań i rozterek – oddać się pragnieniom czy też wytrwać w obowiązku…by częściowo rozwiać swoje wątpliwości zapewne musiałam otrzeć się o film „Proste życie” Ann Hui – to niezwykle ciepła historia o przemijalności, życiu, starości i umieraniu, ale też międzyludzkich zobowiązaniach. Roger jest producentem filmowym, otaczają go wielcy filmowego świata, ale gdy wraca po pracy do swojego  mieszkania, czeka na niego Ah Tao – służąca, która pracuje w jego rodzinie od 60 lat. Właściwie oboje są trochę samotni, ale nic nie wskazuje na to, aby taki wybór im nie odpowiadał. Dopiero odejście Ah Tao potęguje to uczucie.
To był najbardziej wzruszjący obraz, z tych które miałam przyjemnność zobaczyć na festiwalu. Nie był ani zbyt sentymentalny, ani też przesadnie ckliwy. Wszytkiego było tyle ile trzeba.

Zastanawiałam się jak to jest poświęcić 60 lat swojego życia wyrzekając się marzeń, być tylko na marginesie pewnych zdarzeń, traktowaną czasami z politowaniem. Znaczącą informacją jest chyba fakt, że zdarzenia miały miejsce w realnym świecie.



Film daje jednak zaskakującą odpowiedź, proste życie i empatia jaką obdarowała swojego podopiecznego wraca do niej w najtrudniejszych chwilach jak bumerang.   Kiedy dotyka ją choroba, która nie pozwala się już opiekować swoim „panem”, odchodzi na moment w cień. Widz pewnie sądzi przez chwilę , że Roger oddał ją do domu opieki, by pozbyć się kłopotu. Nic jednak bardziej mylnego – choroba  ciepłej, starszej pani zacieśnia więzy między nią a podopiecznym. Spędzają ze sobą coraz więcej czasu, dzielą ze sobą najważniejsze chwile. Ale nie ma mowy o przesadnej emocjonalności, decydują drobne  gesty, subtelności. 

To on po kolejnym wylewie decyduje się ulżyć Ah Tao w cierpieniu. Wyraz jego miłości? Myślę, że tak.


Ta historia nabiera dodatkowego znaczenia, biorąc pod uwagę normy społeczne panujące w krajach azjatyckich, tym bardziej w przypadku kobiet  pochodzących z nizin społecznych. Nie wszyscy mają takie szczęście jak Ah Tao.
A może proste życie pełne poświęcenia ma jednak sens…

Beczałam  na filmie jak przysłowiowy bóbr:)