Czas latających ryb /The Summer of Flying Fish


El verano de los peces voladores poster

Jeden z ostatnich filmów, które obejrzałam na Festiwalu Nowe Horyzonty.
Film urzeka swoją formą. Mistyczna mgła rozciąga się nad wodą. Nadchodzi, obwieszczając pełzającą katastrofę i ludzki dramat. I tak zanurzamy się w puszczę środkowego Chile i problemy zamieszkujących ją mieszkańców – tych rdzennych Mapuche i tych, którzy przybyli tutaj jako goście, ale czują się raczej prawowitymi gospodarzami.
To co ujęło mnie to nie tylko piękne kadry krajobrazów, ale także sposób narracji. Kamera zanurza się w prywatne życie bogatego Pancho Ovalle. Reżyser nie wyciąga żadnych wniosków, nie moralizuje, nie poucza, to my widzowie mamy poskładać skrawki rozmów i obrazów, a potem przejść do refleksji nad tematem filmu.
Pancho otoczony przez wielu gości, spędza czas na słuchaniu muzyki, dysputach z przyjaciółmi, ale tak naprawdę  jest opętany chęcią zabicia rozmnażających się w w jego sztucznym stawie
  karpi. Używa różnych metod, ale żadna nie okazuje się  skuteczna, więc tego lata zamierza wysadzić dno stawu. Ten pomysł nie podoba się jego 16 letniej córce Manenie.
Od pierwszych kadrów czujemy panujący złowieszczy nastrój. Obecność bogatych, pozbawionych skrupułów posiadaczy ziemskich nie podoba się rdzennym mieszkańcom – Mapuches. Byłam ciekawa dlaczego reżyser poruszył ten temat. 
Historia, którą opowiedział reżyser skłoniła mnie do poszukiwań. Doczytałam, że za czasów Pinocheta ziemie Indian Mapuches zostały sprywatyzowane i sprzedane bogatym cudzoziemcom. Utrata ziem spowodowała migrację do miast. Pinochet uznał zresztą, że nigdy nie było żadnych rdzennych mieszkańców Chile( czyli Mapuches), od zawsze byli tylko Chilijczycy. Indianie obawiają się, że w ten sposób ich kultura zaniknie. Dopiero 1993 roku wprowadzono przepisy, które mają złagodzić traktowanie Mapuches i zapewnić im dostęp do gruntów.

mapuche
Trzeba zaznaczyć, że wcześniej też nie obchodzono się z nimi pobłażliwie,  w 1800 roku Hiszpanie zamknęli Mapuches w rezerwatach.
Na filmie wyraźnie widać jak podczas rozmów posiadacze ziemscy drwią sobie z roszczeń Indian do własnej ziemi. Konflikt z mieszkańcami nabiera nieprzyjemnego charakteru : giną psy, ogrodzenia wokół posesji regularnie są uszkadzane, płonie dom jednego z mieszkańców, który pracuje dla Pancho. Nikogo nie obchodzi to co dzieje się z Mapuche z wyjątkiem córki Maneny. Coraz częściej ucieka w odstępy leśne, by nie uczestniczyć w niewysmakowanych dysputach.  To właśnie ona jest jakimś metaforycznym łącznikiem pomiędzy prastarym światem tradycji Mapuche, a światem reprezentowanym przez jej ojca.
W filmie nie ma żadnych drastycznych scen, ale poszczególne kadry oddają napięcie jakie narasta pomiędzy bohaterami. Reżyser nie jest nachalny w prezentowaniu zaistniałego konfliktu. Wszystko odbywa się nader subtelnie w niesamowitych okolicznościach zjawisk przyrody. To natura buduje nastrój w połączeniu z podtekstami, jakie wyczytujemy z scen i rozmów.

Można by rzec, że film jest dokumentacją prawdziwych zdarzeń, ponieważ podobny fakt miał miejsce, kiedy 75 letni Verner Luchsinger wraz z żoną zostali zamordowani w trakcie napadu przez grupę zakapturzonych sprawców , którzy podpalili dom i budynki gospodarcze.  Społeczność jest przekonana, że zrobili to Indianie.

Teraz prezydent Chile S. Pinera obiecuje Mapuche uregulowanie ich spraw, ale zapis o ich istnieniu w konstytucji nie wydaje się być wystarczającym argumentem, by zaprzestali dochodzenia swych praw, bo czymże są LUDZIE ZIEMI bez ziemi…

Che = People- ludzie            Mapu = ziemia

To wciąż jest żywa kwestia. 

protest Mapuche

Marsz zorganizowany przez tubylców Mapuche, żądając, by przyznać im równe prawa, zamieszki . Chile. 10 października 2011