Czytając Norwida…/The reading of Norwid


Norwid jest dla mnie absolutnie niesamowitym poetyckim i i intelektualnym zjawiskiem.
Bo jak sam mówił : ” poezja jest to nerwów drżenie”
Nikt tak doskonale nie wyśpiewał jego tekstów jak Niemen. 

Tenderness

Tenderness – is like a cry full of war; 
And like the current of whispering springs, 
And like a funeral march… 

                                     * 

And like a long plait of golden hair 
On which a widower wears
A silver watch – – –

 

© Cyprian Kamil Norwid.

Cyprian Kamil Norwid

MARIONETKI

I
Jak się nie nudzić? gdy oto nad globem
Milion gwiazd cichych się świeci,
A każda innym jaśnieje sposobem,
A wszystko stoi – i leci…

II
I ziemia stoi – i wieków otchłanie,
I wszyscy żywi w tej chwili,
Z których i jednej kostki nie zostanie,
Choć będą ludzie, jak byli…

III
Jak się nie nudzić na scenie tak małej,
Tak niemistrzowsko zrobionej,
Gdzie wszystkie wszystkich Ideały grały,
A teatr życiem płacony –

IV
Doprawdy, nie wiem, jak tu chwilę dobić,
Nudy mię biorą najszczersze;
Co by tu na to, proszę Pani, zrobić,
Czy pisać prozę, czy wiersze – ?

V
Czy nic nie pisać… tylko w słońca blasku
Siąść czytać romans ciekawy:
Co pisał Potop na ziarneczkach piasku,
Pewno dla ludzkiej zabawy (!) –

VI
Lub jeszcze lepiej – znam dzielniejszy sposób
Przeciw tej nudzie przeklętej:
Zapomnieć ludzi, a bywać u osób
– Krawat mieć ślicznie zapięty…!

.Znalazłam tylko takie tłumaczenie:

MARIONETAS

I
¿No aburrirse? Pero en el cielo
estrellas lucen silentes,
Cada con otro brilla destello
Y todo para – fluente…

II
La tierra para y de siglos simas,
Y los que ahora viven,
Que no dejarán ni una lágrima,
Mas habrá gente, que sigue…

III
¿No aburrirse? En una escena
pequeña, mal construida,
Donde han visto ya cada esquema,
Teatro pagado con vida –

IV
De veras, no sé, cómo matar hora,
Tedio me grande acosa.
¿Qúe se podría hacer, mi Señora?
¿Crear poemas o prosa? –

V
O no escribir… solo en el sol
Sentarse, el cuento leer
que el Diluvio en arena dejó
Para podernos distraer (!) –

VI
O aún mejor: manera más mona
Contra el tedio maldito.
Dejar la gente y ver a personas
– ¡Corbata tener bonita!…

© Cyprian Kamil Norwid.

Kiedy błądziłem w Piekle, o którym nie śpiewam

Dlatego, że mi klątwy się pierw w usta kleją,

Jak muchy brzydkie, które ze skwarów szaleją –

I nie śpiewam dlatego, że nim pocznę, ziewam;

Kiedy błądząc przeszedłem kolumnadę-nudów,

Dlugą i prostą – tudzież kaprysów-przedsienia

I niedogasłych w piasku cmentarz-wielkoludów,

Ruszających się sennie pod brukiem z kamienia;

Gdy pomierzyłem kroki mymi przedpokoje –

Nerwów-głupich, co ciągle przymierzają stroje,

A nie są nigdy na czas ubrane weselny! …

– Gdy przestąpiłem nędzy-próg, klamstwa-podwoje

I mijalem już zbrodni-labirynt bezczelny,

Po-oklejany zewsząd wyrokami prawa – –

Znalazlem się na miejscu, gdzie pod stopą lawa

Stygła – i szedłem dalej w powietrzu i porze,

I świetle, które były rzetelnie bez-Boże! …

– Na podobieństwo lanów zwęglonych wulkanem

Lub morza, co zatęchło postępem wstrzymanym,

Morza fal, które stojąc, poglądały wzajem,

Zadziwione niezwykłym głębi obyczajem

Jak Sfinksy – – zaś nad nimi pelikanów nieco

Z otwartymi gardłami, co schły od pragnienia,

I gwiazd parę czerwonych, które w otchłań lecą,

Gasnąc …

 

…tam szedłem (spomnieć trudno bez wytchnienia! …)

Szedłem tam – – kędy? … wątpiąc … gdy roślinka drobna,

Blada i do niewprawnie wyszytej podobna,

Szepnęla mi: „…Jest żródło …” – a dalej, w parowie,

Poczułem coś jak wilgoć.

 

Z tejże samej strony

Śmiech mię doleciał gorzki i szmer przytłumiony,

I obaczylem Męża z rękoma na glowie,

Jak kiedy kto przenosi całą swoją silę

W stopy własne – – ten deptal modrą Zródła żyłę

Jakoby wstęgę, która mu sandał oplotła,

Lub szargała się w prochu, gdzie ją stopy wgniotła.

Śmiech człowieka był wściekły – wymowa odrębna:

Coś – jak tętno za trumną noszonego bębna,

Którym wybrzmiewał sarkazm, chrypnąc z nienawiści:

„Patrzcie! … jak Duch-stworzenia obuwie mi czyści! …”

© Cyprian Kamil Norwid.

.

THE SOURCE

tr. Adam Czerniawski (from Polish)
© Cyprian Kamil Norwid.

When I wandered in Hell which I do not sing

Since curses have first glued my lips,

Like ugly flies mad from the heat –

And also since each time I try – I yawn;

When wandering I passed a colonnade of boredom

Long and straight – also hallways of whims

And a cemetery of giants moving drowsily

Beneath cobbled stones and dying in the sands,

When my footsteps measured ante-chambers

Of silly-nerves which constantly try on clothes

And at wedding-time are never ready! …

– When I crossed thresholds of misery and portals of deceit

And was now passing insolent labyrinths of crime

Plastered everywhere with sentences of the Law,

I found myself at a spot where beneath my foot the lava

Cooled – so now I walked through air

And season and light that were truly God-less! …

– Like wheatfields charred by volcanoes

Or seas arrested and stinking,

Sea waves standing, gazing at each other, Sphinx-like,

Amazed at the strange habit of the deep,

– While above, some penguins

With open throats, thirst-parched,

And a couple of red stars which waning

Rush into the void …

 

… there I went (unbelievably without rest! … )

I went there – where? … doubting … when a tiny plant

Pale and as if one clumsily embroidered,

Whispered to me: ‚… There is a spring … ‚ – and further in a ravine

I felt something like dampness.

 

From that side too

A bitter laugh and a stifled rustle came:

I perceived a Man with hands on his head –

As when one shifts all strength

Into one’s feet – he was stamping on the Spring’s blue vein

Which like a ribbon had entwined his sandal

Or lay soiled in the dust where his foot had squashed it.

The human’s laugh was wild – his accent strange:

Resembling the drum-beat following a coffin,

Echoing with sarcasm, hoarse with hate:

‚See! … How the Creation-Spirit cleans my shoes! …’