Przedmioty wspomnień


“Ponieważ nawyk osłabia wszystko, najlepiej przypomina nam jakąś istotę to, cośmy zapomnieli (dlatego że to coś było nieznaczące i żeśmy mu w ten sposób zostawili całą jego siłę). I dlaczego najlepsza część naszej pamięci jest poza nami, w dżdżystym podmuchu wiatru, w zaduchu pokoju lub w zapachu pierwszego ognia na kominku, wszędzie gdzie odnajdujemy z samych siebie to, czym nasz intelekt, nie mogąc tego spożytkować, wzgardził…”
Marcel Proust

Nie wiem czy zakup domu był dziełem przypadku, bo na pewno nie chciejstwa.  Myślę, że powodem była  raczej magia tych murów, o takich domach mówi się, że maja duszę. Wszystko przemawiało za tym, by go nie kupować, a jednak od pierwszej chwili, gdy przyjrzałam się drzwiom, posadzkom i drewnianym wykończeniom nie mogłam się oprzeć. Dziś wszystko to ukryło się pod powłoka  NOWEGO, ale  ciągle jest.  Był pusty, ale już od dawna wypełniają go wspomnienia. Ludzka skłonność do gromadzenia jest niewiarygodna:)

Rozejrzałam się dziś skrupulatnie po moim „królestwie” i z zadziwieniem doszłam do wniosku, że wszędzie „leżą, stoją, wiszą” – są obecne-  jakieś wspomnienia. Nie należę do  osób, które otaczają się przedmiotami, powiedziałabym raczej, że one są ze mną w wyniku określonych przeżyć, zdarzeń i osób z nimi związanych.  Nie zaopatruję się w przedmioty choć ulegam ich magii. 

Pewnie z tym samych, co wiele osób, powodów, nie potrafię i nie chcę się z nimi rozstać. Pokrywa je kurz, który skrupulatnie wycieram, przyglądając im się wtedy z miłością, z czasem stają sie częścią mojego istnienia.

Kilka starych płyt – wśród nich podarowana Ewa Demarczyk…miałam wtedy 14 lat. Od tej chwili już zawsze chciałam o niej pamiętać. 

Niebieskie serduszko z modeliny, wykonane ręką dziecka, jest ze mną, przyczepione do drewnianej belki, tuż nad moim biurkiem; podarowany czarno-biały plakat z wpatrzoną we mnie twarzą Jamesa Deana.

Pomiędzy stronicami kilku książek zasuszone chabry i stokrotki … nie pachną, a przecież czuję i  pamiętam ciepło słonecznych promieni na twarzy; spod wpółotwartych powiek patrzyłam wtedy roześmiana na słońce… to wtedy zrobiłam to zdjęcie

Fot. A. Bober
W zaciszu przedmiotów wspomnień – listy – pisane wprawną dłonią, skrupulatnie wypełnione  linijki , w nich tkliwość i tęsknota…Pomiędzy  nimi kilka
widokówek – najbardziej lubię tę z drzewem migdałowym Van Gogha… w środku tylko kilka słów, więcej – nie trzeba.

„[…]Czasem zdarza się, że natrafimy na przedmiot, który budzi w nas wprawdzie uśpione wrażenie, lecz z odległej perspektywy nie potrafimy go ani określić, ani też wskrzesić[…]” Proust

Schowałam, ukryłam pieczołowicie kilka drobnych karteczek  pisanych naprędce – z miłością.
Książka- z wierszami Haliny Poświatowskiej , a w niej wpis :” niech Pani zawsze będzie sobą”…

Maria Pawlikowska Jasnorzewska

Pamiątki

Niebieskie oczy, krągłe paciory,

kąpane w niebie w dawne wieczory,

leżą w komodzie, w starej szufladzie –

kurz na nie pada, warstwą się kładzie…

 

Pocałowania, słodkie pieszczoty,

pachnące jeszcze wonią tęsknoty,

z dala od ludzi, z dala od zgiełku,

na dnie szuflady więdną w pudełku. –

 

I nic już więcej, tylko dwie róże,

i jedno słowo złote i duże,

zwinięte w papier leży w ukryciu –

może się przydać jeszcze raz w życiu.

 

Fot. Boris Smelov

Na jednej z półek, za szklaną witryną zasuszone margerytki – ktoś przybiegł zdyszany, z rozdygotanym  sercem , wręczył mi je milczący i zakłopotany – to były moje urodziny.  

Troszkę głębiej pomiędzy książkami, w sekretnym pudełku – pamiętnik – byłam wtedy nastolatką, wcale nie było mi do śmiechu…w nim żale i utyskiwania, radości i ból istnienia.
W dłoni trzymam tomik poezji Rilkiego – od przyjaciela, z czułością wodzę palcami po literach, pamiętam to się zdarzyło na szkolnym korytarzu.

I ta kremowa wstążeczka, przeplatam ją pomiędzy palcami…    Herbata…pamiętam, pachniała wtedy pomarańczami.

Jorge Luis Borges

Talizmany 

Egzemplarz pierwszego wydania dzieła Snorriego Edda
Islandorum, wydrukowanego w Danii.

Pięć tomów dzieła Shopenhauera.
Dwa tomy Odysei Chapmana.
Miecz, który walczył na pustyni.
Naczynie do mate z nóżka ze splecionych węży,
które mój pradziad przywiózł z Limy.
Kryształowy pryzmat.
Jakieś zacierające się dagerotypy.
Drewniany globus, który mi dała Cecilia Ingenieros
i który należał do jej ojca.
Laska z zakrzywionym uchwytem, która chodziła po równinach
Ameryki, po Kolumbii i po Teksasie.
Kilka metalowych cylindrów z dyplomami.
Toga i biret po jakimś doktoracie.
Empresas Saavedry Fajardo, w pachnącej hiszpańskiej okładce.
Wspomnienie pewnego poranka.
Linie Wergilusza i Frosta.
Głos Macedonia Fernandeza.
Miłość i rozmowa nielicznych.
Są to na pewno talizmany, ale na nic się nie zdadzą
przeciwko cieniowi, którego nie mogę nazwać,
przeciwko cieniowi, którego nie powinienem nazwać.

przełożył Leszek Engelking