” Nie fotografujcie niczego, co nie zrobi na was wrażenia takiego jak uderzenie pięścią w brzuch”/ „interested in photography with a powerful punch to the stomach”


Zapamiętam słowa Susan Sontag na długo: ” […]aparat nie gwałci, nawet nie bierze w posiadanie, aczkolwiek może to  i owo sugerować, przeszkadzać, wdzierać się bezczelnie na cudzy teren, zniekształcać, wykorzystywać i – rozszerzając metaforę do najdalszych granic – zabijać. Wszystkie te czynności w odróżnieniu od seksualnej „obłapki” można przeprowadzać z pewnej odległości bez zaangażowania się”. 

Diane Arbus sfotografowana przez Evę Rubinstein podczas warsztatów fotograficznych w 1971 roku.Diane Arbus sfotografowana przez Evę Rubinstein podczas warsztatów fotograficznych w 1971 roku.

Dziś uświadomiłam sobie, że gdy Diane Arbus odebrała sobie życie ja miałam wtedy dwa latka. I fenomenalne jest to, że pomimo upływu czasu oraz faktu,  że wychowałam się w innych warunkach, a także miejscu i tradycji, to i tak jej fotografie robią na mnie nadal ogromne wrażenie.
Susan Sontag w swoim eseju pięknie odnosi się do tego co i jak tworzyła Diane. Od dziś myślę o niej mocniej i głębiej. Z większym zrozumieniem patrzę na to co zostawiła
po sobie.

Pamiętam, że kiedy Artdone umieścił u  siebie na blogu jej zdjęcia napisałam: „dla mnie nie jest ciekawe to, że pokazała inność, ale to, że pokazała prawdę”. Dziś uważam tak samo. Ucieszyło mnie, że S.Sontag,wielka intelektualistka, była podobnego zdania. 

Diane Arbus

Stykam się co jakiś czas z fotografiami eksponującymi cierpienie, inność, ból, ale faktycznie po pewnym czasie przestają na mnie robić wrażenie.To chyba kwestia tego medialnego nadmiaru opowiadania o cierpieniu. Przesyt atakowania nas coraz to „mocniejszymi”  obrazami. W przypadku jej zdjęć jest inaczej. Teraz już wiem dlaczego, ponieważ Diane A. zaprzyjaźniała się z tymi, których fotografowała, w jej pracach kryje się coś głębszego, Sontag nazwała to antyhumanistycznym credo. Artystka uświadomiła nam istnienie tych, których życie wyrzuciło poza margines, jak bohaterów  filmu The Weight”

Faktycznie, patrząc na fotografie portretowanych przez Arbus nie można pozostać wobec nich obojętnym. Artystce udało się jednak uniknąć zbędnego patosu, celowego wywoływania uczucia litości. Jej bohaterowie są raczej zadowoleni ze swojej roli i z satysfakcją pozwalają się utrwalić na kliszy.
Tylko ona wie, co tak naprawdę tli się w ich duszach.

Wciąż, mimo upływu czasu nie lubimy przecież wszelakiej inności. Prace Arbus są ponadczasowe. Nic się nie zmieniło…

Dlaczego  fotografowała dziwadła? 
Bo miała świadomość istnienia tych ludzi – świata, który jest poza, pełen strachu, bólu i okaleczenia. Celowo szukała mieszkańców tej niezrozumiałej dla nikogo hipnotycznej, acz realnej krainy karłów, prostytutek  i wyrzutków. 

Jak pisze o tym Sontag – Arbus „wyspecjalizowała się w prywatnych dramatach” . Oglądając te zdjęcia nie mamy mieć poczucia, że ich bohaterowie cierpią. Oni są raczej pogodzeni ze sobą i faktem, że żyją tak prawie od urodzenia. 

1068msv147xo8

na zdjęciu D. Arbus

 Whitman – Martwy Dom Miasta


Przy miejskiej kostnicy, przy bramie
Chodząc bez celu, kierując się dźwiękiem dzwonków
Stanąłem zadziwiony – bo oto! kształt odrzucony, przywieziono biedną martwą
prostytutkę;
Nikt się nie troszczy o jej ciało, złożono je na mokrej posadzce.
Boska kobieta, jej ciało – widzę to ciało – tylko na nie patrzę,
Ten dom pełen niegdyś uczuć i piękności – nic więcej nie dostrzegam;
Ani ten zimny spokój, ani woda cieknąca z kranu, ani przeraźliwy odór nie robią na
mnie wrażenia;
Tylko ten dom – ten cudowny dom – ten delikatny piękny dom – ta ruina!
Ten nieśmiertelny dom, więcej niż wszystkie rzędy domów jakie kiedykolwiek
zbudowano,
Niż Kapitol z białą kopułą, z dostojną figurą na czubku – albo niż katedry o wysokich
wieżach,
Ten malutki domek, więcej niż one wszystkie – biedny, nieszczęsny dom!
Przepiękny, przeraźliwy wrak! wynajęty Duszy! sam Duszą!
Zapomniany, unikany domu! weź jeden oddech moich drżących warg;
Weź tę łzę upuszczoną gdy odchodzę, bo myślałem o tobie,
Martwy dom miłości! dom szaleństwa i grzechu, zniszczony! strzaskany!
Dom życia – niedawno rozgadany i roześmiany – ale, biedny dom! martwy nawet
wtedy!
Miesiące, lata, rozbrzmiewający, przystrojony dom – ale martwy, martwy, martwy!
diane-arbus-diane_-arbus-big fot. D. Arbus
W eseju Sontag przytacza słowa Arbus: Fotografując odmieńców, „czułam niezwykłe podniecenie”. 
1970-71 (1)
 fot. D. Arbus
Czasami dochodzimy do takiej niebezpiecznej granicy jak D. Arbus, kiedy uświadamiamy sobie istnienie tego dramatu – świata pełnego niewysłowionego cierpienia i odrzucenia. To nam spędza sen z powiek i nie pozwala uśmiechać się szeroko, a czasami przytłacza zbyt mocno, na tyle, że nie chcemy już w tym współuczestniczyć. 
Być może Diane czuła się właśnie tak. Zdając sobie sprawę z bezmiaru odrzucenia i dyskryminacji. Z samego faktu istnienia tego „podziemia” ludzkiego bólu. 
diane-arbus-rogerballentwinslg-big
 fot. D. Arbus
fotografia-na-swiecie-usa-arbus3
 fot. D. Arbus
diane-arbus-tattooed-man-at-a-carnival-1970 (1) fot. D. Arbus