„Reżyserzy” J. Wróblewski – przeczytałam polecam


Janusz Wróblewski_Rezyserzy

To zdecydowanie publikacja dla miłośników kina. Autorowi udało się przeprowadzić bardzo interesujące wywiady z twórcami współczesnego kina.
Mnie osobiście zaintrygowały rozmowy, nie tyle o samych filmach, ale o tym jak każdy z nich patrzy na człowieka, religię, postęp, rozwój kina i jego historię. Rozmowy są zaskakująco szczere i uchylają rąbka tajemnicy na temat każdego rozmówcy. Cenię tę pozycję nie tylko ze względu na źródło informacji o reżyserach, ale także dlatego, że wywołała wiele ciekawych przemyśleń, tematów i wielokrotnie skłoniła mnie do  refleksji. Wiele z tych wypowiedzi mogłoby stanowić odrębny przyczynek do dyskusji.


Po przeczytaniu tej książki z przyjemnością obejrzałam kilka filmów, o których wcześniej nie miałam pojęcia. Może dlatego, że ich twórcy byli bardzo przekonywujący.
Jednym z reżyserów, którzy od dawna mnie intrygują jest D. Cronenberg.  Pamiętam film Crash, który mocno mnie zszokował.  Jak wyjaśnia sam twórca:” zafascynowała mnie makabryczna wizja przyszłości, w której samochód jest przedłużeniem ludzkiego ciała. Martwy przedmiot, zwykłe narzędzie staje się obiektem erotycznego pożądania[…] granica między człowiekiem a jego tworami się zaciera. „
Czytając ten wywiad zwróciłam uwagę na to co Cronenberg powiedział o skłonnościach człowieka do samookaleczania się. […] Dokonujemy gwałtu na własnym ciele po to, aby stało się ono czymś innym. Wyrywanie się ciała spod kontroli rozumu jest zresztą bardzo intrygujące. Przypomina proces rozpadu imperium” . Reżyser sugeruje, że ta nasza skłonność nieustannie ewaluuje. Transformacja trwa. Coś w tym jest! Operacje plastyczne, farbowanie włosów, kolczyki, tatuaże. I to nie jest chyba jedynie chęć wyróżnienia się, ale może tak jak sugeruje reżyser zdobycia władzy nad własnym ciałem. 

Widziałam prawie wszystkie jego filmy, ale mocno zapadł mi  w pamięć  ” Pająk” z doskonałą rolą R. Fiennesa. 

Zaintrygował mnie też wywiad z Andrejem Konczałowskim. Jak tylko skończyłam lekturę sięgnęłam po film ” Kurka Riaba” doskonały! Cóż film z nieco smutną refleksją o tym, że tak naprawdę Rosjanie nigdy nie dojrzeli do demokracji. Jest w tym filmie dużo takie ciepłej ironii, dobrze jeśli ma się dystans do narodowych wad. 

W kolejce czeka Syberiada. 

Z zainteresowaniem przeczytałam też wywiad z jednym z moich ulubionych reżyserów M. Haneke. Obejrzałam „Funny games”, który wbił mnie w fotel, a z równie silnymi emocjami oglądałam „Białą wstążkę” ( więcej pisałam o tym filmie w innym poście https://affectueuses.wordpress.com/2013/07/31/biala-wstazka-the-authoritarian-personality/) Zestawiłam te tytuły, ponieważ oba traktują o przemocy.  I jakież ogromne było moje zdziwienie, gdy poszłam do kina na film „Miłość”.  Nie lubię czytać recenzji przed obejrzeniem filmu, więc byłam zaskoczona nastrojem tego obrazu i tematyką.. 

Ale wszystkie te dzieła można by” skwitować „słowami samego reżysera :

” […]sztuka nie jest do tego, aby pocieszać. Nawet greckie tragedie działały jak swego rodzaju gwałt na widzach. Pytanie nie brzmi, czy warto, tylko w jakim celu próbuje się postrząsać widzem. Ja to robię, by wymusić reakcję, sprowokować do  samodzielnego myślenia. Żeby uświadomić jaką rolę odgrywa widz w medialnym spektaklu. […] Kontakt ze sztuką współczesną nie polega na czerpaniu z niej przyjemności. Specjalizuje się w tym popkultura, oferująca łatwe pocieszenie. Jestem przekonany, że konfrontacja z z tym, co wytrąca z równowagi, przed czym chce się uciec  ma sens i swoją wagę. A nawet przynosi w końcu ulgę,bo uświadamia, że my się nie tylko boimy, cierpimy w samotności i przeżywamy coś wyjątkowo bolesnego. Dzięki temu rodzi  się poczucie głębszej wspólnoty, solidarności w klęsce i wstydzie.”

M. Haneke

Potem przyszedł czas na W. Wendersa. Pamiętam do dziś klimat filmu „Million Dollar Hotel” i wzruszającą  rolę Jeremy Daviesa.  „Po tamtej stronie chmur” , który wyreżyserował wspólnie z Antonionim. 

liryczny i bardzo poetycki obraz. A potem przyszedł czas na dokument poświęcony Pinie Bausch.
Można być sceptycznie nastawionym do obrazu 3D, ale jak do tej pory nikt nie nakręcił nic lepszego, co oddawałoby choć po części atmosferę, talent i duszę Piny.
I jak sam Wenders mówi: ” Pina wywróciła taniec światowy do góry nogami,  a raczej postawiła go z powrotem na nogi, tworząc język baletu, którym nie mogli się posługiwać tancerze nie będący jednocześnie aktorami ani aktorzy nie będący jednocześnie tancerzami[…]
(Pina) wymagała od siebie więcej niż od kogokolwiek innego. Czuła, że ma do spełnienia misję: chciała zrewolucjonizować taniec w bardzo osobisty, nieuchwytny sposób. Mimo, że była drobna i robiła wrażenie bardzo kruchej, rozsadzała ją energia. […] Wydawała się miłą, bardzo nieśmiałą osobą. Bardzo dużo się śmiała.
[…] Była najbardziej cierpliwym obserwatorem jakiego kiedykolwiek spotkałem. Doprowadziła tę umiejętność do perfekcji. Ciągle pytała, w jaki sposób wyrażamy siebie poprzez ciało?
Co takiego przekazujemy innym – świadomie bądź nie- za pomocą drobnych spojrzeń, poruszeń, gestów? Nikt nie umiał rozszyfrować tego języka tak jak ona. Obserwowała nie tylko tancerzy, ale także zwykłych ludzi w codziennych sytuacjach. […] Zadawała nie kilka, ale setki pytań! Jednak zakazywała odpowiadać słowami. Można było posługiwać się tylko ruchami i gestami, językiem ciała. Żądała, by te odpowiedzi były jak najbardziej szczere i osobiste.” W. Wenders

Kiedy obejrzałam ten film pomyślałam, że nie pozostaje mi nic innego jak uczyć się Piny Bausch. 

.

Gorąco polecam tę książkę. Nazwiska, które się w niej pojawiają są imponujące. A przemyślenia i tematy inspirujące, i motywujące.