Czytanie fotografii


jpg051

Mała MrsDalloway . photo by   J.Tabaka

Zastanawiałam się skąd to moje upodobanie do fotografii, może początek dały temu zdjęcia zrobione przez mojego tatę:) patrzę na nie, na siebie, i uśmiecham się w duchu, bo  chyba udało mu się pokazać mnie taką jaką wtedy byłam. W wypadku dziecka to chyba nie takie trudne. Dziecko nie udaje, nie ma potrzeby dorabiania sobie maski, nie układa się do zdjęcia godzinami. Pozwalam sobie na odrobinę prywatności, bo w tym momencie wydaje mi się to uzasadnione.

Patrzę na to zdjęcie i odnajduje w nich „tę chwilę” i siebie w niej, to jest dla mnie tą „przygodą”, o której wspomina Barthes. To nie jest zdjęcie doskonałe technicznie, czas też odcisnął na nim swoje piętno, ale jest w nim zawarta pewna prawda, czystość intencji. Może właśnie do tego, by zrobić dobre zdjęcie trzeba wielkiej miłości…:) Przyjęłam na potrzeby tego zdjęcia jakąś pozę, ale jest ona moja, niewymuszona, naturalna. jpg040

Mała MrsDalloway, photo by  J.Tabaka

Osoba fotografowana (np. „ja” dorosła, nieustannie poszukuje dla siebie właściwej mimiki, pozy. Nie ma pewności czy zostanie uwieczniona na „kliszy” zgodnie z intencją i prawdą.

Jako osobę fotografującą niezmiernie interesuje mnie prawda-  możliwe jak najgłębsze oddanie tego,  co jest w przedmiocie, który jest fotografowany. Długo szukałam słów na wyrażenie tego czym jest dla mnie patrzenie na fotografie. Gdyby nie R. Barthes pewnie nie znalazłabym odpowiednich słów. Jestem mu za ten tekst bardzo wdzięczna.

Fot.Arthur Leipzig

„Wyobrażam sobie (mogę sobie tylko wyobrażać, bo nie jestem fotografem), że zasadniczym czynem Operatora jest pochwycenie czegoś lub kogoś (przez
małą dziurkę kamery) i że ten gest jest doskonały, gdy odbywa się bez wiedzy fotografowanego przedmiotu.”

Postanowiłem zatem wyjść w nowej analizie od upodobania, z jakim oglądałem niektóre zdjęcia. Gdyż tego, że te zdjęcia mi się podobają, byłem pewny. Jak to nazwać? Fascynacją? Nie, ta fotografia, którą lubię i wyróżniam, nie ma w sobie nic oszałamiającego, kołyszącego się przed oczami i przyprawiającego o zawrót głowy. To, co we mnie wywołuje, jest nawet przeciwieństwem osłupienia, to raczej podniecenie wewnętrzne, święto, a także oddziaływanie, nacisk czegoś niewyrażalnego, co chce się wypowiedzieć. Czy chodzi może o jakąś korzyść? Sprawa jest prosta, nie muszę pytać swoich emocji, aby wyliczyć różne powody, dla których interesuję się jakimś zdjęciem. Może to być pociąg do przedstawionego przedmiotu, krajobrazu, ciała, lub miłość, którą się żywi lub żywiło do kogoś przedstawionego na fotografii. Może chodzić o zdziwienie, wywołane jakimś widokiem, o podziw dla umiejętności fotografa lub o ich kwestionowanie. Ale wszystkie te powody zainteresowania są niezdecydowane i niejednorodne, zdjęcie może dotyczyć jednego z nich, a przecież niezbyt mnie interesować. I jeśli już coś naprawdę mnie interesuje, chciałbym wreszcie wiedzieć, co w tym zdjęciu uruchamia we mnie „brzęczyk”. W końcu wydało mi się, że najwłaściwszym (prowizorycznie) słowem dla oddania tego, że niektóre zdjęcia mnie przyciągają, będzie słowo przygoda. To zdjęcie porusza mnie, inne nie.To ze względu na zasadę przygody Fotografia może dla mnie istnieć. I odwrotnie, bez przygody nie ma zdjęcia.” R. Barthes

Fot.Hiroshi Watanabe

gdyby stopa nie była brudna….? Jak czytałabym tę fotografię?

Fot.Christian-Coigny

Lubię, gdy fotografia jest  minimalistyczna, kiedy przyciąga, a nie rozprasza coraz to nowymi szczegółami. 

Wszystko mnie w tym zdjęciu zachwyca, przestrzeń, temat , postacie

 

Fot.Mark B. Anstendig

Wracam do tej fotografii często

„fotograf jak akrobata powinien przekroczyć próg prawdopodobieństwa, a nawet rzeczy możliwych.” R.Barthes