Make yourself at home…


Dom

Dom nad porami roku 
dom dzieci zwierząt i jabłek 
kwadrat pustej przestrzeni 
pod nieobecną gwiazdą 

dom był lunetą dzieciństwa 
dom był skórą wzruszenia 
policzkiem siostry 
gałęzią drzewa 

policzek zdmuchnął płomień 
gałąź przekreślił pocisk 
nad sypkim popiołem gniazda 
piosenka bezdomnej piechoty 

dom jest sześcianem dzieciństwa 
dom jest kostką wzruszenia 

skrzydło spalonej siostry 

liść umarłego drzewa

Zbigniew Herbert

Spotkanie z obrazami Vilhemla Hammershøi  wywołało we mnie pytanie o granice prywatności, o ich naruszanie przez innych, ale także dawanie przyzwolenia na podchodzenie pod próg naszego domu jak najbliżej. Dlaczego łamiemy czasami własne zasady,dlaczego ujawniamy, opowiadamy, zapraszamy – pewni, że „gość” wykaże nadmiar dyskrecji i zachowa „co wyniósł” ze spotkania z nami , (z najbliższej nam przestrzeni), tylko dla siebie. Skąd taka w nas ufność, a czasem nawet skłonność do ekscybicjonizmu w sferze naszej prywatności?

 

Dom jest miejscem, w którym stajemy „nadzy” –  tutaj jesteśmy sobą, bez ochronnego stroju, a mimo to zdarza nam się „obnażać” przed zupełnie obcymi nam ludźmi. Wobec przyjaciół taki akt wydaje się zrozumiały, ale dlaczego dajemy przyzwolenie rzadko napotkanym ludziom?

Wydaje się, że V. Hammershøi ochronił swoja prywatność na tyle ile było to możliwe. Choć przeraża momentami pustka panującą w jego pracach, malarz nie miał dzieci, może zatem oboje tak właśnie współodczuwali to miejsce, tę przestrzeń ich otaczającą.

Gustav Moreau określił go mianem „pustelnika, który doskonale znał rozkład jazdy pociągów”. Czy dlatego, że traktował swój dom jako azyl, z którego zawszwe można wyjść, ale decdyować także o tym kogo wpuści w jego  progi; a może świadomie zrezygnował z towarzystwa innych.
Dlaczego malarz się odciął? Czy dlatego, że był nieśmiały, niezbyt wylewny.

Zafascynowała mnie postać na obrazach Vilhelma Hammershøi – dziś wiemy, że była to jego żona, przypomina nieco postacie kobiet z obrazów Vermeera.

Vilheml Hammershøi

Artyście  przypisuje się także słowa: ” mój dom to moja twierdza” . Czy mamy zatem przyjąć, że jego dom stał się istną kapsułą samotności…
Jego obrazom przypisać można pewien chłód, ale także czystość formy. Moja sympatia dla niego związana jest pewnie z pewną zuważalną u mnie tendencją w postrzeganiu rzeczywistości, stąd pewnie umiłowanie malarstwa  Hoocha i Veermera, o których pisałam już wcześniej. Obrazom Hammershoi przypisuje się uczucie niepokoju, ale ja przeciwnie , czuję jak bije z nich wielki spokój. Choć obecne są : zwątpienie, tęsknota i  zauroczenie. 

V. Hammershoi , Wnętrze (z młodą kobietą widzianą od tyłu) 1903/1904

Jakby próbował tę postać przed nami ukryć…Mam wrażenie jakby dom był tutaj przestrzenią odgradzającą i chroniącą.
              Zagrzebana w wirtualnej przestrzeni dochodzę do wniosku, że nasze domy (oczywiście nie wszystkich) , przestały być enklawą spokoju i intymności. Epatujemy za to na zewnątrz swoimi emocjami, uczuciami, dramatami i radościami.

Hammershoi bał się lub nie chciał tego . Kobieta na jego obrazach wprowadza dziwna aurę…staje się sekretem, niezbadaną tajemnicą. Czujemy się nawet niezręcznie podglądając ją podczas tych kobiecych czynności.

Vilhelm Hammershøi, ‚Interior 1901

A  MY… ?
Czy wchodząc do domu zostawiamy resztę świata za sobą, przecież to miejsce daje nam możliwość wyjścia „na zewnątrz”, ale także schronienia się i schowania przed światem.

Dlaczego wprowadzamy do  naszego domu innych, choć jest to takie szczególne miejsce? Przestrzeń, która dzięki naszym działaniom, staje się podobna nam samym, wiele o nas mówi, wypełniamy ją sobą. A mimo to nie czujemy zagrożenia i opowiadamy siebie, pokazując kim jesteśmy, jacy jesteśmy i co nas otacza. Mówimy więcej niż zapewne powinniśmy. Dom na pewno nie powinien być czymś co tworzy jakaś swoista kapsułę, do której wchodzimy i całkowicie się odgradzamy, ale może czas podejśc nieco bardziej refleksyjnie do tego co o sobie mówimy, i komu o tym opowiadamy. Może dla własnego poczucia bezpieczeństwa, ale też smaku należałoby postawić określone granice. Przyznam, że sama  stawiam się po stronie tych, którzy przekraczają granice zwierzeń i nie wiem czy to dobrze:) Dlatego tak podoba mi się ta malarska opowieść Vilhelma  Hammershøio o jego  prywatnej przestrzeni.
Oby żaden dom nigdy  nie stał  się przestrzenią  z Big Brothera. 

 

James-Mcneil Whistler, Portret matki

O azyl proszę cztery ściany
I sufit co sklepiony szczelnie
Niech będzie dom nasz zamieszkany
Niech w nim czujemy się dziś pewnie

Niech sprzęty rosną jak na drożdżach
Niech przyjaciele tu bywają
W donicach kwiaty pokojowe
Niech do starości tu dotrwają

Niech ściany uszu dziś nie mają
Niech zawsze będą tylko ścianą
Na progu gości niech nadzieja
Nim zbliżymy się
Nim zbliżymy się ku jesieni
Ku jesieni

A. Ziemianin

  Johannes Vermeer, Lekcja muzyki

W ich kompozycjach „słychać ” ciszę. To istne studium przedmiotów i światła.