Żyć dla „trawy całującej obolałe kostki…” / live for the grass, that is kissing sore ankle …


Nadać nowy sens swojemu istnieniu, połączyć trud codzienności z pięknem odczuwania i przeżywania otaczającego świata. Zbliżać się, nie oczekując w zamian. Znaleźć czas na ciszę… ale i na radość stawania się każdego dnia lepszym człowiekiem. 

Chang-dong Lee „Shi” (poezja) (2010) –  po obejrzeniu tego filmu zrodziło się we mnie mnóstwo pytań. Temat nie nowy, ale koreańskie kino znowu zaskakuje, a może jedynie utwierdza mnie w przekonaniu, że kocham te powolne, ciche , pełne emocji i znaczeń kadry, w których słowa nie sa znacząca dominantą  Wbrew tytułowi, moim zdaniem, nie jest to przede wszystkim  film o poezji. Może o  tym jak bardzo zamknęliśmy się na drugiego człowieka, o zerwaniu międzyludzkich więzi, które powinniśmy tworzyć, by czynić nasze życie głębszym.


Reżyser  pyta, sugeruje, że  coś stało się ze zdolnością do empatii, z powszechną życzliwością. Dostrzega rozluźnienie kontaktów pomiędzy pokoleniami i rodzącą się w wyniku tego samotność i poczucie odrębności, w tym negatywnym znaczeniu.

Nowoczesność, urbanizacja, technologia  przyniosła płytkie kontakty, brak wrażliwości, skłonność do bezmyślnej przemocy.

Mi- Ja próbuje nadać nowy sens swojemu życiu – chce zostać poetką. Zawsze była nadto wrażliwa. Czuła, że silniej niż inni reaguje na to co ją otacza. Zawsze nie przystawała do otoczenia.  Do dziś jest piękną , dbającą o siebie, starszą panią, ubierającą się w zwiewne, delikatne tkaniny i koronkowe  kapelusze. 

Nasza bohaterka nieustannie pyta, dlaczego nie potrafi opisać tego co czuje, czemu pisanie poezji jest tak trudne…


Żeby to zrozumieć trzeba zdać sobie sprawę z okrutnych, wrzeszcząco prawdziwych faktów : z córką łączą ją tak naprawdę jedynie telefoniczne rozmowy, nie potrafi zdobyć się wobec niej na szczerość, (może obawia się reakcji, całkowitego zerwania więzi….); opiekuje się jej synem, ale ten bierze udział w zbiorowym gwałcie na koleżance z klasy… Dziewczyna popełnia samobójstwo.
Reżyser oszczędza nam jednak przykrych scen.
Praca? Tak, opiekuje się starszym, zniedołężniałym mężczyzną, który  z trudem znosi swój stan, (jego córka zdaje się nie do końca rozumieć, co czuje jej ojciec).
Na domiar złego ojcowie pozostałych chłopców(gwałcicieli) namawiają babcię chłopca, by zadość uczynić krzywdzie i zapłacić matce nieżyjącej dziewczynki za jej milczenie.  Mi – Ja jako kobieta nie ma w tym temacie nic do powiedzenia, żaden z mężczyzn nie liczy się z jej zdaniem. Właściwie stawiają ją pod ścianą.
Czy tak wygląda życie przeciętnej kobiety w Korei?
Kropkę nad „i” stawia diagnoza lekarska – nasza bohaterka dowiaduje się bowiem, że odtąd będzie się zmagać z chorobą Alzheimera, reżyser nie czyni jednak z tego faktu najważniejszego punktu filmu.

Nasza bohaterka coraz mocniej zdaje sobie sprawę z tego, że tak naprawdę nie wychowała wnuczka, ale raczej rozpieściła. coraz trudniej się ze sobą porozumiewają. W ogóle bohaterowie filmu są ogromnie zamknięci.

Film jest delikatną tkaniną, uplecioną z tego co rzeczywiste, namacalne, brutalne oraz  tego co subtelne, piękne, efemeryczne…

To świat, w którym dominują mężczyźni, mężczyźni, którzy nie zamierzają ponieść konsekwencji, nie chcą być odpowiedzialni. Na szczęście jest  Mi-Ja Yang – 66 letnia kobieta, która szuka piękna, słów, znaczeń metafor… Tylko ona zachowuje czystość sumienia, tylko ona bierze na siebie ciężar słusznych skądinąd decyzji. 

Ten film przypomniał mi inny obraz  tajwańskiego reżysera  Lee Kang-sheng  – The Missing , tutaj też podjęto próbę oceny relacji międzyludzkich.

To film o poczuciu izolacji, jedynie pozornych więzach, ludzie chodzą ulicami, spotykają się, patrzą na siebie, ale brak jest czasu na te prawdziwe i głębsze interakcje. Tych, którzy decydują się pomóc jest mniej niż tych, którzy odchodzą obojętni na wydarzenia i głos rozpaczy. 

Zastanawiałam się nad tym jak po środku tych  codziennych zdarzeń uchronić to co nieprzeniknione, subtelne, pełne wdzięku i spokoju. 

poetry_5-web

Myślę o tym co powiedział jeden z bohaterów filmu Poetry:

Aby pisać poezję,| musicie dostrzec wpierw „piękno”.
Najważniejszą rzeczą jest obserwacja.
„Dostrzec”…
Ważne, aby dostrzegać to wszystko,| co nas otacza.
Przyniosłem coś ze sobą.
Tak, to jest jabłko.
Specjalnie skręciłem, aby je kupić.
Ile razy widzieliście jabłko?
Tysiąc?
Dziesięć tysięcy?
Milion? Jesteście w błędzie.
Nigdy nie widzieliście tego jabłka.
Nawet ani razu.
Aż do tej chwili, nie widzieliście go.
Aby lepiej poznać, zrozumieć,| należy się tym zainteresować.
Bo to co widzimy,| jest często zupełnie czymś innym.
Przyglądając się mu przez chwilę,| obserwując jego cień,
dotykając skórki, kształtu,| obracając go dookoła,
smakując go i wyobrażając| jak pochłaniał kolejne promienie słońca.
To jest prawdziwa obserwacja.
Dostrzegać, to tak naprawdę czuć.
To jest coś tak naturalnego,
jak wiosną ciepły deszcz.
Powinniście mieć przygotowany| ołówek, kartkę papieru
i wyczekiwać tego spotkania.
Czysta, biała kartka,
to świat ukrytych możliwości,| a świat przed wielkim dziełem…
jest idealną chwilą dla poety.
Zatrzymajcie swój ołówek| nad kartką czystego papieru.”

Czy uda nam się dostrzec, zatrzymać się, tutaj nie chodzi tylko o pisanie poezji, obserwację natury, ale także o międzyludzkie relacje, te pogłębione, prawdziwe.  Jakże często zasłaniamy się brakiem czasu, pracą, niesprzyjającymi okolicznościami… Musimy walczyć o każdy skrawek siebie w tej dotkliwej czasem codzienności.

Czy potrafimy oddać się takim chwilom?