Fierce Light by Velcrow Ripper – polecam


W ramach Festiwalu Brave obejrzałam dokument Velcrowa Rippera Fierce Light. When Spirit Meets Action.
W 2006 roku w Oaxaca w Meksyku podczas zamieszek zginął przyjaciel reżysera dokumentalista -Will Brad. To zdarzenie stało się impulsem do podróży. Velcrow pojechał do Stanu Alabama, Robben Island, Andrah,Indi Wietnamu i South Central w Los Angeles. 


Film, moim zdaniem, próbą odpowiedzi na pytanie – „czym jest duchowość”  i czy nadal jest na nią miejsce we współczesnym świecie.
Niezależnie od miejsca na ziemi wszędzie znajdują się ludzie, którzy łączą się ze sobą, by „walczyć” o coś co nazywamy jednością i współczuciem. Velcrowowi udaje się pokazać historię transformacji ludzkości, zdarzeń, które uczyniły wielu z nas wolnymi tylko dlatego, że ktoś postanowił połączyć siły i działać pokojowo w imię miłości do ludzi. Ci ludzie buntowali się i buntują przeciwko wzrostowi tyranii, bigoterii i niszczeniu środowiska.
To co mnie zaintrygowało podczas oglądania tego filmu, to ludzka determinacja, siła i ogromna wola, by działać aktywnie, nie tylko z uwagi na siebie samego, ale przede wszystkim dla lepszej przyszłości innych.
Z drugiej strony barykady są bowiem Ci bezwzględni, bezkompromisowi, żyjący w skomercjalizowanym świecie pełnym elektronicznych zabawek i broni. Trudno dyskutuje się z takim przeciwnikiem.
Pośrednio bohaterowie filmu opowiadają o tym jakimi metodami należy walczyć. Może należy działać z miłością – jak mawiał M. L. King, kierując się siłą ducha ( Gandhi).
Po drodze, Ripper napotyka szereg wymownych ikon, w tym Amerykanina Civil Rights legendy kongresmana John Lewis, aktorkę Daryl Hannah, laureata nagrody Nobla arcybiskup Desmond Tutu, Alice Walker, działacza pokojowego- buddyjskiego mnicha Thich Nhat Hahn, znaną obrończynię drzew- sitter -Julia Butterfly Hill, i punk dharma, Noaha Levin’a.
Wielu z nich przekonuje, że sama medytacja i chęci nie wystarczą – trzeba działać! Wyrażać swoją niezgodę na zło i przemoc – drogą miłości, wybaczania i działania pozytywnego na rzecz zjednoczenia ludzkości.
Wciąż mówimy, że musimy zaakceptować, tolerować, tymczasem nasunęła mi się pewna refleksja – niczego nie muszę tolerować i akceptować – muszę tylko przyjąć, że piękno tkwi w różnorodności, że jedność tkwi w różnorodności – tego powinniśmy uczyć nasze dzieci i bliskich. 

Zapamiętałam mocno jedną ze scen, które skadrował Ripper – były to obchody święta armii amerykańskiej – mała dziewczynka mierzyła z borni do przebranego wojownika ubranego w arafatkę. Tatuś robił jej pamiątkowe zdjęcie. Mocno wzruszyła mnie też scena burzenia ogrodu w South Central Los Angeles. Miejsca, w którym wypędzeni stworzyli sobie raj na ziemi pośród betonowych murów, unikając w ten sposób biedy, zyskując miejsca pracy i możliwość zaspokojenia tych najważniejszych potrzeb. Człowiek głodny nie jest przecież w stanie zrealizować jakikolwiek marzeń. Niestety developer uznał, że 16 milionów dolarów zebranych na wykup powstałego ogrodu to niesatysfakcjonująca suma. Na oczach tych ludzi, mieszkańców – buldożer powalił wszystkie drzewa i domy.
By nie wylądować „na ulicy” po raz kolejny zwarli swoje siły -stali się jednością – optymistyczne jest to, że udało im się znaleźć podobne miejsce. Dziś zaopatrują miasto w zdrową żywność.
Chciało by się rzec, że hipokryzja WIELKICH tego świata nie ma granic.  

„Miłość jest wszystkim, czego potrzebujesz” – oto przesłanie filmu.