Dlaczego jeszcze piszę listy…


 

Pisanie listów wywołuje u mnie, od zawsze, stan przyjemnego upojenia, taki delikatny zawrót głowy; porywa i wraz z każdym pojawiającym się znakiem na papierze czuję narastające  emocje.
Zwykle, siadam w ustronnym miejscu, szukam spokoju i ciszy, przerywanej jedynie muzyką, którą lubię. To ona częto potęguje i wyzwala słowa.
Bywa, że piszę nieprzerwanie, nie dlatego, że odbiorca jest mi obojętny, wręcz przeciwnie. Im bliższy jest ten, kto potem odczytuje, tym łatwiej zbieram myśli, które łagodnie spływają na papier.
Czasami łapię się na tym, jak „zawieszam wzrok”, a dłoń zastyga w powietrzu, jakby szukała najodpowiedniejszego słowa.
To zaiste czysty proces tworzenia.

Zazwyczaj piszę wieczorami , w stłumionym świetle lampki lub  świec.  

Światło jest ważne – rodzi nastrój.

Pisanie listów okraszam lampka czerwonego wina. Delektując się jednym i drugim. 

Samo przygotowywanie się do tego aktu,  jest  dla mnie czymś niezmiernie ważnym. Faktura i kolor kartki, koperty…
Pieczołowicie wybieram wszystko, jakby każdy element budował znaczenie. Wybór odpowiedniej tasiemki, by „zamknąć” pod nią treść listu, także dla mnie ważne. 

Nie mam jednej papeterii, każdy list jest inny, każda nowa,wybrana kartka nadaje określony  ton, wyzwala lub wzmacnia tekst. 

Nie bez znaczenia jest odbiorca – to, dzięki niemu przecież to wszystko się staje.

Czasami szukam jakiegoś drobiazgu, ważne by łączył treść listu z osobą, do której piszę, by znowu stał się symbolem, znakiem.
Nie chodzi o efekciarstwo, ale o subtelność i ulotność, jakże ważne jest przecież to, co pomiędzy, niedopowiedziane… 

Ta dbałość o drobiazgi nie jest czymś samym w sobie , to rodzi się mimowolnie, a może raczej zrodziło, może troszeczkę z niewielkiego egoizmu, chęci przypodobania się, i co tu dużo mówić – zwrócenia na siebie uwagi, ale przede wszystkim, by docenić adresata, pozwolić mu się nacieszyć wyobrażeniem, że jest kimś wyjątkowym. 

Piszę piórem, choć wolałabym pędzlem, bo nie zadrapuje, a jedynie ślizga się, nadaje dłoni gibkość, piszę się nim tak jak palcem.
Nie nabyłam tej biegłości – pióro,musi póki co, wystarczyć. 

List staje się dla mnie estetycznym dziełem, daje nie tylko upust myślom, ale przesyła wiele innych znaczeń. Pisanie jest swoistym rytuałem- pamiętam listy pisane z wypiekami na twarzy, jakbym czuła moc tych słów.
Listy pełne potężnych uczuć, wzbierających, będące zapisem każdej subtelnej chwili, każdego odruchu serca, świdrujących w głowie myśli, niesutannie się piętrzących.

Gdy otrzymuję list, ten , na który tak bardzo czekałam nie mogę doczekać chwili, kiedy delikatnie rozedrę kopertę; zdarza się jednak, że na  długo przed jej otwarciem żyję wyobrażeniem tych emocji i słów, które tam znajdę. Potem długo napawam się każdym słowem, czytam po wielokroć, tak, jakby kolejny nigdy nie miał przyjść, jakby był ostatnim. 

Słowo pisane zawsze przychodziło do mnie łatwiej. 

Kiedy zabraknie w sklepie kopert, będę je robić sama…

Mam nadzieję, że napiszę kolejny list, mam nadzieję, że doczekam listu…