Antyjęzyk, antyporozumienie…/ lack of agreement, understanding


Vaclav Havel

Słowa – słowo

słowasłowasłowasłowasłowasłowasłowasłowasłowasłowa

słowasłowasłowasłowasłowasłowasłowasłowasłowasłowa

słowasłowasłowasłowasłowasłowasłowasłowasłowasłowa

słowasłowasłowasłowasłowasłowasłowasłowasłowasłowa

słowasłowasłowasłowasłowasłowasłowasłowasłowasłowa

słowasłowasłowasłowasłowasłowa                                słowa

słowasłowasłowasłowasłowasłowa           słowo           słowa

słowasłowasłowasłowasłowasłowa                                słowa

słowasłowasłowasłowasłowasłowasłowasłowasłowasłowa

słowasłowasłowasłowasłowasłowasłowasłowasłowasłowa

Gadamy, gadamy, gadamy, wyrzucamy z siebie stek słów. Opowiadamy, snujemy, plotkujemy – o nim, o niej, o sobie – o innych. Mówimy dużo, czasami robiąc tylko przerwę na króciutki oddech. Nie słuchamy. Nie przywiązujemy wagi. Słyszymy, mimochodem odbieramy to, co mówią do nas inni – ONI. Skupiamy się raczej na sobie. opowiadamy o swoim bólu, emocjach, przeżyciach. Koncertujemy się na sobie. (Zresztą media uczą nas tego). A my jesteśmy doskonałymi uczniami. Niczego nie pomijamy. Dlatego już nie słuchamy z uwagą, nie pochylamy się nad słowem, ponieważ to wymagałoby od nas czasu, zastanowienia, uwagi. Bełkoczemy i słuchamy bełkotu. Zalewamy słowami innych, nie przywiązując wagi do tego co mówi rozmówca. 

Ionesco , Łysa śpiewaczka- Antysztuka

SCENA PIERWSZA

Angielskie wnętrze mieszczańskie z angielskimi fotelami. Angielski wie­czór. Pan Smith, Anglik siedzi na fotela w angielskich pantoflach i przy angielskim kominku czyta angielską gazetę, paląc angielską fajkę. Ma angielskie okulary na nosie i siwy angielski wąsik. Obok niego, na in­nym- angielskim fotelu, siedzi pani Smith, Angielka, i ceruje angielskie skarpetki Angielski zegar ścienny wydzwania siedemnaście angiel­skich uderzeń.


PANI SMITH
Popatrz, już dziewiąta. Na kolację była zupa, ryba, kartofle ze słoniną, angielska sałata. Dzieci napiły się angielskiej wody. Dobrą mieliśmy dzi­siaj kolację. Wszystko dlatego, że mieszkamy niedaleko Londynu i że nazywamy się Smith.

Pan Smith nie przerywając czytania mlaska językiem.

PANI SMITH
Kartofle doskonale smakowały ze słoninką, oliwa w sałacie nie była wcale gorzka. Oliwa od sklepikarza z rogu jest o wiele lepsza niż oli­wa od sklepikarza z przeciwka. Jest nawet lepsza niż oliwa od sklepi­karza na górce. Chociaż i u nich nie jest najgorsza.

Pan Smith nie przerywając czytania mlaska językiem.
PANI SMITH
Ale oliwa od sklepikarza z rogu jest zawsze najlepsza.

Pan Smith nie przerywając czytania mlaska językiem.
PANI SMITH
Tym razem Mary dobrze ugotowała kartofle. Ostatnio były nie dogotowane. Lubię je tylko wtedy, kiedy są dobrze ugotowane.

Pan Smith nie przerywając czytania mlaska językiem.
PANI SMITH
Ryba była świeżutka. Tak mi na nią ślinka leciała. Dobierałam dwa ra­zy. Nie, trzy razy. Aż musiałam wyjść do klozetu. Ty też dokładałeś sobie trzy razy. Ale za trzecim razem wziąłeś mniej niż za dwoma po­przednimi, gdy ja wzięłam dużo więcej. Zjadłam dziś na kolację wię­cej niż ty. Jak to się stało? Zawsze ty jadasz więcej. Apetytu to ci nie brak.

Pan Smith mlaska językiem.
PANI SMITH
Zupa miała tym razem może trochę za dużo pieprzu. Więcej niż ty. Ha, ha, ha… Za dużo też było w niej porów, a za mało cebuli. Żałuję, że nie poradziłam Mary, żeby dodała trochę anyżku. Następnym razem już o tym nie zapomnę.

Pan Smith nie przerywając czytania mlaska językiem.
PANI SMITH
Naszemu małemu bardzo się chciało piwa. Będzie się kiedyś opijał tym piwskiem, wykapany tatuś. Widziałeś przy stole jak on patrzy) na butelkę?  A ja mu nalałam wody do szklanki. Chciało mu się pić i wypił. Helenka jest podobna do mnie: gospodarna, oszczędna, gra na fortepianie  Nigdy nie pija angielskiego piwa. Tak jak nasza malutka córeczka, która pije tylko mleko i jada tylko papki. Widać, że ma tylko dwa latka. Nazywa się Peggy. Tort z pigwy i fasoli był znakomity. Dobrze by było wypić na deser szklaneczkę australijskiego burgunda, ale nie po­dałam wina do stołu, aby nie dawać dzieciom złego przykładu. Trzeba wpajać w nie zawczasu powściągliwość i umiarkowanie.
Pan Smith nie przerywając czytania mlaska językiem.
PANI SMITH
Mrs Parker zna rumuńskiego sklepikarza nazwiskiem Popesco Rosenfeld, który właśnie przybył z Konstantynopola. To wielki specjalista od kefiru. Posiada dyplom szkoły fabrykantów kefiru w Andrynopolu. Ju­tro kupię u niego garnek ludowego, rumuńskiego kefiru. Rzadko moż­na dostać coś takiego tutaj, w okolicach Londynu.

Pan Smith nie przerywając czytania mlaska językiem. ‚

PANI SMITH
Kefir wyśmienicie robi na żołądek, nerki, appendicitis i apoteozę. Tak mi powiedział doktor Mackenzie-King, który leczy dzieci naszych są­siadów Johnów. To dobry lekarz. Wzbudza zaufanie.
Nigdy nie zapisuje lekarstw, których przedtem nie wypróbował na sobie. Zanim zoperował Parkera, sam przedtem poddał się operacji wątroby, chociaż wcale nie był chory.[…]”

Pani Smith i Pan Smith ….arefleksyjna bezwolność językowa, nie mówienie o tym co ważne, brak szacunku, nonszalancja, stereotypy w myśleniu.  Wymiana zdawkowych informacji, rodem z programu informacyjnego.
A gdyby to było polskie wnętrze z polskimi fotelami, z panem i panią Kowalskimi…? 

Cityof Words – lithograph by Vito Acconci, 1999

Już nie wiem czy uda się  przywrócić słowom i ich znaczeniom właściwe miejsce…Może spróbować dać prym temu, kto do mnie mówi, temu o czym do mnie mówi, i jak. Zechcieć choć na moment zamilknąć i zatrzymać się nad wypowiadaną przez  rozmówcę kwestią. Spróbować poświęcić sobie trochę więcej czasu niż kilka sekund.
Nie dajemy sobie szans na wzajemne zrozumienie. Chcemy przeforsować własną „kwestię”. Dziś nasz dialog jest bełkotem, dalekim od próby znalezienia wzajemnego porozumienia. Czasami o racjach decyduje siła głosu.

Może dzieci miałyby szanse opowiedzieć swoim rodzicom o czymś więcej niż tylko odpowiadać na zdawkowe pytanie: ” i jak było w szkole?” .  

B. Hesig

W. Szymborska

Na wieży Babel, 

- Która godzina? - Tak, jestem szczęśliwa,
i brak mi tylko dzwoneczka u szyi,
który by brzęczał nad Tobą, gdy śpisz.
- Więc nie słyszałaś burzy? Murem targnął wiatr,
wieża ziewnęła jak lew, wielką bramą
na skrzypiących zawiasach. - Jak to, zapomniałeś?
Miałam na sobie zwykłą szarą suknię
spinaną na ramieniu. - I natychmiast potem
niebo pękło w stubłysku. - Jakże mogłam wejść,
przecież nie byłeś sam. - Ujrzałem nagle
kolory sprzed istnienia wzroku. - Szkoda,
że nie możesz mi przyrzec. - Masz słuszność,
widocznie to był sen. - Dlaczego kłamiesz,
dlaczego mówisz do mnie jej imieniem,
kochasz ją jeszcze? - O tak, chciałbym,
żebyś została ze mną. - Nie mam żalu,
powinnam była domyślić się tego.
- Wciąż myślisz o nim? - Ależ ja nie płaczę.
- I to juź wszystko? - Nikogo jak ciebie.
- Przynajmniej jesteś szczera. - Bądź spokojny,
wyjadę z tego miasta. - Bądź spokojna,
odejdę stąd. - Masz takie piękne ręce.
- To stare dzieje, ostrze przeszło
nie naruszając kości. - Nie ma za co,
mój drogi, nie ma za co. - Nie wiem
i nie chcę wiedzieć, która to godzina.

Przyglądam się ludziom jadącym w autobusie – tym młodym i tym dojrzałym. Niewiele ich różni, kiedy wyciągają swoje telefony komórkowe i zaczynają rozmowę z KIMŚ po drugiej stronie słuchawki.  ( Zaznaczam, że nie sposób nie usłyszeć rozmowy, bo dyskrecja jest słowem wyklętym). Rozmawiają o rzeczach błahych, właściwie mogliby poczekać na spotkanie, stanąć z rozmówcą twarzą w twarz, wtedy dialog byłby przyjemniejszy… ale cóż, nasi rozmówcy potrzebują kogoś w rodzaju świadków rozmowy, potrzebują atmosfery, specyficznego otoczenia. O czym rozmawiają? Kwestie zaiste mało istotne, zdawkowe, nic nie znaczące informacje. Mówią o tym, że zaraz wychodzą z autobusu, że jest tłok, że wracają z pracy, że ta głupia nauczycielka z matmy niczego się nie domyśliła, że szef to idiota, bo każe robić coś po godzinach, i oczywiście o tym, że Tusk jest wszystkiemu winien…

A ja jadę z nimi i wpatrzona w znikający za szybą krajobraz myślę – „szkoda, że nie ma już wśród nas Herberta” 

Z. Herbert

mój głos wewnętrzny

niczego nie doradza
niczego nie odradza

nie mówi ani tak
ani nie

jest słabo słyszalny
i prawie nieartykułowany

nawet jeśli się bardzo głęboko pochyli
słychać tylko oderwane
od sensu sylaby

staram się go nie zagłuszać
obchodzę się z nim dobrze

udaję że traktuję go na równi
że mi na nim zależy

czasami nawet
staram się z nim rozmawiać
– wiesz wczoraj odmówiłem
nie robiłem tego nigdy
teraz też nie będę

– glu – glu

– no więc sądzisz
że dobrze zrobiłem

– ga – go – gi

dobrze że się zgadzamy

– ma – a –

– no a teraz wypocznij
jutro znów pogadamy

nie jest mi na nic potrzebny
mógłbym o nim zapomnieć

nie mam nadziei
trochę żalu
gdy leży tak
przykryty litością
oddycha ciężko
otwiera usta
i stara się podnieść
bezwładną głowę

SDM

Z Tobą choćby pomilczeć 
jakże jest ciekawie 
gdy siedzisz cała piękna 
przy swej małej kawie 

i podnosisz filiżankę 
nie nazbyt wysoko 
jakbyś chciała sprawdzić 
czy jeszcze jest po co 

włosy twe kochane 
oczy twe kawowe 
jakże cię podziwiam 
w tej cichej rozmowie 

włosy twe kochane 
oczy twe kawowe 
jakże cię podziwiam 
w tej cichej rozmowie