Autoportret


 

autoportret

 

fot. A. Bober, Autoportret

  DUSZA

 

Duszę się miewa.

Nikt nie ma jej bez przerwy i na zawsze.

 

Dzień za dniem,rok za rokiem

może bez niej minąć.

 

Czasem tylko w zachwytach

i lękach dzieciństwa

zagnieżdża się na dłużej.

Czasem tylko w zdziwieniu,

że jesteśmy starzy.

 

Rzadko nam asystuje

podczas zajęć żmudnych,

jak przesuwanie mebli,

dźwiganie walizek,

czy przemierzanie drogi w ciasnych butach.

 

Przy wypełnianiu ankiet

i siekaniu mięsa

z reguły ma wychodne.

 

Na tysiąc naszych rozmów uczestniczy w jednej

a i to niekoniecznie, bo woli milczenie.

 

Kiedy ciało zaczyna nas boleć i boleć,

cichcem schodzi z dyżuru.

 

Jest wybredna:niechętnie widzi nas w tłumie,

mierzi ją nasza walka o byle przewagę

i terkot interesów.

 

Radość i smutek

to nie są dla niej dwa różne uczucia.

Tylko w ich połączeniu jest przy nas obecna.

 

Możemy na nią liczyć

kiedy niczego nie jesteśmy pewni,

a wszystkiego ciekawi.

 

Z przedmiotów materialnych

lubi zegary z wahadłem

i lustra, które pracują gorliwie,

nawet gdy nikt nie patrzy.

 

Nie mówi skąd przybywa

i kiedy znowu nam zniknie,

ale wyraźnie czeka na takie pytania.

 

Wygląda na to,

że tak jak ona nam,

również i my

jesteśmy jej na coś potrzebni.
W. Szymborska

.

A LITTLE ON THE SOUL

 

Periodically one has a soul.
Nobody has it all the time and forever.

 

Day after day, year after year
can pass without it.

 

Sometimes only in rapture
and in fears of childhood
it dwells within longer.
Sometimes only in the astonishment,
that we have become old.

 

It rarely assists us
in strenuous pursuits,
such as moving furniture,
carrying suitcases
or tromping through a road in tight shoes.

 

While filling in forms
and chopping meat
it usually takes the day off.

 

In a thousand of our conversations
it participates in one,
and not even necessarily in one,
preferring silence.

 

When our bodies start aching more and more,
it silently leaves the ward.

It’s fussy:
it doesn’t see us immediately in a crowd,
it sickens at our attempts at mere advantage
and the shrill clamor of business.

 

Joy and sorrow
are not all that different to it.
Only in the combination of them
does it stand up.

 

We can rely on it,
when we are certain of nothing,
and when everything seizes us.

 

Among all material objects
it likes best clocks with pendulums
and mirrors, which work fervently,
Even when nobody looks.

 

It doesn’t say where it comes from
and when it will disappear next,
But it clearly awaits such questions.

 

It looks like,
as much as we need it,
also it
needs us for something too.

W.Szymborska