W gąszczu wartości / In value thicket


 Fot.  Kees Smans 

Siedząc w fotelu, w mlecznym świetle nocnej lampki taka oto myśl zaświtała mi w głowie – „a gdyby tak zapanowała na moment pustka, gdybym mogła zacząć od początku, wybrać, zdecydować, obrać drogę, zasady, WARTOŚCI…”

Ucieszyła mnie ta  myśl, mrzonka, marzenie… Dlaczego? 

Pogubiłam się w tym nowoczesnym świecie, pełnym, nakazów, zakazów, norm, zasad, preferencji, standardów i WARTOŚCI. Zresztą chyba nigdy nie było nam – ludziom lekko w tym względzie. Weźmy na ten przykład taki renesans – powracają w nim podstawowe wartości kultury starożytnej. Epoka, w której wielcy tego świata domagali się, by jednostka rozwijała się swobodnie, bez wskazywania na autorytety. Chciano, by człowiek żył w sposób nieskrepowany  jakimikolwiek nakazami, by mógł sam wybierać swój sposób istnienia oraz zasady postępowania. Zdarzało się jednak, że sami głosiciele tych prawd uważali, że są one niepodważalne i jedynie słuszne. I jak tu zawierzać autorytetom? 

Kant – „uważał człowieka za moralnego wtedy,  gdy kieruje się takimi motywami działania, którym chciałby zarazem nadać walor powszechny”. Jego humanizm wykluczał istnienie jednostek lub grup uprzywilejowanych. Za najistotniejsze uważał  zaś fakt, by nie dopuścić do fanatyzmu. 

Niestety uprzywilejowanie, jak i fanatyzm doskonale wpisują się we współczesny krajobraz…

Po przeczytaniu Etyki ponowoczesności Z. Baumana zrozumiałam, że moje jednostkowe odczucia nie są aż tak bardzo jednostkowe, pojedyncze. Wciąż ktoś narzuca nam(w pozornie demokratycznym kraju) jakieś standardy moralne. Czy istnieją jakieś uniwersalne zasady zachowania, jakieś uniwersalne standardy zachowania? Jako ludzkość mamy problem, chcemy zachować autonomię  być niezależni, wolni, więc walczymy i zdobywamy nowe tereny.  Pragniemy poczuć, dotknąć namiastki wolności, mieć choć przez chwilę poczucie, że decydujemy jako jednostki samodzielnie, niezależnie od wszelkich sił. 

Problem w tym, że nawet jeśli próbujemy choć przez chwilę zdecydować na własną rękę w poczuciu tego, że jest to najlepsza droga jaką obraliśmy to i tak wszelkiego rodzaju instytucje, organizacje, autorytety próbują nas „naprawiać”  w przekonaniu, że to ich zasady etyczne, moralne są tymi najwłaściwszymi i póki co jest to jedyna słuszna droga. 
Bauman w swojej książce zwraca jednak uwagę na fakt, że” jesteśmy bombardowani sprzecznymi wymaganiami moralnymi, alternatywami i pragnieniami,zaś odpowiedzialność i tak ląduje na naszych barkach”. 

Tak naprawdę nie ma gotowych rozwiązań, więc dlaczego nam się je funduje. Dlaczego jakaś instytucja czy organizacja,  a co gorsza władza miałby najlepiej wiedzieć co dla mnie pojedynczego człowieka jest najlepsze.  A skoro już dokonuję wyboru, to dlaczego się mnie osądza, wyciąga fałszywe wnioski i opinie. Wielu nie słyszało nigdy o pewnych zasadach moralnych, ale jakoś instynktownie radzi sobie w tym gąszczu informacji i podejmuje względem siebie  właściwe decyzje. Oczywiście mam świadomość niemożności powrotu do tzw carte blanche w dziedzinie zasad moralnych. Istniejemy w tym kłębowisku znaczeń, tradycji i norm. Nieustannie musimy wybierać. 

Problem tkwi raczej w dylematach wyboru. Chcemy mieć możliwie jak najszerszą przestrzeń, w której umożliwi nam się decydowanie o tym, którą z dróg wybierzemy. To oczywiście wymaga znajomości rzeczy, jeśli chcemy dobrze wybierać powinniśmy zgłębić obszar. Przecież eksperci też zawodzą. Nie zawsze możemy odwoływać się do ich autorytetu. Gdyby jednak prawo było bardziej przyjazne, gdyby jego twórcy widzieli szerszy kontekst,wtedy może mielibyśmy szansę na wybory będące pewnym dobrotliwym kompromisem.  

Bauman podkreśla, że „nie istnieją nienaruszalne zasady, które można by poznać, nauczyć się ich na pamięć i zastosować, by uciec z sytuacji wyjścia i uchronić się przed posmakiem goryczy( czy nazwiemy to skrupułami, poczuciem winy, czy grzechem), który przychodzi nieproszony w ślad za podjęciem decyzji i jej urzeczywistnienia. Rzeczywistość ludzka jest nieuporządkowana i wieloznaczna, i także moralne decyzje, w odróżnieniu od abstrakcyjnych zasad etycznych,są ambiwalentne.” 

By człowiek był moralny musi widzieć po co ma taki być. 

Dziś wielu przekonuje nas o tym co jest dobre i złe tupiąc nogami i uderzając pięścią w stół. Mamy działać tak, a tak, ponieważ ktoś tak założył. By zmienić własny ogląd i normy postępowania, którymi kierowaliśmy się do tej pory, musimy wiedzieć , dlaczego nasze zasady są złe, ktoś musi nam pokazać, że na przestrzeni określonego czasu propagowane przez nas osobiste wartości nie spełniają swojej roli i są błędne. 

Gotuję się bowiem na myśl, że moglibyśmy wrócić do sytuacji z czasów podbojów kolonizatorskich. Rzadko na lekcjach historii mówi się o etycznych skutkach podbojów.
Młodzież nie zawsze wie, „dzięki” jakim zabiegom cieszyliśmy się w przeszłości z możliwości podróżowania do tzw. „ciepłych krajów”. Próba ucywilizowania i narzucenia własnego, jednego i  jedynego sposobu na życie dla wielu skończyło się śmiercią. Wtedy też byliśmy przekonani o słuszności naszych racji.

„Istnieje wiele koncepcji moralności powszechnej – i względna przewaga której z nich  jest wprost proporcjonalna do potęgi sił, które ją artykułują i lansują. „

Weźmy kobiety i mężczyzn, jakże trudno jest uchwycić normy, które mogłyby obowiązywać obie te społeczności, grupy. Każda z nich ze swej natury jest inna, ma inne oczekiwania, dążą do sprzecznych celów. Zatem z trudem przychodzi nam ukształtowanie czegoś co byłoby jakimś zespołem norm obowiązujących jednych i drugich. Potem do głosu dochodzą rację polityczne, ekonomiczne itp. Od członków określonych ugrupowań oczekuje się często,że zrezygnują z realizacji własnych wartości, by utrzymać kręgosłup moralny całej grupy czy związku. ” Interes powszechny ma pierwszeństwo przed interesem każdego z osobna” . 

Chciałabym czasami, by jak to słusznie ktoś zauważył, byśmy nie stawiali w tej kwestii kropki na końcu zdania, byśmy pozwolili wypowiedzieć innym swoje racje i nie zakładali z góry, że mój sposób na życie i moje normy moralne, lub grupy, którą reprezentuję były jedyne i niepodważalne. Wystarczyłoby założyć, że to co proponuję może nie być dobre dla wszystkich, że nie uwzględnia wszystkich racji. Ale należałoby też poszukiwać jak najszerszych ram, stawiać jak najmniej ograniczeń w wyborach. Tak stosować zasady czy prawo, by dało ono możliwości jak najszerszej społeczności z uwzględnieniem prawa mniejszości.