„Przedmioty martwe są zawsze… „/ „Objects are always dead…”


Tomasz Jastrun

Krzesło znalezione na śmietniku 

Ma cztery nogi
Jest więc podwójnie bezdomne 
Chwytam je za ramię 
I po kryjomu 
Niosę do domu

Karmię jego plecy 
Swoimi 
Dotykam ostrożnie poręczy 

Pamięć przedmiotów 
Chropowata i zamknięta 

Pamięć twoich pleców
Gładka i otwarta

fot. A. Bober

fot. A. Bober

fot. A. Bober

fot. A. Bober

Wisława Szymborska

Martwa natura z balonikiem

Zamiast powrotu wspomnień 
w czasie umierania 
zamawiam sobie powrót 
pogubionych rzeczy. 

Oknami, drzwiami parasole, 
walizka, rękawiczki, płaszcz, 
żebym mogła powiedzieć: 
Na co mi to wszystko. 

Agrafki, grzebień ten i tamten, 
róża z bibuły, sznurek, nóż, 
żebym mogła powiedzieć: 
Niczego mi nie żal. 

Gdziekolwiek jesteś, kluczu, 
staraj się przybyć w porę, 
żebym mogła powiedzieć: 
Rdza, mój drogi, rdza. 

Spadnie chmura zaświadczeń, 
przepustek i ankiet, 
żebym mogła powiedzieć: 
Słoneczko zachodzi. 

Zegarku, wypłyń z rzeki. 
pozwól się wziąć do ręki, 
żebym mogła powiedzieć: 
Udajesz godzinę. 

[…]

Jane Kenyon

From Room to Room

Here in this house, among photographs
of your ancestors, their hymnbooks and old
shoes…I move from room to room,
a little dazed, like the fly. I watch it
bump against each window.

I am clumsy here, thrusting
slabs of maple into the stove.
Out of my body for a while,
weightless in space…

Sometimes the wind against the clapboard
sounds like a car driving up to the house.

My people are not here, my mother
and father. I talk
to the cats about weather.

fot. A. Bober

fot. A. Bober

Z. Herbert

Pokój umeblowany

W tym pokoju są trzy walizki
łóżko nie moje
szafa z pleśnią lustra

kiedy otwieram drzwi
sprzęty nieruchomieją
ogarnia mnie zapach znajomy
pot bezsenność i pościel

jeden obrazek na ścianie
przedstawia Wezuwiusza
z pióropuszem dymu

nie widziałem Wezuwiusza
nie wierzę w czynne wulkany

drugi obraz
to wnętrze holenderskie

z mroku
kobiece ręce
nachylają dzbanek
z którego sączy się warkocz mleka

na stole nóź serweta
chleb ryba pęczek cebuli

idąc za złotym światłem
wchodzimy na trzy schody
przez uchylone drzwi
widać kwadrat ogrodu

liście oddychają światłem
ptaki podtrzymują słodycz dnia

nieprawdziwy świat
ciepły jak chleb
złoty jak jabłko

odrapane tapety
meble nie oswojone
bielma luster na ścianach
to są wnętrza prawdziwe

w pokoju moim
i trzech walizek
dzień się roztapia
w snu kałuży