Cioran – piewca życia czy śmierci?


„[…]

Każdego ranka
zakładam więc kostium bohaterki
zbroją
siłę kształtów przywracam
krwią
dokładnie nakreślam kontur ust
Potem zrzucam szczotką
grubą warstwę kurzu z włosów

Przebrana
wychodzę na ulicę

Gram bohaterkę
Może uwierzą
Może uwierzę”

Niedawno, bo prawie rok temu w lipcu weszłam na blog Any i tam zaintrygowało mnie jedno z nazwisk – Cioran.
Przeczytałam kilka wersów kolejnych wpisów, z portugalskiego nie czyta się łatwo, ale Google translator czyni cuda:) i tak powstała myśl, by w małej księgarni pod Arkadami zakupić ” Na szczytach rozpaczy”.
Czy to z umiłowania rzeczy trudnych, czy bliskości jaką darzę filozofię – nie wiem. A może poprzez fakt, że to poniekąd dzieło o nim samym, bo jak sam stwierdził : ” Jestem materią swego dzieła”.
Początkowo odebrałam ją mocno sceptycznie, ale teraz, gdy myślę o jego słowach wszystko nabiera innego sensu.
 I gdyby nie wiele zdarzeń i zajść, które stały się moim udziałem spojrzałabym na tę książkę pobieżnie i z niesmakiem. Może uznałabym, że przesadził w swych sądach, że pachnie tu zbyt mocno pochwałą nieistnienia i śmierci. 

Im bardziej jednak o tym myślę, tym mocniej zastanawiam się nad tym, czy to na pewno lektura o człowieku cierpiącym. Może Cioran pozbawia nas złudzeń byśmy już nie oczekiwali, a nie oczekując brnęli przez życie bez zbędnego bagażu, że cokolwiek co czynimy ma jednak jakiś sens. Przecież z góry wszystko jest ustalone:)
Nagle zdajemy sobie sprawę z tego jak niewiele znaczymy we wszechświecie, że tak naprawdę istotni jesteśmy my sami. Może trzeba się otrzeć o cierpienie i przyjąć je z afirmacją, zaakceptować.
Bo jedyne co jest pewne to to, że zmierzamy ku nicości. Może ta  ustawiczna agonia doprowadza nas do momentu, w którym stwierdzamy – „przecież i tak nie ma wyjścia”
Nieustannie jesteśmy bowiem zawieszeni pomiędzy chęcią istnienia i nie – istnienia. Cioran nakłania byśmy weszli w życie i przyjęli śmierć jako jej immanencję. Może fenomen Ciorana polega na tym, że On nie boi się już śmierci jako takiej, odrzucając strach przed nią bez zbędnych emocji kontynuuje swoją życiową drogę. Nie ma u niego zgody na wieczność,a skoro nie ma wieczności , nie ma także pojęć dobra i zła. Nie ma wieczności , ale nie ma też przeszłości. Cioran przeciwny jest poświęcaniu jej zbędnego czasu i dziwią go ci, którzy parają się jej badaniem, może dlatego odrzuca tradycję i historię. 

Może wbrew temu co sądzi wielu, Cioran nie jest filozofem od hedonistycznego pesymizmu i głosicielem celowego umartwiania się.
Jesteśmy, przeciskając się ku nicości. Jesteśmy na przekór ze świadomością nieuchronnego końca i wiedzą o tym, że cierpienie pozbawione jest tak naprawdę sensu. Bo jeśli potraktować cierpienie jako niezależnie istniejący od naszego chciejstwa byt, który ma nad nami przewagę, który jest częścią wypełniającą nasze życie, to przyjąć należałoby( zgodnie z tym o czym pisze Cioran) radość z  chwili, z dziania się – tu i teraz.
A to przecież nie przychodzi nam tak łatwo. 

Jeśli zaś życie jest agonią w mniemaniu filozofa, to może tak być właśnie musi: „[…] wyśpiewujcie miłość albo śmierć  – bo i tak nic z tego wszystkiego nie zostanie[…]”.
A ja na to „wiśta wio, łatwo się mówi”:))

lektura Ciorana przywołała też z  pamięci  słowa Kieregaarda z książki Bojaźń i drżenie :”[…]

Zrozpaczony jest chory śmiertelnie. W całkiem innym
znaczeniu, niż się mówi o niezdrowiu, możemy powiedzieć,
że choroba ta atakuje najszlachetniejsze części; a przecież
zaatakowany umrzeć nie może. Śmierć nie jest ostatnią
fazą choroby, ale śmierć jest zawsze rzeczą ostateczną.
Uwolnić się od tej choroby przy pomocy śmierci jest
niemożliwe, gdyż męką tej choroby i śmiercią tej choroby
jest właśnie nie móc umrzeć.
Taki jest stan w rozpaczy. A jeżeli czasami ujdzie to
uwagi zrozpaczonego albo jeżeli (szczególniej w wypadkach
rozpaczy nieświadomej siebie samej) uda się zrozpaczonemu
całkowicie zatracić swą osobowość i zatracić
w tym sposobie, że nic się nie da nawet zauważyć:
wieczność odsłoni, że stan jego był rozpaczą i wieczność
przyswoi sobie tak jego ja, że zostanie nie naruszona
męka i że się nigdy nie pozbędzie on siebie, i wieczność
mu odkryje, że tylko łudził się, myśląc, że się siebie pozbył.
Wieczność musi tak działać, gdyż posiadanie osobowości,
bycie osobowością jest największym, nieskończonym darem

ofiarowanym człowiekowi, a jednocześnie jest wymaganiem,
które mu wieczność stawia.