Dlaczego stajemy się artystami?


Byłam zafascynowana dużymi zielonymi ciężarówkami, […], chciałam słuchać o wypadkach samochodowych, […] starałam się dotrzeć jak najbliżej, żeby zobaczyć rozbitą lub wywróconą ciężarówkę, fotografowałam je, zdjęcia przynosiłam do domu i starałam się je namalować. […] Chodziłam do sklepu z zabawkami i kupowałam takie małe ciężarówki, zanosiłam je na drogę aby sprawdzić jak duża ciężarówka miażdży małą zabawkę. Potem malowałam te wielkie ciężarówki miażdżone przez te małe samochodziki, zabawki pozostawały nietknięte, a duże ciężarówki były rozbite.

Marina Abramović, 007 Interview wywiad K. Biesenbacha z M. Abramović, [w:] Marina Abramović, Londyn, Nowy Jork 2008, s. 9.

Fot. Marco Anelli

M. Abramović, performance.

          Obejrzałam film Marina Abramovic – artystka obecna i zadałam  sobie pytanie  o genezę rodzenia się w nas -ludziach- artysty.
Co decyduje o tym, że zaczynamy tworzyć? Zadałam sobie to pytanie, ponieważ film mocno mną wstrząsnął. Oglądając to co tworzy Marina A.  byłam  pełna uznania dla energii i  aury jaka wokół siebie wytwarza.
Artystka dysponuje jakąś unikalna siła.

          Które z naszych doświadczeń – tych z dzieciństwa , tak jak w wypadku Mariny Abramowic,  decydują o tym kim jesteśmy później?
Mogę sobie 
wyobrazić naturalny proces twórczy, ale zastanawia mnie ta walka artystki z własnym ciałem i przekraczanie granic własnej wytrzymałości. (W zasadzie ona sama odpowiada częściowo na te pytania). 

Abramovic

„matka przyjęła całkowicie  wojskowy styl, kontrolując mnie i mojego brata. Nie wolno mi było wychodzić z domu po godzinie 10 w nocy, dopóki nie  ukończyłam  29 lat …. […]To zupełnie szalone, ale wszystkie moje cięcia się, biczowanie się, paląc się, prawie straciłam życie w firestar , wszystko zostało zrobione przed 10 wieczorem. ” (Cyt. za: Thomas McEvilley „Etapy energii: Art Zero Wydajność Ground” w Abramovic i ciała Artist [Charta, 1998]) „


Nie każdy z nas dochodzi  w życiu do takiej charyzmy i siły. Nie wszyscy jesteśmy zdolni do zadawania sobie bólu podczas tworzenia. Ta potrzeba przekraczania granic zaintrygowała mnie. Skąd czerpać taka moc?  Co człowieka napędza? I dlaczego chcemy opowiadać o tym innym ludziom…

Marina-Abramovic-Rest-Energy-with-Ulay-1980.-Courtesy-the-Artist-and-Lisson-Gallery

„Chcesz wiedzieć, jak to wszystko się zaczęło? Kiedy miałam 12 albo 13 lat chciałam namalować moje sny używając tylko błękitu i zieleni. Mój ojciec zaaranżował lekcję z malarzem informel. Oto, jak wyglądała moja pierwsza lekcja malarstwa. Facet wyciął fragment płótna, położył na podłodze, otworzył puszkę z klejem i wylał go na płótno, potem wysypał na to trochę piasku, żółtego, czerwonego i czarnego pigmentu, następnie polał obficie benzyną, zapalił zapałkę i wszystko wybuchło. Powiedział: „To jest zachód słońca” i wyszedł. Miałam 13 lat i zrobiło to na mnie ogromne wrażenie. Czekałam tydzień aż obraz wyschnie i bardzo ostrożnie powiesiłam go na ścianie. Wkrótce potem wyjechaliśmy z rodziną na wakacje. Kiedy wróciliśmy, sierpniowe słońce go wysuszyło, piasek i kolor osypał się i nic nie zostało, jedynie sterta pyłu. Przestał istnieć. Później zrozumiałam dlaczego to było takie ważne. Dla mnie zawsze proces miał większe znaczenie niż jego rezultat, działanie było ważniejsze niż obiekt. Widziałam proces tworzenia i natychmiastowy proces niszczenia – bez trwania i stabilności. Czysty proces.

I malowałam moje marzenia i sny używając tylko błękitu i zieleni. Potem zaczęłam malować wypadki samochodowe, a dokładnie wypadki ciężarówek. Potem malowałam niebo, prowadziłam studia nad chmurami i liniami, jakie zostawiają samoloty – widziałam jak rysunek się tworzy, śledziłam jego istnienie i znikanie. W którymś momencie zainteresowałam się dźwiękiem – chciałam zainstalować na moście głośnik z dźwiękiem walącego się mostu. Zarejestrowałam dźwięk burzonego budynku i umieściłam go na moście, więc człowiek będąc na nim co trzy minuty słyszał dźwięk, jak wszystko się rozpada. Te akcje sukcesywnie prowadziły mnie do performance. Kumulowało się we mnie tyle energii, że nie było już drogi powrotnej do dwóch wymiarów. Cała moja praca koncentrowała się wokół ciała, więc żeby być prawdziwa, musi istnieć w trójwymiarze.”
Cyt za :http://www.obieg.pl/wydarzenie/4244

21

         Czy stawianie się artystą jest konfiguracją cech i pewnych życiowych doświadczeń,  czy jedynie charakteru, a może decydują o tym przede wszystkim silne przeżycia, których nie potrafimy odrzucić, które nosimy w sobie mimo upływu czasu.  Marina wspomina na filmie o swoim dzieciństwie,  często opisując szczególne momenty jako traumatyczne doznania.
Czy w jej wypadku to kim się stała jest suma tych doznań?

Może nie zawsze dzieje się właśnie tak.
Myślałam o kształtowaniu się osobowości artysty. Może jest to jakaś suma cech, określonej wrażliwości, przebywania w tych, a nie innych miejscach…
Nie musimy przecież przebywać w otoczeniu piękna, by tworzyć piękno. Czy tworzenie to wyraz siły, a może jednak pewnej słabości?
         Przypominam sobie filmy dokumentalne o Pinie, to całkowicie inny typ twórcy niż Abramović, ale łączy je ta niepojęta wrażliwość i energia. Ta umiejętność dostrzegania i przekształcania myśli na obrazy. Każda z nich eksperymentowała z własnym ciałem. W spektaklu Piny Cafe Muller  tancerze obijają  się o szklane witryny na tyle mocno, że robi to piorunujące wrażenia na widzach, oglądający  odczuwają prawie fizyczny ból.
Obie artystki  przełamały pewne konwenanse i przyzwyczajenia i obie wydaja się tworzyć coś prawdziwego, ocierając się  przy tym o teatr. 

Marina Abramovic – Four Performances (1975-1976)

„Wiele lat temu zrobiłam Art Must Be Beautiful. W tym czasie byłam przekonana, że sztuka powinna być raczej niepokojąca niż piękna. Ale teraz myślę, że piękno nie jest takie złe. Moje życie jest pełne podobnych sprzeczności, wiele z nich to pozostałości z dzieciństwa. Moi rodzice rozwiedli się, jak miałam 18 lat. Podczas wojny mieszkałam już zagranicą. W tym czasie na Jugosławię nałożono embargo, w sklepach nie było podstawowych produktów, więc zadzwoniłam do taty pytając, czego potrzebuje. Podyktował mi długą listę – antybiotyki, bandaże, penicylina, papier toaletowy, kawa, cukier, mleko w proszku słowem wszystkie podstawowe rzeczy niezbędne do przeżycia. Potem zadzwoniłam do mamy. Powiedziała, że potrzebuje szminki, Chanel # 5, kremu nawilżającego i lakieru do włosów. Ja jestem gdzieś pomiędzy nimi. Zajęło mi sporo czasu, aby się z tym pogodzić. Miałam brutalne, męskie, bezkompromisowe podejście do sztuki performance, dopuszczałam możliwość utraty życia. Gdybym kontynuowała tamtą pracę, w pewnym momencie mogłaby mnie faktycznie zabić. Potem spotkałam Ulaya.”

Cyt za :http://www.obieg.pl/wydarzenie/4244

marina-abramovic

Artysta to osobnik, który z czworokątnego świata odrzucił fragment, co się zwie zdrowym rozsądkiem, i żyje w świecie trójkątnym.
Natsume Soseki

To co mnie zafascynowało w Marinie to właśnie to odrzucenie” zdrowego rozsądku”, by pozostać twórca prawdziwym dla widza i przede wszystkim dla siebie.marina-abramovic-performance

Ulay (maż Mariny) i Marina Abramović podczas jednego z performanc’ów siedzieli oparci o siebie plecami, ich włosy były związane w tej pozycji  medytowali przez kilkanaście dni po siedem godzin dziennie. W ostatniej godzinie na salę wpuszczani  byli widzowie.

Na fotografii Marina Abramovic i Ulay podczas perfomanc’u

Marina Abramović: 

„Bezruch, żadnych rozmów. Piliśmy jedynie wodę. Na początku było to piekło. Po pierwszej godzinie wszystko zaczyna cię boleć. Po dwóch, trzech godzinach czujesz, że musisz koniecznie zmienić położenie mięśni; trzeba to przetrzymać. Ale największą przeszkodą jest umysł. Zrazu chaos myśli w głowie, wzrastający ból wzmaga go jeszcze. Pytasz siebie: »po co ty to robisz, zostaw to wszystko w diabły, przestań się wygłupiać do cholery!«. A potem nagle całe moje ciało znika. Myśli zaczynają biec strumieniem, jedna za drugą. Zwalniają. Odstępy między płynącymi teraz coraz wolniej myślami zwiększają się. Obserwujesz to jakby z zewnątrz. Obserwujesz swoje myśli. Tam jest ten punkt. Gdy przetrzymasz ból, musisz tam wejść. Ciągle jeszcze patrzę w jeden punkt, ale nagle – szok! Widzę wszystko wokół siebie. Trzysta sześćdziesiąt stopni. A więc nie oczy – moje ciało widzi. Gdy tego doświadczysz, to zaiste szok. Czuję promieniującą energię. Widzę »aurę«, która otacza człowieka. Każdy może to zobaczyć. Tylko trzeba przekroczyć ten punkt koncentracji. […] Kiedy obserwujesz swoje myśli, zauważasz, że najpierw biegną szybko, potem zjawia się mała przerwa i gdy uda ci się w nią wejść, widzisz to, co Alicja widziała po drugiej stronie lustra. […] Zachodnia wiedza jest książkowa, a prawdziwa wiedza płynie z doświadczenia. Tam trzeba szukać prawdy”.