„W tłumie możesz stracić nie tylko portfel”


Czytając V. Woolf  zdałam sobie sprawę, że stworzyła ona doskonały wachlarz postaci z życia wziętych, z ich słabościami, emocjami, przywarami. To co mnie uderzyło, to fakt, że wiele z tych osób miało poczucie jakby nie pasowało do reszty. Bohaterowie czuli się jacyś wyodrębnieni, zagubieni, żyjący we własnym świecie, może jedynie odgrywający pewne role na rzecz czasu, miejsca, osób czy okoliczności. Woolf doskonale wyławiała takie jednostki.

I pojawiło się moje pytanie – co jest ważniejsze: tłum czy jednostka, co zrobić by przytłaczająca masa nie zniszczyła indywidualności. Tłum czy grupa bardzo chętnie wbija nas w ten schematyzm myślowy, nie pozwala na nieszablonowość i twórcze zapędy. Grupa bywa bezwzględna, czując jakiekolwiek najmniejsze zagrożenie. Nie godzi się na burzenie ustalonego porządku i raz wybranych norm. Jednostki ponadprzeciętne, mocne, pewne siebie – jakoś dają radę- stawiają opór i idą pod wiatr. Ale co z tymi, których porwał owczy pęd?
Jak wyrwać się, mając poczucie własnej odrębności  z wpływów grupy. Poddać się, wiedząc, że mamy ogromne poczucie niezależności i wolności?
Grupa chętnie osądza, wyciąga fałszywe wnioski, nie pogłębia, nie zadaje sobie trudu pokłonienia się nad faktami, uznaje to, co jest jej w danym momencie na rękę.
Z drugiej strony mamy świadomość, że bez innych ludzi nie możemy żyć, tak naprawdę dzięki relacjom z innymi ludźmi rozwijamy się i udaje nam się przetrwać.
Piszę o tym  nie bez kozery, mam ogromne poczucie sprawiedliwości, czuję tę moc, która pozwala mieć wpływ na to co mnie otacza, drażni mnie to, co staje przede mną urzeczywistnione, dostrzegam rozbieżności pomiędzy tym co jest hipokryzją, kłamstwem, a prawda. Pomiędzy idealizmem a realizmem.
A przecież Kant powiedział : „Wolna wola jest konieczna, żeby zasady moralne miały sens.”  Co zatem czynić, by móc z godnością pokłonić się naszemu „ja”?
Nieustannie mam poczucie jakieś wewnętrznej powinności , przekonania, że należy zmienić, poprawiać określoną rzeczywistość, tak by żyło się tym małym ludziom lepiej. Tłum  bywa jednak uparty w swych zapędach naprawnia niesfornych jednostek. Z czasem rozwija coraz bardziej przemyślny wachlarz form nacisku tak, by jednostka o zbytnim poczuciu niezależności działała w ramach ustalonych praw. Jestem częstokroć świadkiem deindywiduacji( czyli utraty poczucia własnej tożsamości) są bowiem tacy, którzy ulegają presji otoczenia i rezygnują z planów realizowania siebien i marzeń, nawet jeśli są one dobre dla ogółu.
Ogół lubi mieć święty spokój… Odnoszę zatem wrażenie, że tak bliskie Kantowi rozum i rozsądek są obce niektórym grupom i jednostkom.
Z jakiś przyczyn, psychologia doskonale zna ten przypadek, w tłumie poddajemy się zbiorowemu myśleniu, im dłużej ze sobą przebywamy tym mocniej nasze myślenie o jakieś sprawie czy problemie upodabnia się. Z nieskrywana satysfakcja  stwierdzam, że po wielu latach nadal stawiam opór i nie daję zgody na fikcję. Jestem zatem przypadkiem beznadziejnym:)) Tłum ma ze mną kłopot, bo nie może ujarzmić. Idę pod prąd, choć czuję już na plecach widmo konsekwencji. Co z innymi?. Jak długo wytrzymam? Czy skórka warta wyprawki? Mój wewnętrzny głos podpowiada mi, że warto , dla dzieci zawsze warto! A może to po prostu kwestia poczucia odpowiedzialności za małych ludzi… Tylko jak wpływać  i lawirować w tłumie pełnym nonszalancji na ideały i piękno tego świata, a zwłaszcza zdrowie fizyczne i psychiczne. Stare systemy i kompleksy są ciągle w głowach tych ludzi. Trudno bić się o prawdę w pojedynkę.

Abakanowicz, tłum

JOSÉ ORTEGA Y GASSET: “Zdziwienie, zaskoczenie to początek zrozumienia. To specyficzny i ekskluzywny sport i luksus intelektualistów. Dlatego też charakterystycznym dla nich gestem jest patrzenie na świat rozszerzonymi ze zdziwienia źrenicami. Cały otaczający nas świat jest dziwny i cudowny, jeśli nań spojrzeć szeroko otwartymi oczami. To właśnie, uleganie radosnemu zdziwieniu, jest rozkoszą dla futbolisty niedostępną, natomiast dzięki niej intelektualista idzie przez życie pogrążony w nie kończącym się, wizjonerskim upojeniu, którego oznaką zewnętrzną jest zdziwienie widoczne w oczach. Dlatego też dla starożytnych symbolem Minerwy była sowa, ptak, którego oczy są zawsze szeroko otwarte, jak gdyby w niemym zdziwieniu.”

Jakże niewielu jest tych zdziwionych…zaskoczonych chętnych do zmian, a przecież świat nigdy nie zmieniał się tak szybko.

 

A ja mam ochotę czasami właśnie tak – pod prąd:)))