Wobec dylematu – optymizm czy pesymizm? / Optimism or pessimism?


Henri Cartier-Bresson

Henri Cartier-Bresson

Wiele razy zastanawiałam się czy powinnam pozostać niepoprawna optymistka, czy raczej zachować w sobie te dosyć pokaźną dawkę pesymizmu. Rzec, by można, że optymizm jest niejako wpisany w naszą kulturę(biorąc chociażby pod uwagę wiarę  w życie przyszłe i raj na nas oczekujący). Czy dzięki takiemu nastawieniu żyje nam nam się lepiej?

W swoich przemyśleniach poszłam nieco dalej, ponieważ zastanawiałam się czy można przyjąć, że istnieje tzw. niezdrowy optymizm. Czy zakładanie czegoś na wyrost np. sukcesu, nawet ponad nasze możliwości, trochę na przekór faktom – szkodzi czy pomaga?
A jeśli z góry założę, choć nie ma ku temu żadnych przesłanek, że na pewno znajdę dobrą prace, wiec mogę zaciągnąć dług u przyjaciela. A jeśli targnę się na coś, co realnie nie ma szans powodzenia, bo zwiedzie mnie zbytnia wiara we własne możliwości? 

Czy zatem optymizm może być przyczyna kłopotów? 

Kiedyś natknęłam się na artykuł D. Dolińskiego, w którym napisał: ” Optymizm doprowadził do zguby miliony ludzi. Tragedie średniowiecznych wypraw krzyżowych miały swe źródło w założeniu, że Bóg da zwycięstwo rycerzom udającym się do Ziemi Świętej w słusznej sprawie. Naturalną konsekwencją takiego założenia było przeświadczenie, że nie ma co zaprzątać sobie głowy przygotowaniami do długiej, wyczerpującej podróży i zaciętej walki. Destruktywny wpływ pozytywnych iluzji znalazł swoje apogeum w tzw. krucjacie dziecięcej, w której przeciw uzbrojonym po zęby przeciwnikom wysłano tysiące młodych ludzi. W latach 30. w Europie żyło wiele milionów Żydów. Bez wątpienia tylko niektórzy z nich mieli prawne i materialne możliwości opuszczenia swego domu i wyemigrowania do Stanów Zjednoczonych czy któregoś z krajów neutralnych, ale i spośród tych, którzy mieli takie, szanse uczyniło to niewielu. Dominował bowiem optymistyczny pogląd, że Hitler zaspokoił już swoje imperialne apetyty i do kraju, w którym mieszkają, nie wkroczy…  Czy więc optymizm jest zły, autodestruktywny, niepożądany? Bez wątpienia, nie. W pewnych jednak wypadkach, wtedy gdy zagrożenie jest realne, może jak widzimy stanowić pułapkę. Na szczęście, w większości przypadków nasz organizm sam wie, co jest dla nas dobre, i trafnie podpowiada nam, czy w określonej sytuacji być pesymistą, czy też optymistą. Bezpośrednio po wybuchu elektrowni atomowej w Czarnobylu prowadziliśmy wraz z Wojciechem Gromskim i Ewą Zawiszą badania nad spostrzeganiem zagrożenia związanego z podwyższonym promieniowaniem radioaktywnym. Okazało się, że większość z tych osób, które demonstrowały nierealistyczny optymizm co do zagrożenia własnego zdrowia, ignorowała wszelkie zalecenia zdrowotne. Co wszakże ciekawe, w badaniu tym nierealistyczni optymiści stanowili wyraźną mniejszość. Dominowało zjawisko, które nazwać można nierealistycznym pesymizmem większość badanych uważała się za bardziej narażonych na negatywne skutki promieniowania niż badany przeciętny! Charakterystyczne jest przy tym, że właśnie temu przeświadczeniu towarzyszyła aktywność ukierunkowana na uniknięcie zagrożenia  unikanie przebywania na świeżym powietrzu, picia mleka, jedzenia nowalijek gruntowych itp. Tak więc, na co dzień większość z nas jest nierealistycznymi optymistami. I taka postawa optymalizuje nasze funkcjonowanie, uwalniając nas od niepotrzebnych niepokojów. W sytuacji zagrożenia taka sama większość staje się jednak nierealistycznie pesymistyczna. I to także optymalizuje funkcjonowanie, bo ułatwia unikanie niebezpieczeństw.” 

3106Peter Lindbergh Peter Lindbergh

Właściwie nie potrafię do końca stwierdzić jaką przyjmuje na co dzień postawę, bo z jednej strony zakładam, że to co zaplanuje  musi się udać,  ale z drugiej strony często wieszcze przegraną i  skupiam się na negatywach, jakbym sama chciała potem z  satysfakcją stwierdzić:” a jednak udało się”.

Uspokoiłam się, kiedy przeczytałam, że jest to zupełnie prawidłowy mechanizm. W zasadzie złapałam się na tym, że taka asekuracja, wydobywanie negatywów powoduje u mnie większą koncentracje na tym, aby określone działanie  zrealizować jak najlepiej. Często przewiduje jak najgorszy scenariusz i to pomaga mi uniknąć błędów.

Obserwuje ludzi mi bliskich, którzy wiele problemów, z powodu wrodzonego optymizmu, traktują z lekceważeniem i nieostrożnie. W skutek czego bagatelizują spodziewane konsekwencje  i ponoszą klęskę.
Czyżby zatem należało znowu odwołać się do Arystotelesowskiego złotego środka? A może jednak pozostać radosnym optymistą i założyć różowe okulary? A jeśli pesymizm nie jest taki zły?