I rozegrał się spektakl dnia pewnego, na niebie


14.09.2012

Biegłam zdyszana po schodach na poddasze  z aparatem w dłoni, by „zatrzymać” ten spektakl…

i ktoś mi powiedział, że lubi impresjonistów i M. Pawlikowską – Jasnorzewską:)

„[…]Czy oni wiedzą – spytała – że dokoła nich jest ogród
zaczarowany? Światła i drzewa, cudownie połyskujące jeziora i niebo[…]” V.Woolf

 

„pod niebem pełnym cudów
nieruchomieję”

 

Pawlikowska-Jasnorzewska Maria

Słowa ku niebu

Niebo, dotychczas dobre, nieuczłowieczone, 
Błękitniało spokojnie, obłoków materię 
Kształcąc w formy przelotne i szczerze nic warte. 
Nie obdarzało nikłą, smutną świadomością 
Chmury-efemerydy. Mądrze było w niebie, 
Gdyż najmniej życia miało w sobie i cierpienia, 
A kto w nim myślą tonął, czuł się odrodzony. 
Jaskółki, w lukach, smugi zachodu różane 
Przecinały, pierś białą oddając tym łukom; 
Fioletowe gościńce, autostrady złote 
Ścieliły się nad lasem, który wessał słońce, 
A z drugiej strony jakby chmurki brukowały 
Rynek w polskim miasteczku: kamień przy kamieniu 
Tak gołębie karmione. I gwiazdka najpierwsza, 
Hebrajski znak wieczoru i dnia jutrzejszego… 
Kolejno zapalały się astry w ciemności, 
Która sen nakazuje wszelkiemu stworzeniu, 
Aby oczy zamknęło na tajniki nieba, 
Na odkryte, zdradzone światłem, osobiste 
Sprawy kosmosu, wścibskim umysłom niechętne 
I daremną pokorą trudzące mvśl ludzką. 
Raczej utulić głowę w poduszek poczciwość! — 
Niebo łaskawe bvło. Pioruny najczęściej 
Trafiały w ziemię albo w przywykłe do ciosów 
Wytrwale wierzby (z piersią rozprutą żyjące), 
Lub w wodę, budząc pustą wesołość rusałek 
I oklaski wśród trzciny. 
Grady, deszcze, śniegi. 

Pawlikowska-Jasnorzewska Maria, Zachód słońca, Ikary nad miastem, 1920

Pawlikowska-Jasnorzewska Maria

“ZACHÓD  SŁOŃCA”

Kto pogubił te pióra różowe na niebie?
Aniołowie kochania, kochania, kochania. –
Popłynęli daleko – nie do mnie i ciebie,
lecz tam, gdzie szyby płoną snem oczekiwania.

Aniołowie miłości pióra pogubili,
niosąc w oddal rozkosze, rozkosze, rozkosze,
różowe pocałunki, nieskończoność chwili
i pełne łez amfory, i róż pełne kosze.

Jedno pióro wionęło nad tym naszym domem,
gdzie w oknie brak złotego, złotego płomienia,
i zawisło nad nami różowym ogromem,
i zawisło nad nami żałością wspomnienia…

Kto pogubił te pióra różowe na niebie?
Aniołowie kochania, kochania, kochania. –
Popłynęli daleko – nie do mnie i ciebie,
lecz tam, gdzie szyby płoną snem oczekiwania. –

Pawlikowska-Jasnorzewska Maria
HURAGAN

Niebo się gniewa,
obłoki nadbiegają w tłumie!
Szczęśliwe drzewa!
Będą się mogły wyszumieć!