Kino metafizyczne – Samsara


Widziałam film dokumentalny Baraka, a także trylogię Koyaanisqatsi reż˝. Godfrey Reggio USA 1983, 87′, Powaqqatsi: Life in transformation oraz trzecią część w reż. Godfreya Reggio i Philipa Glassa – Naqoyqatsi. W każdym z tych filmów poza piękną muzyką mamy do czynienia z niezwykłymi obrazami. Siłą tych filmów jest jednak przekaz ważnych kwestii, problemów współczesnego świata, próba zatrzymania nas – ludzi choć na ten jeden moment. 

Samsara…

Krajobrazy, których piękno wyznacza rytm dnia: zachody i wschody słońca.  Światło snuje się  po ścianach budynków, szczytach, pustyniach.

Słońce budzi, rozświetla; noc zdradza chłód, cienie wędrują leniwie po pniach drzew; księżyc rozświetla nieprzyjazne zakątki…

I chociaż film pozbawiony jest narracji  to jednak doskonale i w dosyć oczywisty sposób obnaża mankamenty współczesnego świata.  Głos Lisy Gerrard i dźwięk buddyjskich instrumentów doskonale budują klimat poszczególnych sekwencji filmu.

Scena usypywania mandali przez buddyjskich mnichów –  serca widzów przestają bić tak szybko, czujemy się wolni, spokojni, nareszcie wszystko biegnie właściwym rytmem. 

W ciszy, kamera oprowadza nas po opuszczonych zniszczonych budynkach, ich jedynym mieszkańcem jest piach, który przywiodła woda i wiatr. (Samsara to także film o tworzeniu i niszczeniu).

Jesteśmy świadkami narodzin i śmierci…

 rytuałów i tradycji.

W ten przekaz piękna natury, tego co jednostkowe i niepowtarzalne wdziera się  krajobraz przemysłowy pełen odpadków, brudu, pośpiechu, brutalności i niszczycielskiej działalności człowieka. 

Oto spektakl, w którym  całe masy ludzi , wykonują  każdego dnia ten same banalne czynności,  powielane po tysiąckroć,  z tym samym beznamiętnym wyrazem twarzy. 

  W takich miejscach jak te nie tylko człowiek traktowany jest instrumentalnie, ale zwierze także.

 

Wreszcie scena zbioru siarki. Praca w absurdalnych warunkach, na granicy ludzkich możliwości.