Wobec istnienia


hmm

fot.  Andreea Chiru

„Dziś” stało się kolejną ważną lekcją. Znowu wkradły się myśli o ludzkiej kondycji, o zniszczeniu, pragnieniach, upływie czasu. Te rozmyślania przywiodły ostatnie zdarzenia, ale także widok starych zapyziałych murów, osypujących się tynków, piachu pod stopami, brudu, smrodu i rozkładających się odpadów, które zaakcentowały wrażenia i myśli.  Jakże podobnym wydał mi się los tych budynków do naszej ludzkiej egzystencji.
Ile pozostaje z nas? Dla kogo? Po co żyć?

Aż się chciało wykrzyczeć  tam wewnątrz tych murów – jak żyć!? 

Czy życie to ucieleśnienie bezplanowej wolności, do którego tak namawiał Nietzsche? Miło byłoby tworzyć w sposób całkowicie nieskrępowany, bez ograniczeń, z duszą
na ramieniu. Gdyby właściwie potraktować jego słowa, rzec by można, – ” w to mi graj” i działać w przeświadczeniu o własnej niepowtarzalności i wyższości. Zaznaczam jednak – żadnego apodyktyzmu – to już przerabialiśmy. 

A przy tym odrzucić wiarę? Szestow mówił, że „rozum jest ateistą”. Bliżej mi do  Kierkegaarda, który postawę chrześcijaństwa traktował jako „otchłań absurdu”.
Czy jesteśmy  w gorszej sytuacji odrzucając odgórne doktryny i wyznaczniki moralne? Wątpię.
Wierzę w samorozumienie, faktyczność, rozumiem zagrożenie jakie niesie śmierć, ale nie obawiam się jej. Rozumiemy siebie poprzez jednostkowe działanie i  autorealizację.  Siebie urzeczywistniać-  skazywać na trwogę i cierpienie lub radość wynikającą z działania. Wiem o sobie wtedy, gdy  tworzę i popełniam błędy. 

Wciąż nie rozumiemy siebie do końca, nie wiemy co nas motywuje tak naprawdę.
Człowiek to absolutnie otwarta księga – niedokończony zapis. A do tego dochodzi świadomość własnej kruchości i upływu czasu. Jesteśmy w stanie chwiejnej równowagi. Jaspers dotykał tego zagadnienia rozumiejąc, że człowiek dokonuje samopoznania wtedy, gdy dotykają go stany graniczne – choroba, śmierć itp.
Może dlatego z afirmacją przyjmuję śmierć jako taką, z lekką dozą przyzwoitego lęku.
Jesteśmy bowiem ku końcowi – ku śmierci.
Przyjmuję za ważne moje – jednostkowe przeżycia. Sami musimy odnaleźć sens naszego „bycia” tu i teraz. Żadna filozofia czy religia nie zrobi tego za nas. „Poczucie absurdalności może porazić byle jakiego człowieka na zakręcie byle jakiej ulicy”.
Dotykam życia w sposób wieloznaczny, wieloraki, otwarty, nieograniczony. Chcę tego co jednostkowe – nie publiczne czy  stadne. To zaś często stoi innym kością w gardle. 

 Nie istnieje  zły charakter, jak pisał Sartre, rzeczywisty jest jedynie projekt siebie samego.