Ja i Jose Ortega y Gasset


„Nie ma rozpusty większej niż myślenie”

W. Szymborska

Moja nieobojętność wobec sztuki kazała mi zadać sobie kilka pytań, na które, od dłuższego już czasu, poszukuję odpowiedzi . Zastanawiałam się co powoduje, że wobec niektórych dzieł sztuki pozostaję całkowicie obojętna, inne zaś wywołują stan iście euforyczny. Dlaczego wobec części dzieł i twórców nie potrafię przejść obojętnie. Które z przeżyć, cech, emocji zawartych we mnie samej powodują to wzmożone zainteresowanie tym konkretnym obrazem, przedmiotem, słowem czy fotografią. Od czego zależy sposób patrzenia i artykułowania? Czy jedynie widzę , a może już doświadczam. Czy każde spotkanie ze sztuką jest już dla mnie przeżyciem? Kiedy staje się właśnie przeżyciem…? I co najważniejsze – na czym polega relacja tego spotkania? 

Jak patrzeć na dzieło : jak na autonomiczny byt czy przez dzieło na rzeczywistość świata i nasze o nim wyobrażenie? 

Na czym polega dramaturgia mojego spotkania z dziełem? 

Fot.John Dugdale

Wybrałam tę fotografię, bo z jakiś powodów kiedyś mocno mnie poruszyła, nie tylko ze względu na jej temat czy postaci , zdarzyło się tutaj coś nieoczekiwanego, pięknego, mam tylko nadzieję, że był to autentyczny moment.  I pytam – dlaczego właśnie to zdjęcie, a nie inne, w tym a nie innym momencie…

Jak się zabieram za odbiór dzieła sztuki? 

Muszę rozpoznać : dostrzec ideę.

Zrozumieć : wypełnić treścią abstrakcję, ocenić, dostrzec związek między poszczególnymi składnikami.

Respektować: uznać wartość za własną bądź odrzucić, wpisać w hierarchię wartości, które uznawałam do tej pory.

Przeżyć: wzruszyć się, zezłościć, poczuć napięcie, rozluźnić, uspokoić.

[…]”Każde jej dzieło wywołuje wśród publiczności ciekawe zjawisko socjologiczne. Publiczność z punktu dzieli się na dwie grupy: jedną, bar­dzo nieliczną, nastawioną życzliwie, i drugą — bardzo du­żą — zdecydowanie wrogą. (Pomińmy w tych rozważaniach dwuznaczną faunę snobów.) Tak więc dzieło sztuki działa po­dobnie jak siły społeczne, pod których wpływem bezkształtna masa ludzi dzieli się na dwie różne i wrogie sobie kasty.

Jaka jest tu zasada różnicująca? Każde dzieło sztuki po­woduje różnice opinii: jednym się podoba, innym nic; jednym się podoba bardziej, innym mniej. Różnice te nic mają jednak charakteru organicznego, nie są sprawą zasad. Przy­padkowe gusty indywidualne decydują o tym, na którą stronę się przychylić. Natomiast w wypadku nowej sztuki rozłam jest o wiele głębszy, to już nie jest sprawa indywidualnych różnic w gustach. Nie chodzi bowiem o to, że większości nie podoba się sztuka młodych, a mniejszości tak — rzecz w tym, że większość, masy, tej sztuki nie rozumie[…]”Jose Ortega y Gasset

Apple,Claes Oldenburg

M. Białoszewski 

Studium klucza

Klucz 

ma

zapach wody gwoździowej

smak elektryczności

a jako owoc

to on cierpki

niedojrzały

będący cały w sobie

pestką

„[…]Moim zdaniem charakterystyczną cechą nowej sztuki, jeśli się ją rozpatruje z „socjologicznego punktu widzenia”, jest to, że dzieli ona publiczność na dwie grupy: tych, którzy ja rozumieją, i tych, którzy jej nie rozumieją. Wynika z tego, że jedni posiadają pewien organ pozwalający im tę sztukę zrozumieć, a inni są go pozbawieni, a zatem mamy do czynienia z dwiema różnymi odmianami gatunku ludzkiego. Widocznie nowa sztuka nie jest przeznaczona dla każdego, jak Romantyzm, lecz jedynie dla specjalnie wybranej mniejszości, Stąd też bierze się oburzenie, jakie budzi wśród mas. Ktoś, komu się dzido sztuki nie podoba, chociaż je rozumie, czuje się wyższy ponad nie i nie ma powodów do oburzenia. Natomiast jeśli niechęć spowodowana jest niemożnością zrozumienia dzieła sztuki, to człowiek czuje się w pewnym sensie upokorzony, a owo irytujące poczucie niższości musi być zrównoważone przez wynikające z potrzeby samoutwierdzenia oburzenie.

Nowa sztuka już przez samo swoje istnienie zmusza przeciętnego obywatela do zdania sobie sprawy z tego, kim jest — prostym zjadaczem chleba, ślepym i głuchym na czyste piękno, niezdolnym do przyjęcia sakramentu nowej sztuki. Nie może to oczywiście ujść płazem po stu latach schlebiania masom i apoteozy „ludu”. Masy przywykłe do dominacji we wszystkich dziedzinach życia, czują się zagrożone w swych „prawach człowieka” przez nową sztukę będącą domeną uprzywilejowanej arystokracji ducha i dobrego smaku. Szczerzą zęby na młodą muzę, gdziekolwiek by się ona pojawiła.[…]” 

Jose Ortega y Gasset