Kiedy staję się muzyką…


Kocham to uczucie – nic poza muzyką…muzyka absolutna i dominująca… czuję to w całym krwiobiegu…  Zapomnieć się, zasłuchać, siedzieć w fotelu jak zklęta, z lampką czerwonego wina…lub stopami wybijać radosny rytm ….bez MUZYKI NIE MA NIC.

Cancion

Denise Levertov

Gdy jestem niebem

lśniący ptak

uderza mnie ostrzami pieśni.

 

Gdy jestem morzem

płomienne chmury topią się w moich zwierciadłach

krusząc mój łagodny oddech szkarłatnym łkaniem.

 

Gdy jestem ziemią

czuję jak me skalne ciało rozpada się

na kamyczki, żwir, delikatny pył i na nic

Gdy jestem kobietą — Och, gdy jestem kobietą,

moje słone źródła napełniają się po brzegi

wiersze wyłamują zamek mej krtani.

Nie wiem czy najpierw przyszedł do mnie zachwyt słowem czy muzyką.

Nie pamiętam dokładnie kiedy zaczęło się to „stawanie się” .  Może wtedy, gdy biegałam po podwórku, które otaczało  stara kamienicę, a z okien mojego rodzinnego domu, po włączeniu tego cuda,

nadbiegały dźwięki King Crimson, Janis Joplin, Led Zeppelin… Nie wiem, który z tych utworów mnie ukształtował, a może wszystkie naraz….wiem tylko, że z jakiś powodów, mając zaledwie kilka lat , słuchając wtedy tej muzyki,  zapamiętałam  do dziś ten kawałek

 

Po wielu latach pamiętałam kolejność utworów jakie po sobie następowały na taśmie. Tak- umysł dziecka łapie chyba wszystko w lot i pozostawia na długo w pamięci.

 Tołstoj powiedział, że Muzyka jest stenografią uczuć, absolutnie się z tym zgadzam, nie tylko dla tworzącego, ale także dla odtwarzającego. Muzyka wpływa na to jak odbieram pewne zdarzenia, chwile, ludzi. Właściwie można by powiedzieć, że dorastałam a muzyka nieustannie wpływała na moją wrażliwość i postrzeganie świata. Jako piętnastolatka słucham płyt z wytwórni 4AD ; dopiero po pewnym czasie dotarło do mnie, że słuchałam ostatniej audycji radiowej Tomasza Beksińskiego w nocy z 11 na 12 grudnia 1999 roku…

Pamiętam te wieczory, gdy za oknami mojego pokoju panował mrok, milkły odgłosy miasta, siedziałam w samotności, oddalona od zdarzeń codzienności, na ścianach od czasu do czasu pojawiały się szybko przemykające snopy światła, warkot silników nie dochodził mnie zmysłami, była tylko muzyka…Przemieszczałam się jakby w inny świat. Granica między światłem i ciemnością stawała się nagle czysta, tak, że mogłam jej dotknąć. 

Pamiętam te emocje i ciepły głos Tomka Beksińskiego w radiu  i muzykę Dead can Dance

nade wszystko pamiętam głos Lisy Gerrard, wstępowała we mnie jakaś siła, czułam to każdą częścią swojego ciała.

Są dni, kiedy słońce rozgrzewa pokój, a ja stąpam boso po chłodnej podłodze, oddaję się muzyce, która wypełnia całą przestrzeń.  Czuję, że staję się rytmem i brzmieniem.
Nucę, śpiewam, poruszam się jakoś pewniej , radośniej , pełna woli życia, wtedy słucham….:)

Muzyka łączy mnie z każdym istnieniem,  wyzwala siłę, albo staje się stenografia  moich emocji. Muzyka wyzwala wspomnienia, utrwala je , wywołuje, potęguje. Muzyka pobudza światy naszej wyobraźni, pomnaża je w cudowny sposób i wyzwala tyle energii. Czasami  wprowadza w błogostan, bez którego nie rozpoczęlibyśmy kolejnego dnia.

Nie wyobrażam sobie, by w moim domu nie grano tego pana

 

Odkąd pamiętam muzyka towarzyszy mi we wszystkich ważnych momentach życiowych. Ale kto z nas nie nie uśmiecha się do wspomnień, po usłyszeniu znajomych dźwięków.
Pewnie dosyć nietypowo uprawiam swój zawód , bo podczas zajęć gramatyki często słuchamy z dziećmi jazzu , lub muzyki lounge.  Z nieskrywaną ciekawością pytają o wykonawcę i rzadko się buntują.
Kiedy stajemy się autorytetami dla młodych ludzi, oni zawierzają nam , a potem  w niewielkich dawkach kultywują nasze nawyki, a czasami nawet muzykę:)
Pamiętam jak na jednej  z przerw śniadaniowych słuchaliśmy tej piosenki i już teraz wiedza kim jest  Bobby Mcferrin.