Czasami chcemy żyć jak „bestie z południowych krain…”


„Rozdzierający jak tygrysa pazur, antylopy plecy jest obłęd człowieczy (…)” i wtedy zadajemy sobie sakramentalne pytanie: „Jak żyć? „

Beasts-of-the-Southern-Wild1-e1342808969134

Beasts of the Southern Wild  w reżyserii: Benh Zeitlin

Film nawiązujący do realizmu magicznego. Dlaczego? Opowieść Hushpuppy pełna jest magii, w Bathub pojawiają się potężne stwory, których język zna tylko dziewczynka i tylko ona potrafi je obłaskawić. Czasami słyszymy głos matki Hushpuppy, a niektóre obrazy zdają się być fantasmagoriami dziecka.

Mała Hushpuppy mieszka ze swoim ojcem w krainie zwanej Bathub. W tym niezwykłym, dzikim miejscu, nie ma czasu na zbędne sentymenty. Mieszkańcy muszą być przygotowani na najgorsze, wkrótce ich krainę nawiedzi powódź. Ojciec uczy małą jak przetrwać. Nie pozwala sobie wobec niej na czułości. Dziewczynka nie zawsze dobrze radzi sobie z takim traktowaniem, ale ufa mu bezgranicznie. Chce by była dzika, silna, nie pozwala córce na chwile słabości. Właściwie tylko raz widzimy jak przytula małą. Jest głośny, surowy, silny,  nie pozbawiony wad – alkohol i brak żony odciskają na nim piętno w postaci choroby. 

Po obejrzeniu tego obrazu myślałam o tym drugim świecie po przeciwnej stronie tamy, która oddzielała świat Husphuppy od reszty. Czy tam, w równie dobrym stopniu rodzice przygotowują swoje pociechy na to czym obdarzy je życie i współczesny świat? Bo odniosłam wrażenie, że ojciec małej Hushpuppy zrobił to naprawdę dobrze, choć jego styl życia pozostawiał wiele do życzenia. Ci czyści i wymyci do cna powiedzą, że nie stworzył dziecku odpowiednich warunków- kraina Bathub pełna jest przecież wyrzutków, brudu i alkoholu, a niewielka  ilość zapasów żywnościowych  trzeba dzielić także ze zwierzętami.

Istnieje jednak coś poza tym wszystkim – ogromne pragnienie wolności i życia na swój własny sposób z wszystkimi jego trudami, ze śmiercią najbliższych u boku, nawet wtedy, gdy ma się zaledwie kilka lat.
Mieszkańcy Bathub są naprawdę szczęśliwi, pełni energii i radości życia choć żyją niczym bestie. Jakże innego wymiaru nabiera ich życie w porównaniu z garniturową cywilizacją pełną technicznych nowinek. Nagle ta druga wydaje się być bardziej obca, zimna, pozbawiona emocji, radości życia. 

Bardzo dobrze ogląda się tę historię snutą przez małą, zaledwie kilkulatkę.  To kolejny film,  w którym reżyser oddaje głos dziecku i to z jego perspektywy śledzimy zdarzenia. Dobrze jest przecież wiedzieć, co czują nasze dzieci i jak patrzą na ten nasz dorosły świat.
Hushpuppy nie zna innego świata, a nawet jeśli ma z nim przez chwilę kontakt to i tak wybiera bagnisko, biedę, ale także wolność. 

             I tu jak na ironię pojawiła się myśl o innym filmie, który stał się niejako odpowiedzią na moje poprzednie pytania.
Play/ Gra  w reżyserii  Ruben Östlund. 

Minęło sporo czasu od chwili , gdy go obejrzałam  ale wracam do niego czasami myślami. Może na skutek dużej styczności z młodymi ludźmi na co dzień.
To film o psychologicznych i społecznych aspektach zamieszkiwania  w Szwecji emigrantów oraz zjawisk związanych ze stereotypami, jakie wykreowali jedni  i drudzy. To świetnie skonstruowane kino.

Wspominam o nim w tym miejscu, ponieważ tutaj znowu role pierwszoplanowe grają dzieci. Reżyser opowiedział nam historię kilkorga ciemnoskórych nastolatków, którzy okradają swoich białych, szwedzkich rówieśników, wykorzystując z premedytacją zasłyszane  o sobie stereotypy. Złodzieje doskonale wiedzą jak mają postępować, z chirurgiczną precyzją przewidują jak zachowają się poszkodowani chłopcy, których naiwność doprowadza widza do pasji,( w tym wypadku mnie). Nie mogłam też unieść znieczulicy, która stała się udziałem pasażerów tramwaju, w którym odbywa się wendetta na kolejnej ofierze. Wszyscy czują totalną bezsilność, nikt nie wie jak ma się bronić przed napastliwością i złośliwościami.

Jeden z bohaterów – złodziej obnaża dostatecznie mocno naiwność ofiar stwierdzając, że nie rozumie, dlaczego biali oddali im swoje telefony, licząc na to, że zostaną im zwrócone. I w tym momencie można by poprzestać na złości jaką rodzi zachowanie ciemnoskórych barbarzyńców, ale dalszy ciąg wypadków wywraca nasz dotychczasowy ogląd sytuacji. Ojciec jednego z poszkodowanych chłopców przypadkowo rozpoznaje sprawcę…

Co zapamiętam? Przede wszystkim genialną grę całej grupy złodziejaszków. Zaciekawił mnie też sam problem stawiany przez reżysera. To niesamowite, że każdy ze złodziei wyznaczył sobie określoną rolę tzw. dobrego i złego policjanta. Każdy z nich doskonale wiedział jak ma się zachować i co ma robić, w przeciwieństwie do grupy poszkodowanej. Scena z kołyską w pociągu- perfekcyjna! Wydaje się, że Szwedzi są prawi do bólu. Przeszkadzała mi bardzo fizjologiczna scena z jednym z chłopców. Kompletnie nie rozumiem przeciągania tej sceny i wydłużania dosyć niesmacznego momentu. Film naprawdę do refleksji.