Lekcja Yasujirō Ozu


my-critic

Długo, by pisać  o tej gonitwie myśli, której efektem stanie się ten wpis. Zbliżają się święta, atmosfera udziela się coraz bardziej, nawet jeśli ma się do tego duży dystans.  W tym roku, z przyczyn mi dotąd nieznanych, moje rozmyślania w szczególny sposób krążą wokół ludzi, których dłonie świadczą o tym, że są na tym świecie nieco dłużej niż ja. Często zastanawiam się jaka jest starość, ta na co dzień. Patrze z zaciekawianiem na pomarszczone twarze, zmęczone oczy i spracowane dłonie. Jakbym chciała wyczytać z nich całych jakaś tajemnice życia, przemijania, walki z czasem. Przyglądam się z zażenowaniem gdy niecierpliwa ekspedientka obsługując maleńka staruszkę, gromi ją spojrzeniem, zdradzając przy tym ogromne zniecierpliwienie, bo ledwie poruszająca się starowinka nie może wygrzebać skostniałymi dłońmi dwóch groszy z portfela. Gdy mijam wolno autobusowe przystanki zatrzymuje na moment wzrok, widzę jak zgrabiałymi dłońmi, nieporadnie, trzymają swoje rzeczy, jakby to był najcenniejszy skarb…Wsparci na laskach, pokurczeni w sobie, jakby przepraszali, że są…

homeless_1177224147_b

Te wszystkie rozmyślania przywiodły mnie do wspomnień, jakie wywołał we mnie film Yasujirō Ozu „Tokijska opowieść” . To jeden z moich ulubionych reżyserów. Cudny minimalista!
Z czym należy go kojarzyć? Z wewnętrznym spokojem, ascetyzmem wypowiedzi, oszczędnością środków wyrazu.

I chociaż jego filmy mocno zatopione są w rzeczywistości, to należy pamiętać, że fabuła nie daje prostych odpowiedzi, zdarzenia pełne są luk i niedomówień. Ozu był niepowtarzalny! Jak wspominał w swojej książce K.Loska: „[…]fabuła filmów Ozu pozbawiona była dramatyzmu, typowego dla filmów hollywoodzkich. […] Nigdy nie była oparta na zależnościach przyczynowo- skutkowych, serii punktów kulminacyjnych i zwrotnych, ale raczej na lukach,pomijaniu kluczowych epizodów. Specyficzny sposób przedstawiania zmuszał widzów do zaangażowania, nieustannej aktywności w uzupełnianiu tego, co nie zostało pokazane w sposób bezpośredni.”Jaki jest bohater jego filmu? Często uwikłany w giri – japońska powinność wobec bliskich, samotny choć żyjący w relacjach z bliskimi. Żeby zrozumieć jak bardzo istotne jest to pojecie trzeba sięgnąć do B. Ruth i jej książki : Miecz i chryzantema. Autorka podaje następujące wyjaśnienia:
Giri. Zobowiązania, które muszą zostać spłacone co do grosza w określonym czasie, odpowiednio do wielkości przysługi.

Giri wobec świata:
Obowiązki wobec suwerena; obowiązki wobec powinowatych; obowiązki wobec osób nieskoligaconych, od których otrzymało się on np. przyjmując od nich pieniądze, przysługę,pracę; obowiązki wobec osób dalej spokrewnionych (ciotek, wujów, siostrzeńców i siostrzenic) nie wynikające z on nakładanego bezpośrednio przez nich, lecz z on otrzymanego od wspólnych przodków.

Giri wobec własnego imienia (japońska wersja die Ehre): obowiązek oczyszczenia własnej opinii od zniewagi lub zarzutu uchybienia np. powinnościom feudalnym lub obowiązkowi wendety (nb. wyrównywania rachunków tego rodzaju nie uznaje się za działanie agresywne); obowiązek zawodowej kompetencji i bezbłędności; obowiązek przestrzegania zasad „bycia Japończykiem”, czyli zgodne z regułami okazywanie szacunku, prowadzenie życia odpowiednio do zajmowanej pozycji, hamowanie wszelkich przejawów emocji w nieodpowiednich sytuacjach itp.

Teścia nazywa się ojcem-przez-giri, teściową matką-przez-giri, szwagrów i szwagierki braćmi i siostrami-przez-giri; to ostatnie dotyczy zarówno rodzeństwa  współmałżonka, jak i małżonków rodzeństwa. W Japonii małżeństwo jest kontraktem zawieranym przez rodziny narzeczonych; zobowiązania wobec drugiej rodziny, które z tego kontraktu wynikają, ponosi się przez całe życie „ze względu na giri”.

To co mnie mocno w tym filmie uderzyło, to prostota w przekazywaniu upływu czasu, przemijalności i zgody na to przemijanie. Łagodne pogodzenie się z biegiem zdarzeń, zmian i czasem, który nieustannie przynosi zmiany. Te zmiany zachodzące wokół bohaterów Ozu, nie zawsze są dla nich korzystne. Największy problem mają z tym ludzie starsi. Reżyser dostrzegał, że społeczeństwo japońskie zmienia się, zmieniają się też wartości. Wtedy też istniał problem kapitalizmu i wzrostu konsumpcjonizmu. Od tego czasu niewiele się zmieniło. Można, by rzec, że te same problemy nabrzmiały jeszcze bardziej.
Żeby spojrzeń na rodzinę w filmach Ozu i relacje międzypokoleniowe trzeba pamiętać, że nadal funkcjonuje wierność i posłuszeństwo. 

repertuar__tokijska-opowiesc_23

Dla dzisiejszego Japończyka wierność, o której mówią opowieści z dawnych czasów, pozostaje w sferze przyjemnych mrzonek. Obecnie „spłata giri” wcale nie oznacza lojalności, którą człowiek winien jest swemu wodzowi, ale określa się w ten sposób różnego rodzaju obowiązki spełniane wobec rozmaitych ludzi. Stale używane dzisiaj sformułowania nacechowane są negatywnie i podkreślają nacisk opinii publicznej, która zmusza człowieka wbrew jego chęciom do spełniania giri. Mówi się: „zawieram to małżeństwo tylko dla giri”; „z powodu giri musiałem dać mu pracę”; „spotkam się z nim wyłącznie ze względu na giri”. Ciągle używa się określenia „być uwikłanym w giri”, które słowniki tłumaczą jako „być zobowiązanym do czegoś”. Japończycy powtarzają: „zmusił mnie do tego przez giri”, „wciągnął mnie w to dzięki giri”, i we wszystkich wypadkach oznacza to, że ktoś, powołując się na spłatę jakiegoś on, skłonił mówiącego do zrobienia czegoś, czego ten nie zamierzał lub nie chciał robić. 

Pomyślałam o filmie Ozu – fabuła dotyczy wyjazdu starszego małżeństwa do Tokio , chcą odwiedzić swoje dorosłe dzieci. Kiedy się z nimi spotykają nic nie jest takie, jakim być powinno. Młodzi są zabiegani, sfrustrowani, uwikłani, patrzą na świat zbyt materialistycznie. Miasto całkowicie ich wchłonęło. Kiedy oglądałam te kadry i przypomniałam sobie fragmenty z książki R. Benedict pomyślałam, że to o tym pojęciu giri wspominała, ono się całkowicie zdewaluowało. Młodzi czuja się raczej obarczeni wizytą swoich starzejących się rodziców. Z przerażeniem odnajdywałam w tym filmie obserwowaną przez siebie codzienność. Dziadek i babcia – matka i ojciec – są raczej utrapieniem. Córki i synowie tylko pozornie próbują sprawić, by ci czuli się dobrze podczas wizyty. Ich obecności meczy ich, psuje plany, wiec wzajemnie przerzucają na siebie opiekę nad nimi podczas pobytu w Tokio. Czymże jest w tym wszystkim choroba matki, dla której podróż i tak była trudna. Czy jej nagła śmierć była jakimś symbolem, niedopowiedzeniem…Onomichi Story 

Ten film i moje refleksje nastroiły mnie dziwnie, melancholijnie i już nie mogę przestać o tym myśleć. I cóż, że fabuła toczy się wolno, że aktorzy grają raczej z pewną maniera, skoro Ozu sprawił, że boli, że chce się myśleć o tym, a może nawet zmieniać świat na lepsze. I to od jutra! Ale reżyser daje też nadzieje – jest nim jego synowa symbol przetrwania ważnych dla nas wartości mówiących o poszanowaniu dla ludzi, którzy kiedyś obdarzyli nas życiem. Ona jedna znajduje dla staruszków czas i podejmuje się opieki na czas i ich pobytu w mieście. g-2