Jesteśmy tacy, jakimi chcieliśmy siebie uczynić? /Are we doing what we like?


56Od dłuższego już czasu zastanawiam się dlaczego ludzie nie realizują swoich pasji? A jeśli nawet, to czynią to nieliczni. Dlaczego tak wiele osób podejmuje się zajęć, które nie sprawiają im przyjemności?
Dlaczego praca, jak mówi K. Robinson „nie jest dla nas sensem istnienia”. Oczywiście w tym najlepiej pojętym znaczeniu. Skąd pomysł, by zgadzać się na życie, które nas mierzi, na pracę, która nas nie satysfakcjonuje, nie cieszy?! A może zbyt szybko rezygnujemy, poddajemy, i z łatwością wyszukujemy przeszkody, które stają się doskonałym powodem, by niczego nie zmieniać. I tak trwamy w marazmie. 

Z żalem i litością przyglądam się tym, którzy myślą w pracy jedynie o tym, by czas upłynął  im jak najszybciej. Mijam ludzi o sfrustrowanych, zmęczonych twarzach z wypisaną na nich rezygnacją… Dlaczego nie realizujemy swoich najskrytszych marzeń…?!

Przykro jest myśleć, że spotykasz co dnia ludzi, których na pewno nie połączyła wzajemna pasja i szacunek do tego co powstaje dzięki  ich zaangażowaniu.
Gdzie leżą przyczyny tego, że się poddajemy? Co nam przeszkadza w tym, by realizować to, w czym jesteśmy najlepsi, co wywołuje uśmiech na naszych twarzach.
Trudno mi wyobrazić  sobie tłum uśmiechniętych ludzi, jadących do pracy.

Nawiasem pisząc:), zastanawiam się, czy kiedykolwiek ktoś zastanowił się nad tym dlaczego mam problem z tabliczką mnożenia i algebrą, zaś doskonale odtwarzam na kartce papieru figury geometryczne, zapamiętuję ludzkie twarze i dostrzegam detale. Czy ktoś odkrył kiedyś, że mam duże poczucie rytmu…?  Tymczasem panie z matematyki udowadniały mi na każdym poziomie edukacyjnym, że jestem pacanem i zapewne zdołam się jedynie otrzeć, przy dobrych wiatrach o szkołę zawodowa. A gdyby ktoś zechciał się pochylić  dostrzec, zrozumieć i poświecić czas. Gdyby nie wiara rodziców we mnie pewnie już dawano bym się poddała.  Ken Robinson powiedział kiedyś:  „Jestem głęboko przekonany,  że prawie nie wykorzystujemy potencjału naszych talentów. Większość ludzi w trakcie swojego życia nie wie jakie posiadają uzdolnienia, i czy w ogóle je ma. Spotykam różnych ludzi, którzy nie wierzą, że są w czymś dobrzy.” 

Fulvio Pellegrini

Kwestia, która poruszam wydaje się mieć wiele aspektów, na pewno składa się na ten problem wiele czynników, ale za najgłówniejszy uważam zaprzepaszczenie własnych talentów. 
Wyobraźmy sobie, że nasze wizje ,te dziecięce,że mogą się urzeczywistnić  że nie myślimy tylko o tym co codzienne i powszednie, że sięgamy dalej i wyżej( i nie mam tu na myśli kariery, choć ta bywa silnym motywatorem). 
Zadałam dzieciom temat pracy:” udało ci się spełnić to marzenie” (ale poprosiłam , by napisali jak je zrealizowali oraz kto lub co im w tym pomogło. Mieli wybrać najbardziej szalone pomysły). Okazało się, że oni doskonale wiedzieli co zrobić, do kogo się zwrócić, z jakimi przeciwnościami będą walczyć. To była dobra lekcja dla mnie i dal nich. Jak później sami stwierdzili : „nie taki diabeł straszny”, a niemożliwe okazało się całkiem realne. 

A gdyby im to umożliwić? Przyjrzeć się  bliżej temu kim są i jacy są, co lubią naprawdę, nie dławic ich wiedzą, która tłamsi ich zapał i entuzjazm. Thomas Edison powiedział kiedyś:
„Nie przepracowałem ani jednego dnia w swoim życiu. Wszystko co robiłem, to była czysta przyjemność”. Może wielu z nas nikt nigdy nie zapytał kim chcielibyśmy być …
Przypominasz sobie? Pamiętasz kim chciałeś zostać? Co chciałeś robić? Zostać lekarzem? Produkować dobre wina? By aktorem? Znam takich, których marzeniem było kierować  tramwajem.
Mamy czeto taką przywarę, że chcemy karcić wskazywać gotowe rozwiązania. Nie stajemy się drogowskazem czy mentorem, a jedynie egzekutorem. Sprawdzamy, kontrolujemy, oceniamy efekt końcowy, przyglądamy się tylko wycinkowi prawdy o danym człowieku. Testujemy go, egzaminujemy i jakąś część gubimy po drodze,(na egzaminie w klasie szóstej nie ma zadań aktorskich, nie gra się na instrumencie, i nie ma rzutów do kosza). 

Zdarza się często, że sami przycinamy sobie skrzydła już na samym początku. Może należałoby zda sobie pytanie: „Czego konkretnie chce się nauczyć?” .”Dlaczego mi na tym zależy?” Co muszę  wiedzieć, jeśli chodzi  o nowa prace, umiejętność, nowe hobby, nowe wyzwanie. Łatwiej jest nam przecież wtedy, gdy mamy ustalony cel. Bywa, że wyznaczamy sobie cele zbyt odległe. Żądamy od samego początku zbyt wiele i nie wykazujemy dostatecznej cierpliwości. Jestem jednak pewna – pasja, energia, wiara w siebie i szaleńczy  zapał jeszcze nikomu nie zaszkodziły. 

 Czy łatwiej żyje nam się  ze świadomością zmarnowanego czasu? Trawienia go na to co należy, co jest jedynie konieczne i zgodne z rynkiem pracy?! 

Gdybym się nie uparła, a rodzice nie okazaliby krztyny wyrozumiałości dla mojej pasji, pewnie siedziałabym w jakimś biurze, przyjmując z przekąsem natrętnych klientów. Zawsze wiedziałam, że nie będę miała posady, która podniesie mój prestiż. Wiedziałam doskonale, że to nie jest zawód, dzięki któremu ” robi się kasę”, a mimo to z uporem maniaka konsekwentnie, na przekór moim pedagogom i ludziom nieżyczliwym, wytrwałam w swym postanowieniu.
Byłoby inaczej, nam wszystkim, gdyby praca wyzwalała w nas entuzjazm i wolę życia. Gdy to co robimy jest zgodne z nami łatwiej znosimy porażki. Szybciej się dźwigamy z upadku i podejmujemy kolejna próbę. 

Może zabrakło nam mądrości i jakieś równowagi, że zapomnieliśmy o tym, jak szybko rozwija się świat  (nigdy nie rozwijał się w takim tempie), byśmy zdołali przewidzieć co jest potrzebne, a co nie. Skąd taka pewność,  że nasze dziecko zechce za 15 czy 20 lat robić to, co dla niego wybraliśmy i  czy na pewno trafimy w zapotrzebowanie i dobry moment. 

Wykonywanie czynności, działań, pracy, która jest nam bliska powoduje, że zyskujemy emocjonalną stabilność, czujemy szacunek do siebie oraz innych ludzi, mocniej się angażujemy i identyfikujemy z tym co robimy. 
Zakorzeniły się w nas mocno nawyki, by wybierać to co  jest na czasie lub to, co przynosi pieniądze. Po drodze gubimy jednak coś co nazwałabym radością i szczęściem. Praca nie jest czymś co jest nam dane na krótko. Nie można zatem pochopnie dokonywać wyboru, w dodatku takiego, który nie jest w zgodzie z nami.

Warto podzielić się z innym nasza pasja, siła, energia- zarazić nią własne dzieci. To przecież takie proste – czas mija  nam szybciej, rośnie nasza samoocena, czujemy, że żyjemy tak, jak chcemy.

parkeharrison Fot.Robert and Shana ParkeHarrison

Nie powinniśmy być męczennikami własnej pracy. Życie powinno być dla nas przygoda. W końcu jesteśmy tutaj tylko na chwile. Dlaczego zatem nie chcieć przeżyć go w pełni, cala mocą. Dlaczego nie zostać radosnym marzycielem… Spróbować napisać własny scenariusz i pozwolić innym na to, by tworzyli zgodnie z własnymi umiejętnościami i marzeniami. Do tego potrzebujemy samozaparcia  
i samodyscypliny. Pieniądze są rzeczą drugorzędną. Zbyt wiele obserwuje, by nie wiedzieć, że ludziom udaje się zrealizować najbardziej szalone pomysły, dzięki którym nie martwią się o przyszłość. 

A może otaczamy się malkontentami niezdolnymi do działania, którzy usypiają nas i  zniechęcają?
A może to wina edukacji. Może powinniśmy uczy świeżo  upieczonych rodziców jak mają rozpoznawać talent i zdolności i temperament własnych dzieci.
A może nie traktujemy popełnianych przez nas błędów jako etapów dążenia do lepszego? 

I ostatnia rzecz- może już czas, by inni pomyśleli nad stworzeniem takich miejsc pracy, w którym damy z siebie to, co najlepsze, gdzie ujawnią się nasze talenty i zdolności. Dlaczego nieustannie mamy dopasowywać się do tego co jest. Ilu może być sędziów,managerów, bankierów, itp. Czas na ludzi podobnych do braci Lumière, Natalii Gonczarowej, Kukuczki – oni też mieli pod górkę.
Chciałoby się rzec: ” a teraz idźcie i zmieniajcie świat” :))