Dziś urodziny Wilczycy – wypisy z Dzienników Wirginii Woolf


Calla lillyTom BarilZaczytałam się w Dziennikach Virginii, chciałam być bliżej jej świata, myśli, uczuć. Poczuć atmosferę tamtych dni. Wiedzieć co i gdzie pisała, iść śladami jej stóp. Upłynęło 130 lat odkąd pojawiła się na tym ziemskim padole, a ja czytam ją nadal jednym tchem. 

Virginia Stephen, 1903.

SOBOTA, 16 STYCZNIA

Myślałam sobie, jak bardzo jestem szczęśliwa, nie doświadczając już tych wzruszeń, które, jak mi się kiedyś wydawało, składają się na szczęście. L. i ja spieraliśmy się na ten temat przez dłuższą chwilę. Także na temat bezsensu wszelkiej ludzkiej pracy, chyba że uznać ją za sposób na uszczęśliwianie wykonujących ją ludzi. Pisanie jest dla mnie obecnie rozkoszą tylko dlatego, że uwielbiam pisać i, zupełnie szczerze, nie dbam o to, co powiedzą inni, bardziej niż o zeszłoroczny śnieg.

 

virginia-woolf/vanessa-bell-stephens

Siostra  Virginii (Woolf) – Vanessa (Bell) Stephens

25 stycznia 1915

Moje urodziny – niech no wyliczę wszystko, co dziś dostałam. L. przysiągł, że nic mi nie ofiaruje, a ja, jako dobra żona, uwierzyłam mu bez zastrzeżeń. Tymczasem podkradł się do mojego łóżka z niewielką paczuszką, w której była prześliczna zielona portmonetka. I przyniósł mi śniadanie i gazetę z wiadomością o zwycięstwie na morzu (zatopiliśmy niemiecki okręt wojenny), i prostokątna paczkę owiniętą w szary papier, w której znajdował się „Opat” – śliczne pierwsze wydanie. Miałam więc bardzo wesoły i przyjemny poranek – który jednakże nie dorównał przyjemnościom popołudnia. Zabrano mnie do miasta, zupełnie za darmo, i zafundowano mi najpierw kinematograf, a następnie podwieczorek w herbaciarni u Buszarda. Chyba od dziesięciu lat nikt nie świętował moich urodzin. A to naprawdę był urodzinowy dzień – ładny, mroźny, wszystko świeże i wesołe, tak jak powinno być, a nigdy nie bywa (…)

Virginia Woolf at Garsington 1923

Virginia Woolf at Garsington 1923

WTOREK, 30 MAJA  1931

Tak powrót do domu po wakacjach to przypuszczalnie najpodlejsza rzecz na świecie. Nigdy nie miałam poczucia takiej bezcelowości, takiego przy- gnębienia. Nie mogę czytać, pisać ani myśleć. Tu nie ma żadnych wzlotów. Jest komfort: ale kawa nie aż tak dobra, jak przypuszczałam. I umysł mam wyczerpany — dosłownie nie mam siły żeby podnieść pióro. Muszę zrobić jedną rzecz: ustawić ją— mam na myśli swoją maszynerię— na torach i popchnąć solidnie. Boże — jakże ją wczoraj pchałam, żeby ponownie zastartowała w stronę Goldsmitha. Jest ten napisany do połowy artykuł. Lord Salisbury poniedziałek kiedyś o wygłaszanych przemówieniach, że są jak odgrzewane resztki wczorajszej kolacji. Ja widzę biały tłuszcz na stronach tego artykułu. Dziś jest może nieco cieplejszy — letni posiłek: plaster zimnej baraniny. Przychodzi mi do głowy, że ten stan — moja depresja — to jest stan, w jakim zwykle znajduje się większość ludzi.

Gisèle Freund [Virginia Woolf] 1939

PONIEDZIAŁEK, 5 PAŹDZIERNIKA  Chcę tylko zanotować, że aż drżę ze szczęścia, ponieważ Harold Nicolson  zadzwonił i powiedział, że Fale to arcydzieło. Aha, zatem to wszystko nie  było całkowitą stratą. To znaczy wizja, której tu doświadczyłam, działa jakoś na cudze umysły. Teraz papieros, a potem powrót do trzeźwego pisania.

 PIĄTEK, 9 Październik

 Naprawdę, ta „niezrozumiała” książka spotyka się z lepszym przyjęciem niż jakakolwiek inna przed nią. I sprzedaje się—jakie to zaskakujące, jakie dziwne, że ludzie są w stanie czytać tę trudną, męczącą rzecz!

ŚRODA, 14 PAŹDZIERNIKA

Notuję. Fale pobiły wszystkie moje Książki: sprzedało się już blisko pięć tysięcy; robimy dodruk. Recenzje, myślę, na razie najcieplejsze. Jednak Vita  oceniła  książkę jako dramatycznie nudną— przynajmniej pierwszych sto stron. „No i co ja mam powiedzieć Virginii? Nie jestem w stanie przez to  przebrnąć”. 

SOBOTA, 17 PAŹDZIERNIKA 1931

Więcej o Falach. Przez ostatnie trzy dni sprzedaż spadła; po tym nagłym wybuchu, wtedy sprzedawaliśmy po pięćset egzemplarzy dziennie, tak jak przewidywałam, słomiany ogień zgasł. Oznacza to, że czytelnicy biblioteczni nie są w stanie przebrnąć przez tę książkę i odsyłają egzemplarze z powrotem. Przepowiadam więc, że teraz to będzie kapać powolutku, aż dojdziemy do sześciu tysięcy, a następnie zamrze niemal, ale niecałkowicie. Książka została bowiem przyjęta — powiedzieć mogę, cytując bez próżności utarte sformułowania — z aplauzem. Grozi mi teraz naprawdę , że oto zostanę czołową powieściopisarką, i to nie tylko dla snobów. Żeby zobrazować, jak powolna jest ta książka — nie tylko Vita i Dotty uznały pierwszych sto stron za skrajnie nudne, ale jak dotychczas (dziesięć dni po publikacji) otrzymałam tylko trzy listy na jej temat. Entuzjazm Nessy jest najjaśniejszym punktem.