Przechadzki z V. Woolf


 […]To była miłość, myślała, udając, że przesuwa sztalugi, miłość czysta i wysublimowana, która nigdy nie chciała zawładnąć przedmiotem ukochania, miłość taka, jaką żywią matematycy dla swoich symboli, poeci dla swych pięknych zdań, taka, jaka powinna roztoczyć się nad całym światem i stać się udziałem ludzkości. Była tego pewna. W świecie powinna koniecznie panować taka miłość[…]

_DSC0761 (Kopiowanie)

„W głowie układał się jej obraz jasno, bez wahań, ale gdy brała do ręki pędzel, wszystko się odmieniało. Właśnie w momencie dzielącym widzenie od przelania go na płótno opadały ją nieraz demony i doprowadzały prawie że do łez; to przejście od koncepcji do wykonania czyniły tak strasznym, jak straszne jest przejście przez ciemny pokój dla dziecka. Jakże często czuła, że walczy z ogromnymi przeciwnościami i dla podtrzymania odwagi mówiła sobie: „Ależ ja tak to właśnie widzę, tak to widzę”, przytrzymując biedne resztki malarskiej wizji, którą tysiące jakichś mocy usiłowało jej wyrwać. A gdy zaczęła malować w swój chłodny, acz dramatyczny sposób, narzuciły jej się i inne refleksje – że jest nieporadna, że do niczego nie doszła […]”

fot. A. Bober

_DSC1289

„[…]nie mogła nadążyć za swoją myślą, która była jak głos zbyt szybko dyktujący słowa, by je ołówek mógł zapisać; a to był jej własny głos, bez żadnego podpowiadania wygłaszający rzeczy sprzeczne, ale tak ważne i głęboko słuszne, że nawet pęknięcia i guzy kory na gruszy zostały utrwalone w jej pamięci na zawsze[…]”

_DSC1272

„[…]gdy była mowa o wielkich namiętnościach, tragicznej miłości lub zranionych ambicjach, że te sprawy nie są jej obce, że odczuwała je i przeszła swoje doświadczenia, to jednak nigdy tego nie czyniła. Zawsze milczała. Wiedziała jednak wiele, jej prostota zgłębiła to, co mądrzy ludzie zafałszowali. Prostolinijność jej umysłu sprawiała, że jak ptak zmierzała nieomylnie do celu, instynktem chwytała prawdę, co było jej zachwycającą właściwością, polepszało i robiło życie łatwiejszym, choć może nieraz tylko pozornie[…]”

_DSC1254a

„[…]wydało się, że zamyka się cała jak kwiat, w którym jeden płatek ściśle przylega do drugiego; w tym znużeniu miała zaledwie tyle siły, by wodzić palcem po stronicy bajek Grimma; serce tętniło w niej jak w zwycięskiej wiośnie, która, osiągnąwszy swój twórczy szczyt, czuje łagodne wyczerpanie[…]”