To skutek indoktrynacji?


Obejrzałam na Festiwalu film, do którego wracam myślami. Może dlatego, że nie mogłam doszukać się jednoznacznej odpowiedzi na wiele pytań i tym sposobem zostały we mnie.

To był obraz Cristiana  Mungiu ” Za wzgórzami”-(Au-delà des collines ). Film oparty na książce „Spovedanie la Tanacu”  Tatiany Niculescu Bran.

coperta_spovedanie

Tatiana Niculescu Bran Autorka jest redaktorką z BBC World Service. Dziennikarka dotarła dzięki swojej determinacji do świadków pewnych bulwersujących zdarzeń. Otóż w XXI wieku w klasztorze
w Mołdawii, zmarła młoda dziewczyna z przywiązana do prowizorycznego krzyża, po odprawionych wcześniej egzorcyzmach. W zasadzie nie wiadomo do końca co się naprawdę wydarzy.

Niektórzy oskarżają opata klasztoru i mniszki, którzy poddali dziewczynę średniowiecznemu rytuałowi. Są jednak tacy, którzy winę przypisują lekarzom, którzy nie dość dobrze ocenili stan psychiczny dziewczyny.

zawzgorzami0

Kwestia jest dosyć złożona, ponieważ bohaterka wywodzi się z sierocińca. Obie bohaterki wywodzą się z tego samego miejsca, tam zrodziło się ich uczucie. Wszystkie opisywane zdarzenia umieszczone są na tle określonych uwarunkowań społecznych: biedy, skorumpowanych lekarzy, zachodnich pedofilów. Jak twierdzi sam reżyser autorka książki dotarła do wielu świadków, każdemu z nich oddając głos. „Spowiedź w Tanacu” to ponad 40 wywiadów, które pisarka przeprowadziła  w ciągu roku. Rozmawiała z Danielem Corogeanu – kapłanem, siostrami zakonnymi z Tanacu, z lekarzami County Hospital, oficerami  sądowymi z Vaslui County, z przyjaciółmi Iriny w sierocińcu, z prawnikami i ludźmi związanymi z  Kościołem,a także psychologami, księżami, lekarzami medycyny sądowej. 

Beyond_the_Hills2

Dla autorki książki temat jest ważny, nie tylko dla społeczności Rumunii, ale całego świata, dla nas wszystkich.

Trudno mi się z tym nie zgodzić po obejrzeniu filmu. Do dziś zadaje sobie pytanie, „który z mechanizmów zawiódł? „A może wszystkie po kolei. To jest ważna kwestia, by  przyszłości do takich incydentów nie dochodziło, byśmy się wzajemnie lepiej rozumieli. 

Za-wzgórzami-

W tym filmie zmieszało się wiele kwestii naraz: gorączkowa, czysta miłość(dla kościoła i społeczności nie do zaakceptowania), oszustwa i naiwność, przydzielenie sobie niewłaściwych kompetencji, kompletna znieczulica niektórych społecznych i państwowych instytucji, ale także kościelnych, a   nade wszystko zwykła ludzka głupota. 

Dla mnie ważny był także dialog miedzy bohaterkami. Pamiętam,  że obie próbowały się wzajemnie przekonać do określonych racji. Jedna postrzegała rzeczywistość zgoła jedynie przez pryzmat wiary, druga właściwie całkowicie ją odrzucała. Film jest ważny, bo stawia kolejny raz pytanie o wartości, o ich sens. Nie wiadomo co spowodowało nagłą przemianę w jednej z bohaterek do tego stopnia, że odrzuca przyobiecaną kiedyś miłość. Patrząc na postać młodej zakonnicy, nie odczułam, by reżyser wystawiał religii niepochlebną opinie. Odniosłam wrażenie, że to „miotanie” się Voichiţy i zawieszenie pomiędzy wiarą a pamięcią o miłości do Aliny jest niesamowicie autentyczne. Była niezwykle wyciszona, spokojna, może nieco naiwna, ale gorliwie i uparcie dążąca do tego czego pragnie. Alina była jej całkowitym przeciwieństwem – pełna energii, siły, przesiąknięta urokami życia na zachodzie, skąpana w miłości do swojej przyjaciółki, ale jakby przez to twardo i realnie stąpająca po ziemi. Była gotowa przyjąć świecenia i pozostać w klasztorze, by móc by blisko Voichiţ’ y. Miedzy obiema rozgrywa się nieustanny dyskurs o wyższość wiary nad wyzwaniami doczesności. Alinie wydaje się, że jej przyjaciółka przesiąkła językiem klasztoru, boi się jej fanatycznego podejścia do wiary. Przypomniałam sobie fragment rozmyślań Kisiela i wydawał mi się godny przytoczenia w tym momencie. 

„Ze zdziwieniem stwierdzam, że wszyscy mają rację – przynajmniej jeśli chodzi o mnie. Gdy tylko rozgadam się szerzej z kimkolwiek, choćby to był ktoś, kogo postępki i poglądy drażnią mnie i gniewają, zapoznawszy się z jego światem psychicznym, z jego motywami, z jego przeżyciami, z jego sposobem myślenia, muszę przyznać, że on ma – na swój sposób – rację. Każdy ma na swój sposób rację i każdy potrafi mnie przekonać. Co gorsza – ja nie potrafię przekonać nikogo. Dyskutując z kimś uważam za swój święty obowiązek mówić jego językiem, postawić się na jego płaszczyźnie pojęciowej i uczuciowej, bo wydaje mi się, że tylko w ten sposób zdołam go przekonać naprawdę. Tymczasem zawsze okazuje się to złudą; gdy zaczynam mówić językiem mego polemisty, to, po pierwsze, robię to, oczywiście, znacznie gorzej od niego (prosię, mimo najlepszych chęci, nie nauczy się gęgać jak gęś), po drugie zaś, polemista mój, widząc, że mówię jego językiem, dochodzi do wniosku, iż we mnie nie ma niczego więcej niż w nim, wobec czego zaczyna mnie lekceważyć. Nie jesteśmy zaś skłonni dać się przekonać temu, kogo lekceważymy. W rezultacie nie tyle ja go przekonam, co on mnie.

Wynikałby więc z tego wniosek, że chcąc ludzi przekonać, nie należy mówić ich językiem, lecz własnym, należy zmusić ich do walki na naszym podwórku, na którym poruszamy się pewniej niż oni, należy sprawić, aby przyjęli nasz język, co będzie możliwe, gdy im ten język zaimponuje. Należy więc ludziom dla ich dobra imponować – dla ich dobra, bo jeśli mój pogląd jest słuszny (a tak uważa każdy), to aplikować go należy innym w ich własnym interesie. Pytanie tylko, jak ma zaimponować ludziom ktoś, komu właśnie oni imponują. Ja jestem tym kimś. Ludzie imponują mi przez to, że mają inne poglądy niż ja, także przez to, że każdy z nich ma swoją rację, rację, którą widzę dokładnie; jest ona uwarunkowana ich strukturą psychofizyczną, ich temperamentem i wykształceniem, warunkami ich życia itd. Widzę wyraźnie, że na ich poglądy złożyło się mnóstwo czynników, których korzenie tkwią częstokroć w dalekiej przeszłości i że próba zmiany tego stanu rzeczy przez kilka minut (a choćby i godzin) mojego gadania, jest próbą śmieszną i – co gorzej – nieuczciwą. Jeśli bowiem mimo wszelkich moich skrupułów zdecyduję się na ową próbę przekonania ich i próba ta powiedzie mi się, będzie to po prostu zwykłym szarlataństwem i hochsztaplerstwem. Ktoś, kto w ciągu godzin usiłuje zmienić to, na co się złożyły lata, daje dowód, że jest hochsztaplerem, jeżeli zaś udaje mu się zrealizować swe zamierzenia – jest hochsztaplerem niebezpiecznym. Mnie jednak ten zarzut nie grozi, należę bowiem nie do tych, którzy przekonują, lecz do tych, których przekonują. Wynika to, jak się rzekło, stąd, że usiłuję dyskutować lojalnie, językiem przeciwnika, na jego płaszczyźnie myślowo-uczuciowej, a przez to daję mu szansę większe niż sobie: jeśli hokeista chce z bokserem walczyć nie na kije i krążki, lecz na pięści, to oczywiście już po chwili mamy z niego smutny befsztyk. Zupełnie inaczej byłoby, gdyby nasz hokeista z punktu rąbnął boksera kijem hokejowym po grdyce. Tylko na chwyty niedozwolone trudno odpowiadać, dlatego też ten, komu chodzi nie o czystą walkę, lecz o zwycięstwo, bez nich się nie obywa. Jeśli natomiast ktoś chce dyskutować z każdym w jego języku, nie rokuję mu powodzenia – każdy go przekona.”S. Kisielewski, Rzeczy małe, Warszawa 1998.

Przypomniałam sobie też Hegla z jego rozumieniem dialektyki : „każda teza (idea) ma zawsze swoje przeciwieństwo zwane antytezą”?

Wątpię czy bohaterki doszłyby kiedykolwiek do porozumienia. Racje każdej z nich miały swoje uzasadnienie. Wszystko jednak komplikuje się jeszcze mocniej, gdy młodziutka zakonnica pragnie, by Alina pozostała w klasztorze, może łudzi się, że ta kiedyś spojrzy Bogu w twarz…

Kiedy w Alinie rodzi się bunt wobec tego kim staje się jej przyjaciółka i swoim zachowaniem daje temu ostry wyraz, zostaje odebrana jako nawiedzona przez diabła, którego mieszkańcy klasztoru chcą z niej przepędzić. Sytuacja wydaje się absurdalna. Rozsądek podpowiada bowiem, że jest na to lekarstwo,  że obłęd w jaki popadła dziewczyna tłumaczy się szaleńczym uczuciem i niemocą wyrwania przyjaciółki z więzów klasztornych oraz silną depresją. 

Beyond_the_Hills_de_Cristian_Mungiu4

Reżyser nie obwinia wiary jako takiej, ale każe nam się po raz kolejny przyjrzeć całemu systemowi wartości, warunkom społecznym w jakich dorastały obie dziewczyny. Dla jednej z nich miłość jest tym co otrzymała najpiękniejszego w darze od życia, dla drugiej wiara, która wzmacnia ją i przynosi siłę. Problem Voichiţy polega na tym, że ona sama nie potrafi podjąć żadnej ostatecznej decyzji. Rezygnacja z jednego, bądź drugiego osłabia ją i wyzwala ciągłe wyrzuty sumienia. Dla Aliny zmiana jaka zaszła w przyjaciółce jest czymś dalece niepokojącym. 

Beyond_the_Hills

Trzeba sobie zadawać pytanie: jak do tego doszło? Trudno nie dostrzec braku wrażliwości i ciemnoty, tylko jak szukać winnych, skoro mieszkańcy żyją w oddaleniu, tak jak potrafią, na tyle ile pozwalają im na to warunki….
A jednak we mnie rodzi się bunt – tak nie można! Głupoty i braku empatii nic nie usprawiedliwia. Może dlatego czasami boje się tych co najmocniej głoszą prawdy wiary, bo zastanawiam się jak naprawdę wygląda ich życie wewnętrzne i to zewnętrzne przede wszystkim. Powinniśmy być zdolni do zaprzeczania różnym doktrynom , jeśli godzą one w nasze istnienie. Potrzebna jest dyskusja o granicach wpływu na drugiego człowieka, bo nawet najlepszymi intencjami można wyrządzić drugiemu człowiekowi krzywdę. 

Beyond_the_Hills_de_Cristian_Mungiu