„Kroić czas na plasterki”


 

 Fot. John-Dugdale

” […]Dziwne, zdumiewające! Nigdy nie czuła się tak szczęśliwa jak teraz. Nic nie toczyło się dość powoli, nic nie trwało dość długo. Żadna rozkosz nie może się równać, myślała przesuwając krzesła na miejsce, odkładając książkę na półkę, z rozkoszą, jaką daje wyrzeczenie się tryumfów młodości, zagubienie się w procesie życia po to, żeby je odnaleźć z nagłym spazmem radości, kiedy wstaje słońce, kiedy zapada zmierzch. Ileż to razy w Bourton, gdy tamci byli zajęci rozmową, szła popatrzeć na niebo; albo widziała je między ramionami gości siedzących przy obiedzie; patrzała na nie w Londynie podczas bezsennych nocy. Podeszła do okna. Chociaż to brzmi idiotycznie, jest w nim jakaś cząstka jej samej – w tym niebie wiejskim, w tym niebie nad Westminsterem. Rozsunęła zasłony,wyjrzała. Och, jakie to zaskakujące. Stara pani w domu naprzeciwko patrzy na nią! Idzie już spać! I to niebo! Zobaczę niebo uroczyste, mówiła sobie przed chwilą, zobaczę niebo przyćmione, odwracające do snu swą piękną twarz. A tymczasem ukazało jej się niebo o barwie popiołu i na nim mknące szybko ogromne, podłużne chmury. Była zaskoczona. Zerwał się chyba wiatr. Stara pani naprzeciwko szykuje się do snu. Urzekał ją widok tej kobiety krzątającej się po pokoju, podchodzącej do okna. Czy ona ją widzi? Urzekał ją widok tej kobiety, która samotna tak spokojnie przygotowuje się do snu, podczas gdy w salonie rozlega się gwar rozmów, śmiechy. Teraz zaciągnęła storę. Zegar zaczął wybijać godziny.[…]” Pani Dalloway, V. Woolf

Salvador Dali – Disintegration of the Persistence of Memory – 1954

Dzielić czas, porcjować, kroić, odrywać cząstki, skrawki, odłamki…Rankiem budzić się wolno, zaspanymi oczami patrzeć na promienie słońca i wirujący wokół kurz, potem poczuć mocno krople chłodnej wody na czystej twarzy – budzić się; umyć włosy, czuć ich zapach, miękkość… i powoli,  z dbałością je rozczesać.
Ubierając  się, dostrzegać gładkość materii, zapach, czystość, kolory. Przyglądając się sobie badawczo w lustrze, uśmiechać się życzliwie do siebie – może nawet zapytać: „- I jak wyglądam?”

Potem odkroić plasterek czasu na filiżankę mocnej, smacznej kawy. Pić wolno, szukając wzrokiem przyjemnych dla oczu obrazów za oknem. Otworzyć je i poczuć powiew wiatru – obudzić się na dobre. Cieszyć się słońcem. Spojrzeć na ludzi spieszących do pracy, wyobrazić ich tam sobie, pomyśleć, że tak naprawdę nic o nich nie wiemy – to tylko maleńki skrawek czasu…
Odrobinę czasu wyłuskać, by zamienić słowo lub zostawić karteczkę na lodówce – „Miłego dnia kochanie”…
Na przystanku autobusowym, wypatrzeć ślady wędrujących mrówek.
Dyskretnie „zawiesić” wzrok na kilku twarzach, poczuć i zdać sobie sprawę, że nie jesteśmy sami, ONI- też czekają.  
W drodze, odszukać za oknem samochodu coś niezwykłego, otrzeć się o wspaniałość, a może małość – po prostu doświadczyć kropli deszczu, a potem pierwszych promieni słońca.

Zdjęcie własne Fot. A. Bober

W pracy odnaleźć chwilę, moment -ten najbardziej ulubiony. Usłyszeć muzykę w radio, spojrzeć i dostrzec twarz, obdarowując ją uśmiechem zupełnie bez powodu. Pozwolić sobie pomyśleć: „dziś, kiedy wrócę zmęczona, zrobię coś tylko dla siebie. „

Po pracy, na krótki choć moment, podarować sobie odłamek bezaktywności, nie wypełniając go przeróżnymi obowiązkami. Dać się ponieść tej chwili, wiedząc, że mija nieubłaganie, niech się toczy w naszej totalnej bierności i bez niepokoju. 

Trzeba też znaleźć porcję czasu na umycie podłogi, więc myć,  ale ze świadomością jej późniejszej czystości, poddając się tej czynności, nie zastanawiać się nad kolejną.
A następną wykonać podobnie.
Potem głośno wymówić swoje imię, od tak, by uświadomić sobie, że może nigdy tego nie robiliśmy… 

Zechcieć dać sobie chwilę wytchnienia w zależności od okoliczności, ale zrobić to koniecznie, bez względu na wszystko – drobinka dla zmysłów, serca i duszy. 

Zdjęcie własne Fot. A. Bober

Wieczorny spacer – schwytać czas w pułapkę , odciąć się, zapomnieć, rozmarzyć, pomilczeć, pozwolić, by ta chwila wlekła się, snuła i nabrzmiała wolnością.

Zdjęcie własne Fot. A. Bober

Wisława Szymborska

Chwila

Idę stokiem pagórka zazielenionego.
Trawa, kwiatuszki w trawie
jak na obrazku dla dzieci.
Niebo zamglone, już błękitniejące.
Widok na inne wzgórza rozlega się w ciszy.

Jakby tutaj nie było żadnych kambrów, sylurów,
skał warczących na siebie,
wypiętrzonych otchłani,
żadnych nocy w płomieniach
i dni w kłębach ciemności.

Jakby nie przesuwały się tędy niziny
w gorączkowych malignach,
lodowatych dreszczach.

Jakby tylko gdzie indziej burzyły się morza
i rozrywały brzegi horyzontów.

Jest dziewiąta trzydzieści czasu lokalnego.
Wszystko na swoim miejscu i w układnej zgodzie.
W dolince potok mały jako potok mały.
Ścieżka w postaci ścieżki od zawsze do zawsze.
Las pod pozorem lasu na wieki wieków i amen,
a w górze ptaki w locie w roli ptaków w locie.

Jak okiem sięgnąć, panuje tu chwila.
Jedna z tych ziemskich chwil
proszonych, żeby trwały.

 Monet

O ile jest się nad wodą wpatrywać się w jej lustro, wsłuchać się w ciszę i poddać się łagodnemu rytmowi fal…poczuć spokój

Zdjęcie własne Fot. A. Bober

Pokroić ten czas tak, by jego drobiny złożyły się na niezwykłą codzienność.

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

Czerwony zegar

Biją śpiesznie zegary,
terczą, tętnią i kują,
w progu życia warują,
siękąc czasu obszary.

Tną godziny w pstre chwile,
a chwile w okamgnienia,
miłość w śmiech się przemienia,
a poczwarki w motyle.

Biją śpiesznie zagary –
i z tej, i z tamtej strony,
zegar złocisty, stary,
brązowy i czerwony.

W tym czerwonym zegarze
o nie milknącym gwarze
mieszka kukułka złota,
która w każdej godzinie
wypada, skrzydłem miota,
po czym kuka żałośnie,
obraca się i ginie
jak w wydrążonej sośnie.

Fot. Eugène Atget