Kwiaty Pani Dalloway/ Flowers Mrs Dalloway


„Pani Dalloway powiedziała, że sama kupi kwiaty.” 

„Mrs. Dalloway said she would buy the flowers herself.”

Fot. Cunningham

„[…]She advanced, light, tall, very upright, to be greeted at once by button-faced Miss Pym, whose hands were always bright red, as if they had been stood in cold water with the flowers.

There were flowers: delphiniums, sweet peas, bunches of lilac; and carnations, masses of carnations. There were roses; there were irises. Ah yes–so she breathed in the earthy garden sweet smell as she stood talking to Miss Pym who owed her help, and thought her kind, for kind she had been years ago; very kind, but she looked older, this year, turning her head from side to side among the irises and roses and nodding tufts of lilac with her eyes half closed, snuffing in, after the street uproar, the delicious scent,
the exquisite coolness. And then, opening her eyes, how fresh like frilled linen clean from a laundry laid in wicker trays the roses looked; and dark and prim the red carnations, holding their heads up; and all the sweet peas spreading in their bowls, tinged violet, snow white, pale–as if it were the evening and girls in muslin frocks came out to pick sweet peas and roses after the superb summer’s day, with its almost blue-black sky, its delphiniums, its carnations, its arum lilies was over; and it was the moment between six and seven when every flower–roses, carnations, irises, lilac– glows; white, violet, red, deep orange; every flower seems to burn by itself, softly, purely in the misty beds; and how she loved the grey-white moths spinning in and out, over the cherry pie, over the evening primroses!

And as she began to go with Miss Pym from jar to jar, choosing, nonsense, nonsense, she said to herself, more and more gently, as if this beauty, this scent, this colour, and Miss Pym liking her, trusting her[…]” V. Woolf , Mrs Dalloway

Fot. Christian-Coigny

Fot. Judith McMillan     

„[…]W Bourton dekorowano stół sztywnymi w małych wazonach. Sally poszła do ogrodu, narwała róż, dalii – mnóstwo rozmaitych kwiatów, których nikt nigdy nie łączył w jednym
bukiecie – poucinała im główki i poukładała na wodzie w płaskich wazach. Efekt był zdumiewający, kiedy o zachodzie słońca wchodziło się do jadalni. Naturalnie ciotka Helena uważała, że takie traktowanie kwiatów jest okrucieństwem.[…]” V. Woolf ,  Pani Dalloway 

„[…]Sally’s power was amazing, her gift, her personality. There was her way with flowers, for instance. At Bourton they always had stiff little vases all the way down the table. Sally went out, picked hollyhocks, dahlias–all sorts of flowers that had never been seen together–cut their heads off, and made them swim on the top of water in bowls. The effect was extraordinary–coming in to dinner in the sunset. (Of course Aunt Helena thought it wicked to treat flowers like that.)[…]” V. Woolf ,  Pani Dalloway

Fot. Alba Nero

„[…]Ryszard Dalloway nie wytrzymywał w jego towarzystwie dłużej niż godzinę. Machnąwszy więc na pożegnanie melonikiem, skręcił za róg Conduit Street, pragnąc – tak, gorąco pragnąc – iść za tą pajęczą nicią czułości, która go wiązała z Klarysą; pójdzie prosto do niej, do Westminsteru. Ale chciał wejść trzymając coś w ręku. Kwiat) Tak, kwiaty, skoro nie ufa własnemu gustowi przy wyborze klejnotów; kwiaty – mnóstwo róż, orchidei, żeby uczcić coś, co było, jakkolwiek na to spojrzeć, wydarzeniem; to, co czuł do niej,kiedy przy lunchu wspomniano o Piotrze. Nigdy sobie nie mówią, że się kochają; od lat sobie tego nie mówili; co jest błędem, pomyślał biorąc do ręki białe i czerwone róże (duży bukiet owinięty w bibułkę), niewybaczalnym błędem. Przychodzi taka chwila, kiedy nie można już sobie tego powiedzieć; nieśmiałość nie pozwala tego powiedzieć, myślał chowając do kieszeni resztę; i z wielkim bukietem w ręku kierował się w stronę Westminsteru, żeby powiedzieć Klarysie prosto i zwyczajnie (niech to traktuje, jak chce), podając kwiaty: kocham cię[…]” V. Woolf ,  Pani Dalloway  

Fot.  Ron van Dongen

 Fot. Widerrobert-Mapplethorpe

„[..].Trzymał w wyciągniętej ręce kwiaty, róże, czerwone i białe róże! (Ale nie mógł, nie potrafił jej powiedzieć, że ją kocha; nie potrafił jej powiedzieć tego prosto i zwyczajnie.)
– Jakie śliczne – powiedziała biorąc kwiaty. Zrozumiała; zrozumiała, chociaż on nic nie powiedział; jego Klarysa. Wstawiła róże do wazonu na półce nad kominkiem. Jak tu ślicznie wyglądają, powiedziała.[…]” Pani Dalloway ,V.  Woolf 

Fot. Robert-Mapplethorpe

„A wszystko to, cośmy już wzięli,
Lub dadzą przyszłe dni,
Jest pełne drzew i zwiewnych liści,
Luriano Lurili!”

Do latarni morskiej, V. Woolf 

Fot. RON VAN DONGE

„[…]Na wiosnę kamienne wazy w ogrodzie, wypełnione roślinami, zasianymi kapryśną wolą wiatru, wyglądały tak wesoło jak niegdyś. Rozkwitły fiołki, a później narcyzy.
Lecz cisza i jasność dnia były równie dziwne, jak chaos i tumult nocy; drzewa , i kwiaty patrzyły przed siebie, patrzyły w górę i stały tak: ślepe, nic nie widzące – i
dlatego straszne[…]”  Do latarni morskiej, V. Woolf 

 

Fot. Mapplethorpe