„Kiedy słowa zamieniają się w atrapy”


       

Życie zweryfikowało mój sąd na temat  przystawalności słów do popełnianych czynów. Rozmawiając z ludźmi mam takie niejasne poczucie, że wypowiadane przez nich dosyć gładko, poglądy na temat prawdy, przyjaźni, bycia dobrym i tolerancyjnym – nijak się ma do wcielania ich w życie. Wyraźnie odczuwam, że z dużą łatwością  wypowiadamy sądy na temat innych ludzi, odnosząc się krytycznie do tego co robią, sami jednak wzbraniamy się przed krytyczną oceną własnego postępowania. 

 Niejednokrotnie  te same wady lub złe nawyki, które tak celnie punktujemy u innych, dotyczą przecież także nas samych. Dlaczego nie chcemy tego dostrzec, a może nie potrafimy?!
Kiedy piknikujemy na własnej działce lub w przydomowym ogródku, nasze wrzaskliwe zachowanie w niczym nam nie przeszkadza – to dla nas raczej przejaw dobrej zabawy, gorzej jednak  jeśli to nie my się bawimy w ten sposób, ale nasi sąsiedzi. Tutaj zdecydowanie skazujemy ich na potępienie i wyrażamy w każdy możliwy sposób swoje niezadowolenie.

Gdy pracujemy, przeszkadza nam donośny dźwięk telefonu, który właśnie ktoś, stojący obok nas, odbiera. Ale już następnego dnia siedząc w poradni, w  obliczu ogromnej kolejki i wolno płynącego czasu postanawiamy, że  nie będziemy tak bezczynnie stać! Chwytamy za telefon i toczymy, niczym nieskrępowaną  rozmowę ze Staszkiem o wczorajszej imprezie u Heli. Po przeprowadzonej rozmowie, postanawiamy nadal uprzykrzać innym pobyt w lecznicy – bierzemy zatem kilkanaście razy głęboki oddech, tak , by słyszeli go inni siedzący obok nas, po chwili z sarkazmem głośno kwitujemy:  „- ta baba w środku mogłaby się pospieszyć” . Intelektualiści mają zwyczaj w takich momentach pomstować głośno na służbę zdrowia i bogu ducha winne panie w recepcji albo przechadzają się przed drzwiami lekarskiego gabinetu miarowo zwiększając tempo , doprowadzając tym do furii innych oczekujących. 

Wypowiadamy ostre sądy na temat wychowania, uczciwości , sprawiedliwości, feminizmu, polityków. A ja mam czasami ochotę zapytać ilu z nas – pojedynczych- indywidualnych żyje na miarę tego czego oczekujemy od innych.  Z dużą łatwością przypisujemy sobie sądy innych i podpisujemy się pod nimi bezkrytycznie. Czy tak trudno zdobyć się na własną kreatywność, na własne zdanie?
A może to wina czasów, że tak bardzo boimy się być indywidualistami na miarę tego słowa…
Przyglądam się uważnie nam – ludziom, z krytycznym oglądem siebie samej i dochodzę do niechlubnego wniosku, że czyny nijak mają się do słów i wartości przez  nas wyznawanych. Nielicznym udaje się być sobą i żyć tak, by nie musieć odczuwać wstydu, patrząc w lustro.

Gadamy, gadamy, gadamy, ale z owej gadatliwości i dobrych chęci niewiele wynika. Zastanawiam się ile z tych szlachetnych wartości, o których istnieniu przekonujemy swoich znajomych-  tych dalszych i bliższych, tak naprawdę wprowadziliśmy w życie… A przecież jesteśmy odpowiedzialni nie tylko za to co mówimy, ale zwłaszcza za to, co czynimy. Jesteśmy odpowiedzialni za swój wszechstronny rozwój, za wprowadzanie w czyn naszych ideałów, wartości i praw, które pozwalałyby nam współistnieć z innymi.

Tymczasem potrafimy uprzykrzyć życie innym, nie będąc nawet tego do końca świadomymi. 

Z niesmakiem odnosimy się do hałasów nadbiegających z ogródka naszych sąsiadów, którzy właśnie urządzili rodzinną imprezę, ale kilka tygodni później sami siedząc  w świetle świec, włączamy głośno nasz CD odtwarzacz, a dym ze skwierczącego grilla wędruje pod okna naszych współmieszkańców. Dzieci rozbawione skaczą na trampolinie, a my – rubasznie żartując puentujemy donośnym śmiechem niewysmakowany żart, który właśnie padł. 

Niestety, jestem pewna, że wielu z nas nie przychodzi tak łatwo wcielanie w życie tego, co z taką pasją głosimy, stykając się z innymi ludźmi, „bo wypada”, „bo nie można inaczej”, „bo co powiedzieliby inni”…

Mówimy o poczuciu sprawiedliwości, uczciwości, odruchach serca, kulturalnym zachowaniu, byciu szczerym i przez myśl nam nie przejdzie, by przestać mówić o innych, a choć przez chwilę pomyśleć o sobie.

Zagnieździła się w nas jakaś podwójna moralność. Wypowiadane przez nas poglądy stały się gołosłowne, a co gorsza zaczyna to dostrzegać coraz młodsze pokolenie. Dla tych młodych ludzi, którzy chcieliby zbudować sobie jakiś moralny kręgosłup nie jesteśmy już wiarygodni.
Trzeba posłać dziecko na religię, choć nam z tym nie po drodze, ślub wystawny koniecznie, bo co powiedzą znajomi, do oglądania seriali można się przyznać, ale tylko w odpowiednich kręgach, o sztuce nie mówić zbyt wiele, bo erudyci niemile widziani. Sztuka w szkole, owszem, ale w okrojonym stanie, bo po co dzieciom głowy zaśmiecać  i na co to się komu przyda. Wyniki ? Dobrze, żeby były wysokie – jakoś się podciągnie, słabym załatwi zwolnienie. 

A każdy taki jednostkowy fałsz składa się na to jak zaczyna funkcjonować cała populacja.