Czy lepiej doświadczamy intelektem czy emocjami?


 Fot. Henri-Cartier-Bresson

To taki temat, z którym się wciąż boksuję. Może nawet znam odpowiedź, ale codzienność jest zbyt przytłaczająca w tym względzie i pewnie dlatego pragnę dać temu upust właśnie tutaj. Zawodowo mam okazję doświadczać i przyglądać się temu jak uczą się i odbierają świat dzieci. Lektura i własne obserwacje skłoniły mnie do myślenia o tym, że nie wszyscy rozumieją ten proces. I mam tu na myśli nie tylko rodziców, ale także pedagogów. Dorośli sobie , a dzieci sobie. Pamiętam dzień, w którym zakupiłam książkę ” Chcę tego dotknąć” – kapitalna pozycja traktująca o uczeniu poprzez dotyk. Niby bardzo oczywista kwestia, ale ze smutkiem przyznaję, że kompletnie nie znajduje miejsca w szkolnej rzeczywistości. Już same czasowniki wywołują euforię: ogarniać, formować, szukać, pokazywać, ucierać, mieszać, polerować.

Co można dzięki takiemu poznawaniu poprzez dotyk ? Można odczuwać, doznawać. A gdyby tak stworzyć obrazy do dotykania ,albo wzorem autorów książki ,całą ścianę do dotykania. A gdyby tak zabawić się w podwodne poszukiwanie skarbów… można też umieścić na podłodze ulubione przytulanki i zachęcić dziecko(zawiązując wcześniej przepaskę na oczach), by rozpoznawało je dotykiem. Pomysłów jest wiele. Czego zatem brakuje? Chęci? Czasu? Dobrej woli? A może to jednak zwykła ignorancja?! Mam wrażenie jakby wiedza szkolna daleka była od osobistego doświadczania dziecka. Nieustannie przekonuje się, że nie ma na to czasu, przecież jeszcze „tyle materiału” i „podręcznik niezrealizowany” brrr . Jakże dla wielu z nas brzmi to znajomo. Byłoby miło, gdyby dorośli zachcieli zrozumieć, że świat dziecka jest równowartościowy, a nie podrzędny względem świata dorosłych. Tylko jak prosić dorosłych – pedagogów, by zajęli się uczeniem poprzez doświadczanie, skoro traktują swoje miejsce pracy jako przestrzeń wzajemnej konkurecji i walki. W jednej z książek spotkałam kapitalny przykład dowodzący niepewności wiedzy, uleganiu jej ciągłym przemianom i weryfikacji. 

Starożytna  Chińska Encyklopedia dzieliła zwierzęta na:
-stanowiące własność cesarza
-zabalsamowane
-oswojone
– syreny
– dzikie psy
-bajeczne
-zachowujące się jak szlone
– nieprzeliczone
– narysowane cieniutkim pędzelkiem
– te, które stłukły dzban
-te, które z daleka wyglądają jak muchy
A jeśli brakuje nam tej dziecięcej fantazji i jesteśmy tacy bardzo serio, i zapomnieliśmy jak to było, gdy sami byliśmy fikuśnie mali i nieporadni, ciekawi świata. Korciło żeby dotknąć , złapać, pomacać. I za wszelką cenę chcieliśmy się ruszać,  za nic w świecie siedzieć w jednym miejscu. 
 

 Shirley Baker, children draw on pavement with chalk, 1960

Jakże zaskakujący jest fakt i jednocześnie smutny, że jednym z pierwszych, który twierdził, że najważniejsze jest poznawanie zmysłowe, był Artysoteles. Jakże dużo czasu zajmuje nam przyjęcie tego stwierdzenia za oczywiste.

Jest tyle cudownych sposobów – dużo bardziej bliższych dziecku, dzięki którym chętniej by się uczyło. Każda wyprawa po zakupy może być edukacyjna przygodą, kiedy mama przygotowuje ciuchy do prania może uczyć klasyfikowania , oddzielając ciemne od jasnego albo  dobierać skarpetki w pary.

Może to jednak nam dorosłym zabrakło czasu na kreatywność, czy nie jest jednak zbrodnia usprawiedliwianie tego brakiem czasu? 

 Fot. Thurston-Hopkins

Carolyn Hooper twierdziła, że pracą dzieci  jest zabawa. Dzieci  uczą się poprzez wszystko co robią. Nie jestem przekonana, że my – dorośli dajemy z siebie to co najlepsze.