Wbrew Arystotelesowi ?


fot.John Gutmann

     Zastanawiając się nad tym co jest kwintesencją szczęścia, zdałam sobie sprawę z faktu, że dosyć często ludzie w pogodni za szczęściem postępują wbrew Arystotelesowskiej zasadzie złotego środka. 
Szukamy wyzwań, które uczyniłby nasze życie wyjątkowym. Chcemy myśleć o sobie w kategoriach ludzi, którzy dokonali czegoś niezwykłego choć często niebezpiecznego i ekstremalnego.

fot. Robert W. Kelley

Nawet jeśli zdajemy sobie sprawę ze skutków czyhającego na nas niebezpieczeństwa i tak podejmujemy tego typu działania – wbrew rozumowi i logice, choć te podpowiadają nam, że to nie do końca najlepszy zamysł.

Bywa, że dopiero takie skrajne sytuacje czynią nas naprawdę szczęśliwymi. A może chcemy spróbować nigdy nie dojrzeć? Może chcemy poczuć się znowu jak dzieci?

Nie myśleć o zasadach i konsekwencjach! Iść na żywioł! Zapomnieć się choć na moment, a może nawet nie próbować stać się dorosłym i odpowiedzialnym.

          Szukamy wrażeń, ciekawi nas to co odległe i ekstremalnie niemożliwe, intryguje to, co trudno mieć jak na wyciągnięcie ręki.

A zatem trzymać się złotego środka, czy za wszelką cenę realizować to, co sprawia radość i powoduje uśmiech?

         Pamiętam dokumentalny film „Człowiek na linie” – „Man on Wire”. Główny bohater to Philippe Petit – linoskoczek, który na przełomie lat 60. i 70. ubiegłego stulecia znacznie przekroczył granice ludzkich możliwości. 7 sierpnia 1974 roku dokonał rzeczy, zdawałoby się, niemożliwej – przeszedł po linie rozwieszonej między wieżami World Trade Center 417 metrów nad ziemią.

Philippe Petit – linoskoczek

 Film zrobił na mnie ogromne wrażenie. Zadałam sobie wtedy pytanie o to czy warto realizować marzenia w taki sposób, nawet jeśli po drodze narażamy innych i siebie. Poczuć tę adrenalinę, by zrealizować swoje marzenie, stać się szczęśliwym człowiekiem… Myślę, że gdyby Petit nigdy tego nie zrobił byłby nie tylko nieusatysfakcjonowany,  ale możliwe, że byłby przede wszystkim nieszczęśliwy. 

Bywa, że stosujemy półśrodki, że zadowalamy się namiastkami, że poddajemy się w pół drogi, zamieniając na drobne nasze wielkie marzenia. Ale w takim razie co z Arystotelesowskim powiedzeniem, że mamy ” unikać wad, które pochodzą już to z niedostatku, już to z nadmiaru”. 

Ktoś powie może, że wyczyn Petit to nie odwaga, ale brawura, a zatem pozwolić, by jego marzenia sczezły na dnie? I Żyć w przeświadczeniu, że się stchórzyło. Skąd w połowie drogi możemy wiedzieć, że zamiar jest nierealny, że przypłacimy to życiem, ( w niektórych wypadkach). Przecież tak do końca nigdy nie znamy granic naszych możliwości, tym bardziej, jeśli mamy skłonności do życia w sposób ekstremalny i mocny. Myślę, że film stawia pytania o to ile jesteśmy w stanie poświęcić, by zrealizować własne marzenia. Czy warto? Kim stalibyśmy się nie czyniąc tego?  Petit wzrusza, skłania do refleksji, ale budzi też szacunek, bynajmniej mój. 

Z nieskrywaną radością, tęsknotą i zazdrością patrzę nieustannie na dzieci, które niejednokrotnie w swej beztrosce działają w sposób niepohamowany, spontaniczny.

Każdy przedmiot może stać się dobrym powodem do zabawy, do czynienia radości, do spełniania marzenia lub jego namiastki. My- dorośli nie zadowalamy się już tak szybko i byle czym. Dlaczego? A może powinniśmy poprosić dzieci, by pozwoliły nam się z nimi pobawić…:) 

fot.Robert Capa

Odnajdują powód do zabawy w całej otaczającej ich rzeczywistości. Nie czują strachu, nie kalkulują. ( Ma to oczywiście częstokroć zgubne skutki). Wszystkiemu się dziwią, wszystko ich absorbuje, zaciekawia.

Dla przyjaciela lub grupy, z którą się identyfikują są w stanie zrobić rzeczy, które nam dorosłym nie przyszłyby do głowy, (to prawda, że często w walce o sympatię i akceptację).  

fot. Doisneau

Już wyobrażam sobie reakcję zaskoczonej i mamy:) Ale może właśnie w tym momencie dokonuje się w nim artysta:)!

  Zdaję sobie pytanie czy nie zgubiłam czegoś po drodze? Dlaczego nie zrobiłam tego o czym skrycie zawsze marzyłam? 
Mam chwilami poczucie lekkiego dyskomfortu, bo czas się kurczy, a ja tyle chciałabym zrobić. Zdrowie( jako takie) nie pozwala mi dziś spróbowania trudniejszych wyzwań. Na  co czekałam? Co pogubiłam? Czy jest jeszcze coś czemu dałabym radę.
Tak wiem, już samo  życie jest ni lada wyzwaniem:)  

Arystoteles twierdził , że szczęście jest celem samym w sobie.