„Piękno[…] coś płomiennego i smutnego, trochę niebezpiecznego, pozostającego w sferze domysłów”


Mrsdalloway

 Roman Śliwonik

Blues dla Agnieszki albo młodość

Agnieszka to jest trzcina ocierająca się o słońce
Powietrze wtedy milknie i światło zastyga w ciszę
I wtedy proszę cienie Na chwilę Agnieszkę zasłońcie
Niech szelest trzciny i blasku Ja tylko przez chwile usłyszę

Agnieszka to jest trzcina ocierająca się o słońce
Czyni to nieświadomie Na wpół wychylona z siebie
W wilgotnej stronie leżą ciemne ludzkie zaskrońce
Agnieszce nic się nie stanie Bo Bóg się pojawi na niebie

Zimą Agnieszka jest dziwnym gorącym płatkiem śniegu
Który zamarza na ustach na twarzy albo na dłoni
Wtedy nie wolno oddychać Wiatr się zatrzyma w biegu
I może przez krotki moment Ulotność da się uchronić

Ale Agnieszka to trzcina ocierająca się o słońce
Może jest wtedy naga Jak czyste odbicie wody
Agnieszkę trzeba by było wtedy opisać do końca
Jak nagość samego życia Nieświadomego urody

Boże zachowaj Agnieszkę To prośba o trzcinę i słońce
Nie daj jej ciała i serca światu nazbyt ślepemu
A kiedy jej serce zetną chłody od ludzi płynące
Oddaj Agnieszkę Słońcu Ale nikomu innemu

.

cyt. za Nietzsche : „co oczarowuje w kobiecie i tworzy piękno”.

„L’air blasé, L’air ennuyé, L’air évaporé, L’air impudent, L’air froid, L’air de regarder en dedans, L’air de domination, L’air de volonté, L’air méchant, L’air malade, L’air chat, enfantillage, nonchalance et malice mêlés.

Baudelaire

„Rysami, tworzącymi piękno są, według niego: ton zużyty, ton znudzony, ton bezczelny, ton chłodny, ton zapatrzenia w siebie, ton władczy, ton woli, ton zły, ton chory, ton koci, dziecinada, nonszalancja, zmieszane ze złośliwością”

Sylvia Plath

BEZDZIETNA KOBIETA

Macica
Grzechocze kokonem, księżyc
Uwalnia się od drzewa z nie mając gdzie pójść.

Mój krajobraz to ręka bez linii,
Drogi skupiły się w węzeł,
Samemu węzeł,

Samemu róża cię zdobywa —
To ciało,
Ta kość słoniowa

Bezbożny jak wrzask dziecka.
Pająkowata, obracam lustra,
Wierne mojemu obrazowi,

Wydając nic tylko krew —
Skosztuj to, ciemną czerwień!
I mój las

Mój pogrzeb,
I to wzgórze i to
Błyszczenie wraz z ustami trupów.

Zdzisław Beksiński - 1986 Zdzisław Beksiński

 

Samotność

Samotność,
ogromna perła samotności,
w niej się ukryłam.

Przestrzeń,
która się rozprzestrzenia,
w niej ogromnieję.
Cisza, źródło głosów.
Nieruchomość, matka ruchu.

Jestem sama.
Jestem sama, a więc jestem niczym.
Co za szczęście.
Jestem niczym, a więc mogę być wszystkim.
Egzystencja bez esencji,
esencja bez egzystencji, wolność.

Jestem czysta jak to, czego nie ma,
bezpieczna jak platońska idea,
bogata jak możliwość.
Śmiejąc się wyciągam ręce
do tysiąca moich wspaniałych przyszłości.
Mogę stać się pianą na morzu
i osiągnąć jej szczęście krótkotrwania.
Albo meduzą i mieć na własność
całą śliczność meduzy.
Albo ptakiem z jego szczęściem lotu,
albo kamieniem z jego szczęściem wieczności,
albo drogą mleczną.

Jestem sama, jestem silna.
Samotność chroni mnie.
Jestem sama, a więc mnie nie ma,
nie ma mnie, a więc istnieję 
doskonale jak doskonałość,
rozmaicie jak rozmaitość.

Potem przyjdą ludzie. Dadzą mi
skórę, kolor oczu, płeć i nazwisko.
Dadzą przeszłość i przyszłość
gatunku homo sapiens.

Anna Świrszczyńska

Zdzisław Beksiński - 30 .Zdzisław Beksiński

Anne Sexton

Dzikość kobiety

Obracam się,
obracam wokół warg,
co usuwają mój cień,
to one wymyśliły rozkład jazdy języków,
pochłaniający całą mą uwagę.
Tam nie ma miejsca.
Ani łóżka.
Zegar bije tylko wtedy,
gdy porusza 4000 mych pulsów
i tam gdzie nie było nic
jest teraz dwoje;
dotykają się jak chór motyli,
jak ocean,
co napiera na ląd,
cofa się,
znów napiera
z pragnieniem przebiegającym
po mej skórze,
krzyczącym wśród raf.
Rozwiązuję się.
Słowa stąd ulatują,
a ja co byłam długo na pustyni
piję, wciąż piję
i pochylam głowę nad tą łąką,
nad piersią i melonem w niej ukrytym,
jej upojnym kwiatem.

Nasze pieszczące się ręce,
sutki jak małe rozgwiazdy —
aż nasze usta wpiją się w szaleńcze kręgi
stając się bąbelkami,
nasze palce nagie jak płatki kwietne —
a świat kołysząc się pulsuje.
Unoszę mą miednicę ku Bogu,
by poznała prawdę o tym,
jak kwiat przebija się przez długą zimę.

.

31

.

Dytyramb kobiety szczęśliwej
Śpiew nadmiaru,
siła, mocna czułość,
giętka ekstaza.
Tańcząca tkliwie
wspaniałość.
Drgam jak ciało w rozkoszy,
drgam jak skrzydło,
jestem wybuch,
przekraczam siebie,
jestem fontanna,
mam jej sprężystość.
nadmiar,
tysiąc nadmiarów,
siła,
śpiew tryskającej siły.
Są we mnie podarunki,
kwitnienia i obfitość,
szlochają kędziory światła,
pieni się płomień, dojrzewa
jego lotna dojrzałość.
Podrygują oceany blasku
różowe jak podniebienie
gęby w ekstazie.
Zadziwiam się
po dziurki w nosie, parskam,
zatapia mnie
parskający wszechświat
zdumienia.
Łykam nadmiar,
dławię się pełnią
niemożliwą
jak rzeczywistość.

Anna Świrszczyńska

Zdzisław Beksiński - 316

Zdzisław Beksiński

Największa
miłość
Ma sześćdziesiąt lat. Przeżywa
największa miłość swego życia.
Chodzi z miłym pod rękę,
wiatr rozwiewa ich siwe włosy.
jej miły mówi:
– Masz włosy jak perły.
Jej dzieci mówią:
– Stara wariatka.

Anna Świrszczyńska.

djdfty

.Zdzisław Beksiński

beks84

.

beks4

.

beks92

.

Siostry z dna
Mam przyjaciółki na plantach,
stare żebraczki, wariatki.
W ich oczach są pierścionki,
z których wypłynęły drogie kamienie.
Opowiadamy sobie swoje życia
od dołu, od człowieczego dna.
Siostry z dna,
mówimy biegle językiem cierpienia.
Dotykamy swoich rąk,
to nam pomaga.
odchodząc całuję je w policzek
delikatny jak woda.

Anna Świrszczyńska

Zdzisław Beksiński - 1985 (8) Zdzisław Beksiński

Epilog
Kobieta mówi o swoim życiu
Wiatr mnie pędzi po drogach,
wiatr, bóstwo odmiany
o dmuchających policzkach.
Kocham ten wiatr,
cieszę się
odmianom.
Chodzę po świecie
we dwoje albo sama
i miłe są jednakowo
tęsknota i śmierć tęsknoty,
która nazywa się spełnienie.
Czegoś jest we mnie za dużo.
Przelewam się przez brzegi
jak drożdże. Drożdże mają
swój własny rodzaj szczęścia.
Idę, ciągle idę,
czasem przyłącza się do mnie mężczyzna.
Idziemy razem,
on mówi, że to do śmierci,
potem gubi się o zmroku
jak rzecz nieważna.
Idę sama,
potem znów na zakręcie
zjawia się nowy towarzysz.
Idę, ciągle idę,
wiatr pędzi po drogach.
Na moich drogach
zawsze wieje wiatr

.

mh_zbeks_ArtOf_44_Untitled_SFF.