Drugi dzień z życia Stasi Bozowskiej


Fot. R. Doisneau

Dziś jest jeden z tych dni, w których Stasia ma wszystko zaplanowane. Należy zaznaczyć, że to co dla innych jest zwykłą oczywistością dla Stasi jest czymś arcyniemożliwym – np. „zaplanowany dzień”.

Już od rana jest jakaś  nieswoja, w myślach powtarza: „żeby tylko czegoś nie zapomnieć, żeby tylko nie zapomnieć…” Dlaczego to taki niezwykle ważny dzień? To DZIEŃ ZEBRANIA Z RODZICAMI! 

A przed ZEBRANIEM?  – KONSULTACJE!
Stasia grzebie w swoim komputerku przygotowuje zestawienia, obliczenia, zapisuje w notatniku obserwacje. Drukuje ocenki i …

Nasza Stasia ma zwyczaj ukrywania się przed „klientami”, gdy jeszcze czasu dużo, a przed nią stoi ciepły kubek herbaty…ale…nic z tego! Tym razem nie ukryła się zbyt skutecznie. Cichutkie pukanie do drzwi zwiastuje najgorsze. Nici z ciepłej herbatki. Nie pozbiera już myśli i nie uporządkuje dokumentów. Przecież powinna zrozumieć, ludzie biegną tutaj po pracy, no przecież ona jest tylko nauczycielką w szkole, zatem chyba nie stoi nic na przeszkodzie, by przyjęła rozmówcę przed planowanym czasem. [ Stasia pomyślała: „a gdyby to był zwykły urząd, jakieś biuro, poczta, wydział edukacji, tudzież zakład wymiany opon – czy ktoś przyjąłby ja przed czasem, czy po drugiej stronie ktoś okazałby się równie wyrozumiały jak ONA?” ]… Szybko rozwiała chmurę absurdalnych myśli  z nad głowy. W końcu – „KLIENT NASZ PAN”!  Tata Krzysia mówił długo, opowiadał o ostatniej rodzinnej wycieczce, życzliwie uśmiechając się do skrępowanej nieco Stasi, a ta przebierała nóżkami pod ławką, bo czas się kończył i czuła, że zaraz spóźni się na konsultacje. Kilka razy próbowała nawet kwitować rozmowę jakimś podsumowującym  stwierdzeniem, jednocześnie dźwigając tylną część ciała nieznacznie z krzesła, ale tata Krzysia szedł w zaparty. Przypomniało mu się jeszcze, że chciałby poznać oceny syna – to już tak na zakończenie i zapytać jak się zachowuje, bo „ostatnio też mają z nim w domu kłopot”. Na czole Stasi wystąpiły poty. Już czuła co się stanie, gdy pojawi się spóźniona pod salą. ( Zawsze była mało asertywna).

Wreszcie wybiła godzina! Udało się pożegnać tatę Krzysia. Tymczasem tłum rozjuszonych rodziców ustawił się pod  salami. Słychać przygłuszone rozmowy i szmery – to nie wróżyło nic dobrego… Stasia ma to „szczęście”, że do niej zwykle ustawiają się długie kolejki. Dlaczego? Nie, nie dlatego, że należy do tych charyzmatycznych nauczycielek co to za nic nie dopuszczają do siebie myśli, że mogłyby się mylić. ONI chyba po prostu lubią ze Stasią rozmawiać. Biegła po schodach ze stertą papierów w dłoniach i kluczem na smyczy(bo zawsze gubi), bała się podnieść wzrok, przecież nikt nie wie, że to tata Krzysia zabrał jej tyle czasu… Byli tacy co się życzliwie z NIĄ obeszli, ale niektórzy zgromili spojrzeniem.

Otworzyła salę… 

Wkroczyła przyjaźnie nastawiona mama Blanki, z góry przepraszając, że nie będzie jej na zebraniu, bo ma zaraz autobus. To nic, że Stasia nasza idealistka czekała na nią cztery godziny. W końcu Stasia nie jest w pracy, tylko w szkole.
Nauczycielka usiadła tuż obok mamy Blanki, ( i powtarzała sobie w myśli  ” teraz Stasiu pamiętaj- najpierw superlatywy, nie zaczynaj od negatywów”) .Tylko co tu powiedzieć jak Blanka ma już czwartą jedynkę, spóźnia się systematycznie na każdą lekcję Stasi i od kilku dni nie ma zeszytu…. Ale jak na porządnego pedagoga przystało nauczycielka  szuka jednak superlatywów:
-” proszę się nie martwić, ona z tego wyjdzie, damy sobie radę.
– A czemu Blanka nie odrabia zadań domowych?  Zapytała  znienacka nauczycielka.
– No widzi pani, a ja zawsze się dziwię, kiedy ona mówi, że nie ma nic zadane, troszkę mnie to nawet zastanawiało, w końcu to już miesiąc nauki” – odpowiedziała skonsternowana mama.

Stasia wzięła głęboki oddech. Ileż to już razy słyszała sakramentalne: ” bo on mówił, że nie ma nic zadane” . Już sama prawie zaczęła wierzyć w to, że nauczyciele nie zadają zadań domowych.
Obie panie pożegnały się jednak w dobrych nastrojach z nadzieją na poprawę Blanki.
Stasia przeprowadziła jeszcze kilka rozmów, po któreś z nich dopadł ją w drzwiach jakiś potężny mężczyzna . Stasia jest raczej spolegliwa i usłużna, nie przyzwyczajona do zadzierania z rodzicami.
Pan jednak nie dawał za wygraną: ” Czekamy i czekamy, ileż to jeszcze będzie trwać?”  W końcu odwinął się na pięcie i odszedł zdenerwowany, Stasia próbowała nawet nawiązać kontakt słowny lub wzrokowy, ale rozjuszony ojciec nie dał jej żadnych szans. Tymczasem do sali, pod nieuwagę Stasi, wsunęła się mama Jacka, z Jackiem we własnej osobie. Co tu zrobić? Jak jej powiedzieć, że Jacek nie ma ćwiczeń od dwóch miesięcy…? Wreszcie Stasia zbiera się na odwagę:
-” Czy to możliwe, że Jacek nie ma ćwiczeń do polskiego?”  

Fot. Cristina Garcia Rodero

– Ależ to nie możliwe! Kupiłam je na początku września! Pewnie nicpoń znowu zgubił. W tym samym momencie Jacek zaczął robić dziwne grymasy w stylu- ” aha, akurat kupiłaś”? Próbował się nawet bronić, ale mama skwitowała stanowczo:
-” Wiem co mówię gamoniu! „.
Cóż, może Stasia wygląda dosyć naiwnie, ale przeczuwała, że tych ćwiczeń nigdy nie było w plecaku i tym bardziej nigdy nie były zakupione. W tym czasie pod salę trafił znowu TEN SAM rosły mężczyzna, wyraźnie poirytowany z taką miną jakby chciał przyłożyć nauczycielce. Już chciał „dać dyla”, ale Stasia nalegała, by wszedł. To na nic. Zanim odwrócił się na pięcie wykrzyczał :
– ” To pani uczy 4b?!” 

– Nie, opowiedziała zdziwiona Stasia. Już wcześniej mężczyzna nie przypominał jej rodzica, któregoś z jej wychowanków. To nawet nie zrobiło na niej wrażenia. Czasami trafiał do niej jakiś rodzic nie pamiętający, w której klasie uczy się syn lub córka, że o nazwisku wychowawcy nie wspomni. 

Stasia pakowała już swoje rzeczy, gdy do sali wbiegła zdyszana mama Adasia z Adasiem trzymanym za rękę. Adaś to inteligenty łobuz, najdelikatniej mówiąc. Rozmowa jakoś się nie kleiła, Stasia o jednym, mama o drugim. Te rozmowy z mamą Adasia wyczerpują biedną Stasię do cna. Biedna miota się jak ryba w sieci, żeby wyłuszczyć jak najdelikatniej, nie urazić, a osiągnąć efekt.  Adaś zachowuje się tak , jakby obie mówiły o kimś innym: kręci stópką , dłubie w nosie( tu Stasia nie wytrzymała i zaingerowała. Mamie zupełnie umknął ten fakt, jak kilka innych także) , po chwili pyta: – ” mamo dasz mi dwa złote na wafelka z automatu?”. Na co mama odpowiada synowi: ” – Adasiu mówiłam, że jak wrócimy do domu mamusia upiecze ciasto, nie jedz takich niezdrowych rzeczy.” W tym momencie dialog odbywał się już poza osobą Stasi.

A jej opadły ręce i kilka innych narządów, ze szczęką włącznie.