Doznania kinomana/ Cinema fan and his the feelings.


 


Zastanawiałam się czy obejrzane przeze mnie dotąd filmy w jakikolwiek sposób wpłynęły na moje życie.  Co czyni mnie świadomym odbiorcą? Czego potrzebuję w kinie, by PRZEŻYĆ,( zaiste należałoby zapytać czym jest  przeżycie, ale to już temat na odrębny wpis). 
Bywa, że wchodzę do kina za dnia, a wychodzę, gdy zapalają się miejskie latarnie. To naprawdę piękne uczucie. Mieć tę świadomość, że przez tak długą chwilę dzieliło się z kilkoma ludźmi tę samą przestrzeń, w dodatku zupełnie obcymi. 

Cokolwiek dzieje się w kinie ma wymiar estetyczny. Mam to szczęście, że obecnie korzystam z kina o iście koneserskim wymiarze. Brak popcornu, plastiku, paskudnych foteli, hałasu itp. 
Od momentu wejścia do tego miejsca wkraczam w nieco inny świat. 

 

Nader przyjemnym odczuciem jest moment oczekiwania, w miarę wyciszania się świateł na sali milkną ostatnie odgłosy i szmery. Właściwie czuje się obecność innych ludzi, ale nie tak dotkliwie jakby się mogło wydawać. Po prostu wie się, że oni tam są. 

Zapomniałam dodać dlaczego znajduję się w takim miejscu, co mnie skłania do oglądania filmów w kinie, a nie przed ekranem TV lub monitora. Cóż, prof. Tatarkiewicz mówił, że ” piękne jest to, co przyjemne dla słuchu i wzroku”  ale dodam jeszcze, że jak dla mnie otoczenie, w którym dotykam określonego zjawiska estetycznego także jest ważne. 

Atmosfera, sala, ogromny ekran..ten moment, gdy czekam przed wejściem na salę…a pamiętam jeszcze te czasy, gdy pani  pracująca w kinie odprowadzała mnie do fotela z latarenką w dłoni. 

A zatem, po co chodzę do kina?  Bo głodna jestem wzruszeń, tych rozkosznych chwil, gdy czuję dreszcz emocji, gdy po policzku spływają łzy; gniewu, złości, strachu…

Słowa, słowa, słowa – bywa, że to one są tym najmocniejszym akcentem, myśli się o nich jeszcze długo przed zaśnięciem.

Dawniej po obejrzeniu filmu siadałam z przyjaciółmi w kawiarni i długo rozmawialiśmy, roztrząsaliśmy to, co nas jakoś dotknęło. 

Czasami wychodzę z kina oniemiała, zbyt mocno wzruszona, skupiona – nie zawsze chcę o tym mówić, analizować, chcę, by to przeżycie dokonało się we mnie.

Nie tylko obraz, nie tylko temat, ale także muzyka filmowa doskonale  potęguje klimat i odczucia. Bywa, że pamiętam przede wszystkim muzykę.

Do dziś chodzi za mną ten utwór, choć film nie powalił mnie na kolana

To obcowanie z kinem nieustannie mnie rozwija, nadbudowuje moje wyobrażenia o pewnych sprawach, ludziach. To mnie odpręża, bawi, zmusza do intelektualnego wysiłku. I lubię to uczcie, gdy czuję podskórnie, że inni – niektórzy patrzący na tę samą piękną i wzruszającą scenę na ekranie, mają tak jak ja oczy pełne łez. 

Na ekranie nie wszystko jest ładne, radosne, nader optymistyczne, budujące, czasami  jest brzydkie, odpychające, nużące, ale jest moim pragnieniem doznawać nadal tych wszystkich odczuć.